24.10.2024, 21:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2024, 08:31 przez Brenna Longbottom.)
Zerkam tam, gdzie patrzył Burke, a potem rozdzielam się z Erikiem i Atreusem, oni biegną idą do Ministry, a ja gnam szukać Avery
Brenna nie odpowiedziała im już, bo w tej chwili niewiele było czasu na słowa, a jednak nawet jeśli Fortinbras (albo hrabia) coś knuł, to ta dwójka powinna wystarczyć, aby przynajmniej go przyhamować. Chyba zresztą Brenna wciąż nie umiała uwierzyć, że Malfoy zrobiłby publicznie coś, co naraziłoby go na utratę wpływów i reputacji: to nie było w jego stylu. Malfoyowie załatwiali takie sprawy po cichu albo cudzymi rękami. Z tego wszystkiego to nawet kompletnie wyleciało jej z głowy, ze przecież ćwiczyła fale całe lato. Zresztą pewnie znała je za słabo, by w takiej chwili zdołała nadawać i odbierać komunikaty. Odbiła w przeciwną stronę, nie próbując w przeciwieństwie Atreusa udawać, że wszystko jest cudownie, a ona doskonale się bawi – bo nie było na to czasu. A poza tym wszyscy już chyba (poza grupą przy harfie) wiedzieli, że działo się coś złego i Brennie bardzo się to nie podobało. Odruchowo zwróciła spojrzenie w stronę, w którą wcześniej pokazywał Burke, jakby w nadziei, że coś tam dojrzy.
– Gdyby coś się działo, niech Carrow będzie gotowy do ewakuowania Ministry i Bletchleya – rzuciła do najbliższego Brygadzisty, nie zatrzymując się na dłużej, posłucha albo nie, spróbować musiała, a wiele więcej nie mogła zrobić. Erik był teraz trochę zajęty czymś innym. Jeżeli po drodze na nic nie wpadła ani nie dostrzegła czegoś niezwykle podejrzanego, co mogłoby ją zatrzymać – skierowała się najpierw do namiotu artystów. Jeśli Avery wciąż tutaj była, to albo tam, albo gdzieś na obrzeżach nieistniejącej już bańki teleportacyjnej… chociaż równie dobrze mogła się teleportować te dwie minuty temu. Albo ktoś teleportował się z nią. Ale jeżeli nawet nie znajdzie tam jej, to może chociaż jakieś rzeczy, które pozwolą podjąć trop wilczym nosem?
O ile będzie w ogóle na to czas.
Brenna nie przejmowała się wodą na płyciźnie, nie dbała, że zmoczy dół sukni, i tak już przecież wilgotny. Chciała zajrzeć do środka, by sprawdzić, czy nie znajdzie tam panny Avery. Chociaż przeczucia miała złe. Ta powinna być wśród gości, a bariera, do której przełącznik znajdował się w jej posiadaniu, znikła.
na moją beznadziejną charyzmę II, na zachęcenie kolegów z pracy do uważania a nie flirtowania z Yaxleyami
Brenna nie odpowiedziała im już, bo w tej chwili niewiele było czasu na słowa, a jednak nawet jeśli Fortinbras (albo hrabia) coś knuł, to ta dwójka powinna wystarczyć, aby przynajmniej go przyhamować. Chyba zresztą Brenna wciąż nie umiała uwierzyć, że Malfoy zrobiłby publicznie coś, co naraziłoby go na utratę wpływów i reputacji: to nie było w jego stylu. Malfoyowie załatwiali takie sprawy po cichu albo cudzymi rękami. Z tego wszystkiego to nawet kompletnie wyleciało jej z głowy, ze przecież ćwiczyła fale całe lato. Zresztą pewnie znała je za słabo, by w takiej chwili zdołała nadawać i odbierać komunikaty. Odbiła w przeciwną stronę, nie próbując w przeciwieństwie Atreusa udawać, że wszystko jest cudownie, a ona doskonale się bawi – bo nie było na to czasu. A poza tym wszyscy już chyba (poza grupą przy harfie) wiedzieli, że działo się coś złego i Brennie bardzo się to nie podobało. Odruchowo zwróciła spojrzenie w stronę, w którą wcześniej pokazywał Burke, jakby w nadziei, że coś tam dojrzy.
– Gdyby coś się działo, niech Carrow będzie gotowy do ewakuowania Ministry i Bletchleya – rzuciła do najbliższego Brygadzisty, nie zatrzymując się na dłużej, posłucha albo nie, spróbować musiała, a wiele więcej nie mogła zrobić. Erik był teraz trochę zajęty czymś innym. Jeżeli po drodze na nic nie wpadła ani nie dostrzegła czegoś niezwykle podejrzanego, co mogłoby ją zatrzymać – skierowała się najpierw do namiotu artystów. Jeśli Avery wciąż tutaj była, to albo tam, albo gdzieś na obrzeżach nieistniejącej już bańki teleportacyjnej… chociaż równie dobrze mogła się teleportować te dwie minuty temu. Albo ktoś teleportował się z nią. Ale jeżeli nawet nie znajdzie tam jej, to może chociaż jakieś rzeczy, które pozwolą podjąć trop wilczym nosem?
O ile będzie w ogóle na to czas.
Brenna nie przejmowała się wodą na płyciźnie, nie dbała, że zmoczy dół sukni, i tak już przecież wilgotny. Chciała zajrzeć do środka, by sprawdzić, czy nie znajdzie tam panny Avery. Chociaż przeczucia miała złe. Ta powinna być wśród gości, a bariera, do której przełącznik znajdował się w jej posiadaniu, znikła.
na moją beznadziejną charyzmę II, na zachęcenie kolegów z pracy do uważania a nie flirtowania z Yaxleyami
Rzut N 1d100 - 35
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 34
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.