24.10.2024, 13:45 ✶
Jeszcze tego brakowało - że prowadziłby konwersację z trupem własnego starego. Chociaż zapewne byłaby łatwiejsza, bo przecież znajdował się w dużo lepszym położeniu niż jego ojciec (bo żył), to jakoś nie miał na to ochoty. Wciąż pamiętał to, co mu powiedział i wciąż pamiętał to, co mu zrobił. Umiejętność wdzierania się do wspomnień i wywlekania tych najbardziej bolesnych wbrew czyjejś woli była straszna. I chociaż sam to robił niejednokrotnie, to nie miał najmniejszej ochoty, by to się powtórzyło. Obojętnie czy rzuci na niego to zaklęcie ktoś z rodziny, czy obca osoba. Czy naprawdę był tak żałosny, że chciał zamknąć swój umysł i sekrety, które trzymał?
Nie. To były względy bezpieczeństwa. Miał dużo szczęścia, że Reynard szukał wyłącznie tego, co się stało z Bellatrix. Gdyby sięgnął głębiej, mógłby odkryć dużo gorsze wspomnienia, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Zarówno one, jak i relacje, które łączyły go z niektórymi osobami. Z Robertem, z Cynthią, ze Stanleyem czy Alexandrem. Zbyt głęboko tkwił w tym czarnym bagnie śmierci, by teraz móc tak po prostu pozwolić, by ktoś grzebał mu w głowie (ale czyż właśnie teraz to się nie działo?)
Gdy wspiął się po wykręconych, makabrycznych schodach, stanął w końcu na górze. Górze złożonej z idealnie wyczyszczonych kości i czaszek. Gdy tylko jego wzrok pochwycił sylwetkę Mistrza, zmusił się by nie pochylić głowy. Stłamsił ten odruch, bo przecież normalnie by tego nie robił, ponieważ Mistrz był w niebezpieczeństwie. Bo to nie on stał u jego boku, chociaż szata oraz maska należały do niego. Uniósł różdżkę. To wciąż ty. Widział jego ruch, widział jak wznosi własną różdżkę do ataku. Czy to była jego własna różdżka?
Normalnie pewnie by coś odpysknął osobie, która chciała zająć jego miejsce, ale takie rozmowy można było włożyć między karty powieści, w których toczyła się wojna między złymi i dobrymi. W prawdziwym życiu nie było czasu, by wdawać się w dyskusje, nawet jeżeli język świerzbił i nieprzyjemnie pulsował, by zadać słowne rany. Skoro już buzował w nim ten wściekły ogień nienawiści, postanowił z niego skorzystać i rzucić w stronę czarnoksiężnika zaklęcie, mające strawić go w całości. Bez półśrodków, nawet jeżeli miałby zabić samego siebie.
Rzut na kształowanie - utworzenie słupa ognia, na czarnoksiężnika w jego ciuchach
Nie. To były względy bezpieczeństwa. Miał dużo szczęścia, że Reynard szukał wyłącznie tego, co się stało z Bellatrix. Gdyby sięgnął głębiej, mógłby odkryć dużo gorsze wspomnienia, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Zarówno one, jak i relacje, które łączyły go z niektórymi osobami. Z Robertem, z Cynthią, ze Stanleyem czy Alexandrem. Zbyt głęboko tkwił w tym czarnym bagnie śmierci, by teraz móc tak po prostu pozwolić, by ktoś grzebał mu w głowie (ale czyż właśnie teraz to się nie działo?)
Gdy wspiął się po wykręconych, makabrycznych schodach, stanął w końcu na górze. Górze złożonej z idealnie wyczyszczonych kości i czaszek. Gdy tylko jego wzrok pochwycił sylwetkę Mistrza, zmusił się by nie pochylić głowy. Stłamsił ten odruch, bo przecież normalnie by tego nie robił, ponieważ Mistrz był w niebezpieczeństwie. Bo to nie on stał u jego boku, chociaż szata oraz maska należały do niego. Uniósł różdżkę. To wciąż ty. Widział jego ruch, widział jak wznosi własną różdżkę do ataku. Czy to była jego własna różdżka?
Normalnie pewnie by coś odpysknął osobie, która chciała zająć jego miejsce, ale takie rozmowy można było włożyć między karty powieści, w których toczyła się wojna między złymi i dobrymi. W prawdziwym życiu nie było czasu, by wdawać się w dyskusje, nawet jeżeli język świerzbił i nieprzyjemnie pulsował, by zadać słowne rany. Skoro już buzował w nim ten wściekły ogień nienawiści, postanowił z niego skorzystać i rzucić w stronę czarnoksiężnika zaklęcie, mające strawić go w całości. Bez półśrodków, nawet jeżeli miałby zabić samego siebie.
Rzut na kształowanie - utworzenie słupa ognia, na czarnoksiężnika w jego ciuchach
Rzut N 1d100 - 34
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 12
Akcja nieudana
Akcja nieudana