24.10.2024, 12:07 ✶
– Skąd wiesz? – spytał, posyłając jej lekki uśmiech. – Węże potrafią zostać niezauważone.
Czy zaskoczyłoby go, gdyby któregoś dnia w podziemiach Ginny wyciągnęła koc i kanapki? Chyba nie. Nie po tym, jak tkwili w pułapce w komnacie nagrobnej w Egipcie, Cathal i Leta usiłowali znaleźć wyjście, Jamil rzucał skorpionami, a Nell siedziała na sarkofagu i na głos czytała gazetę na temat wyczynów Voldemorta – co Cal odruchowo przetłumaczył, sprawiając, że Bagshot zawsze już nazywała Czarnego Pana Latajkiem.
– Zaczynam się bać, że wcale nie musi – przyznał Cathal, tak z odrobiną irytacji na Wintera. – Może zostawił tutaj to wszystko z czystej złośliwości wobec swoich krewnych?
Miał ogromną chęć się mylić, ale cholera, musiał przyznać – dał się z tą skrzynią zrobić jak dzieciak. Kto wie, co znajdzie się w sarkofagu? Cathala chyba nie zdziwiłby już nawet zaczarowany napis HA HA HA.
Na całe szczęście osłona okazała się niepotrzebna: z sarkofagu uniósł się jedynie pył. A kiedy Cathal ostrożnie zajrzał do środka, zobaczył szczątki, wyglądające dokładnie tak, jak powinno ciało po kilkudziesięciu latach spoczywania w grobowcu. Nic nie wybuchło mu w twarz, nie dostrzegał niczego podejrzanego, co wskazywałoby na to, że potrzebują specjalisty od pułapek… chociaż przez głowę przeszła mu myśl, że zaraz się okaże, że walnęła go tutaj jakaś podstępna klątwa.
– Tuby z pergaminami – mruknął, unosząc różdżkę, by sobie przyświecić. Po chwili wahania odsunął się nieco, uznając, że nie chce ryzykować sięgania po nie dłonią i rzucił proste zaklęcie lewitujące. I znów nic nie wybuchło, ani nie rzucało nim o ściany, co bez wątpienia było czymś dobrym.
Kusiło go bardzo, aby je po prostu otworzyć, ale nie pozwalała na to i ostrożność (a ta wybuchająca skrzynia sprawiła, że nabrał ostrożności wobec Wintera), i fakt, że był historykiem magii. Nie otwierałeś starych, potencjalnie istotnych dokumentów w takich warunkach: za duża szansa na to, że się uszkodzą. Dlatego Shafiq ostrożnie lewitował je do torby.
Przez moment naprawdę miał ochotę wyciągnąć szkielet i cisnąć go na podłogę, ostatecznie jednak tylko machnął różdżką, zatrzaskując sarkofag. Uznał, że szkoda jego czasu na małostkową zemstę, która nie przyniesie prawdziwej krzywdy temu, kto miałby być jej obiektem.
– Wygląda na to, że możemy wracać… przez ten cholerny korytarz – mruknął, krzywiąc się lekko na myśl o tym, że przyjdzie się mu ponownie przedzierać przez tunel zdecydowanie niedostosowany do jego rozmiarów i wzrostu.
Czy zaskoczyłoby go, gdyby któregoś dnia w podziemiach Ginny wyciągnęła koc i kanapki? Chyba nie. Nie po tym, jak tkwili w pułapce w komnacie nagrobnej w Egipcie, Cathal i Leta usiłowali znaleźć wyjście, Jamil rzucał skorpionami, a Nell siedziała na sarkofagu i na głos czytała gazetę na temat wyczynów Voldemorta – co Cal odruchowo przetłumaczył, sprawiając, że Bagshot zawsze już nazywała Czarnego Pana Latajkiem.
– Zaczynam się bać, że wcale nie musi – przyznał Cathal, tak z odrobiną irytacji na Wintera. – Może zostawił tutaj to wszystko z czystej złośliwości wobec swoich krewnych?
Miał ogromną chęć się mylić, ale cholera, musiał przyznać – dał się z tą skrzynią zrobić jak dzieciak. Kto wie, co znajdzie się w sarkofagu? Cathala chyba nie zdziwiłby już nawet zaczarowany napis HA HA HA.
Na całe szczęście osłona okazała się niepotrzebna: z sarkofagu uniósł się jedynie pył. A kiedy Cathal ostrożnie zajrzał do środka, zobaczył szczątki, wyglądające dokładnie tak, jak powinno ciało po kilkudziesięciu latach spoczywania w grobowcu. Nic nie wybuchło mu w twarz, nie dostrzegał niczego podejrzanego, co wskazywałoby na to, że potrzebują specjalisty od pułapek… chociaż przez głowę przeszła mu myśl, że zaraz się okaże, że walnęła go tutaj jakaś podstępna klątwa.
– Tuby z pergaminami – mruknął, unosząc różdżkę, by sobie przyświecić. Po chwili wahania odsunął się nieco, uznając, że nie chce ryzykować sięgania po nie dłonią i rzucił proste zaklęcie lewitujące. I znów nic nie wybuchło, ani nie rzucało nim o ściany, co bez wątpienia było czymś dobrym.
Kusiło go bardzo, aby je po prostu otworzyć, ale nie pozwalała na to i ostrożność (a ta wybuchająca skrzynia sprawiła, że nabrał ostrożności wobec Wintera), i fakt, że był historykiem magii. Nie otwierałeś starych, potencjalnie istotnych dokumentów w takich warunkach: za duża szansa na to, że się uszkodzą. Dlatego Shafiq ostrożnie lewitował je do torby.
Przez moment naprawdę miał ochotę wyciągnąć szkielet i cisnąć go na podłogę, ostatecznie jednak tylko machnął różdżką, zatrzaskując sarkofag. Uznał, że szkoda jego czasu na małostkową zemstę, która nie przyniesie prawdziwej krzywdy temu, kto miałby być jej obiektem.
– Wygląda na to, że możemy wracać… przez ten cholerny korytarz – mruknął, krzywiąc się lekko na myśl o tym, że przyjdzie się mu ponownie przedzierać przez tunel zdecydowanie niedostosowany do jego rozmiarów i wzrostu.