24.10.2024, 09:55 ✶
Czuł posmak eliksiru, który wypił, mimo że przecież ten nie miał w teorii żadnego smaku. A jednak oblepił jego przełyk, język i podniebienie. Gęsta ciecz, która spłynęła do żołądka, musiała rozlać się już po ciele i sprawić, że jego umysł zaczynał się gubić. Patrzył na martwe ciało ojca i... Nie poczuł nic. Wciąż był na niego wściekły za słowa, które wypowiedział. Musisz nauczyć się chronić swój umysł, by nikt poza mną nie wiedział, jak bardzo żałosny jesteś. Wspomnienie wydostało się na powierzchnię i sprawiło, że ból, który czuł, nabierał na mocy. Rodolphus zacisnął palce na rękojeści różdżki.
- I kto teraz jest żałosny? - syknął w stronę martwego, bezwładnego ciała, przygniatającego truchło jego matki. Nic już nie mógł dla nich zrobić: dla Rabastana i swojej matki. To chyba ciało Reynarda sprawiło, że na chwilę gniew znowu przebił się przez rozpacz i eksplodował. Jego wzrok ponownie powędrował w kierunku stojących na kopcu postaci. Ruszył tam, zdecydowany. Nie wiedział jeszcze co dokładnie zrobi, ale wiedział, że musi coś zrobić. Gubił się we własnych wspomnieniach i we własnym umyśle, sam wpadł w pułapkę, którą zastawiał na innych. Teraz miał jeden cel - kopiec. Nie patrzył już na ciała, po których kroczył, prąc do przodu, wiedziony wściekłością. Skupił się na jednym: dojść do celu. A potem... Cóż, nie miał planu. Rzadko to się zdarzało, ale przecież wiedział, że nie dało się w 100% przewidzieć wszystkiego. Chociażby tego, co się działo w tej chwili.
- I kto teraz jest żałosny? - syknął w stronę martwego, bezwładnego ciała, przygniatającego truchło jego matki. Nic już nie mógł dla nich zrobić: dla Rabastana i swojej matki. To chyba ciało Reynarda sprawiło, że na chwilę gniew znowu przebił się przez rozpacz i eksplodował. Jego wzrok ponownie powędrował w kierunku stojących na kopcu postaci. Ruszył tam, zdecydowany. Nie wiedział jeszcze co dokładnie zrobi, ale wiedział, że musi coś zrobić. Gubił się we własnych wspomnieniach i we własnym umyśle, sam wpadł w pułapkę, którą zastawiał na innych. Teraz miał jeden cel - kopiec. Nie patrzył już na ciała, po których kroczył, prąc do przodu, wiedziony wściekłością. Skupił się na jednym: dojść do celu. A potem... Cóż, nie miał planu. Rzadko to się zdarzało, ale przecież wiedział, że nie dało się w 100% przewidzieć wszystkiego. Chociażby tego, co się działo w tej chwili.