24.10.2024, 17:15 ✶
- Nie zostawię cię - powiedziała, a pomiędzy jej brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka. - Obiecałam ci, prawda? Staniemy do tej walki razem, ramię w ramię. Nie zostawimy nikogo za sobą.
Odwróciła głowę w kierunku brata, rzucając mu spojrzenie, które mówiło myśl co chcesz, ale nie przystanę na ten plan i nie zostawię go, chociaż być może powinna w pierwszej chwili ratować swoją skórę. Cofnęła się jednak, gdy dłoń zamieniła się w niedźwiedzią łapę. Dała Samowi przestrzeń na zmienienie się w zwierzę, które wystraszyło ją wtedy, gdy spotkali się lata temu po raz pierwszy. Wystraszył ją wtedy tak mocno, że zwiała z Kniei, nie oglądając się za siebie. Wtedy myślała, że mężczyzna jest jakimś psycholem - bo kto inny mieszkałby głęboko w głuszy, na dodatek sam? I ratował pszczoły. Bo tak się właśnie poznali. Ale potem, gdy dotarła do domu, wypytała ojca o samotnika, zamieszkującego Knieję. Poszperała też w jego dokumentach i dowiedziała się wszystkiego. Żałowała potem, że uciekła tak szybko - teraz na szczęście mogła być świadkiem jego świadomej przemiany, a na na ustach Greengrassówny wymalował się uśmiech ulgi. Przesunęła dłonią po futrze na karku Samuela.
- Uwierz mi, że nikt tego nie chce - odpowiedziała mrukliwie, przewracając oczami. - Nie martw się o nas, tylko o siebie, Roise.
Odgryzła się, mrużąc oczy. Stawała przed poważnym wyborem, którego z nich ratować jako pierwszego, gdyby do czegoś doszło. Samuel był jej bratnią duszą, jeżeli on zginie, zginie kawałek jej serca. Jednak jeżeli zginie Ambroise, stanie się dokładnie to samo. Wolałby nie wybierać pomiędzy nim a Samuelem, bo nie miała pojęcia, którego chciałaby ocalić.
Ruszyła za Ambroise jako druga, pozwalając by Samuel w postaci misia zamykał pochód. Co prawda powinni raczej być ostrożni i nie zwracać na siebie uwagi, a ogromny niedźwiedź raczej robił sporo hałasu, chociażby ciężko stawiając łapy na leśnym runie i gałązkach, lecz... Ona czuła, że jest bezpiecznie. Szła więc za bratem, odpalając lumos by odrobinę sobie poświecić. Knieja ją wzywała, ale ona nie zamierzała złamać nogi o jakąś gałąź, bo była zbyt nieostrożna.
Odwróciła głowę w kierunku brata, rzucając mu spojrzenie, które mówiło myśl co chcesz, ale nie przystanę na ten plan i nie zostawię go, chociaż być może powinna w pierwszej chwili ratować swoją skórę. Cofnęła się jednak, gdy dłoń zamieniła się w niedźwiedzią łapę. Dała Samowi przestrzeń na zmienienie się w zwierzę, które wystraszyło ją wtedy, gdy spotkali się lata temu po raz pierwszy. Wystraszył ją wtedy tak mocno, że zwiała z Kniei, nie oglądając się za siebie. Wtedy myślała, że mężczyzna jest jakimś psycholem - bo kto inny mieszkałby głęboko w głuszy, na dodatek sam? I ratował pszczoły. Bo tak się właśnie poznali. Ale potem, gdy dotarła do domu, wypytała ojca o samotnika, zamieszkującego Knieję. Poszperała też w jego dokumentach i dowiedziała się wszystkiego. Żałowała potem, że uciekła tak szybko - teraz na szczęście mogła być świadkiem jego świadomej przemiany, a na na ustach Greengrassówny wymalował się uśmiech ulgi. Przesunęła dłonią po futrze na karku Samuela.
- Uwierz mi, że nikt tego nie chce - odpowiedziała mrukliwie, przewracając oczami. - Nie martw się o nas, tylko o siebie, Roise.
Odgryzła się, mrużąc oczy. Stawała przed poważnym wyborem, którego z nich ratować jako pierwszego, gdyby do czegoś doszło. Samuel był jej bratnią duszą, jeżeli on zginie, zginie kawałek jej serca. Jednak jeżeli zginie Ambroise, stanie się dokładnie to samo. Wolałby nie wybierać pomiędzy nim a Samuelem, bo nie miała pojęcia, którego chciałaby ocalić.
Ruszyła za Ambroise jako druga, pozwalając by Samuel w postaci misia zamykał pochód. Co prawda powinni raczej być ostrożni i nie zwracać na siebie uwagi, a ogromny niedźwiedź raczej robił sporo hałasu, chociażby ciężko stawiając łapy na leśnym runie i gałązkach, lecz... Ona czuła, że jest bezpiecznie. Szła więc za bratem, odpalając lumos by odrobinę sobie poświecić. Knieja ją wzywała, ale ona nie zamierzała złamać nogi o jakąś gałąź, bo była zbyt nieostrożna.