24.10.2024, 09:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2024, 09:22 przez Anthony Shafiq.)
Z wdzięcznością przyjął fakt, że nie ciągnęła tematu, nie dopytywała, nie jątrzyła sprawy, o której przyjechał tu zapomnieć.
Wzdrygnął się lekko w momencie gdy wygładzała mu poły płaszcza, nienawykły do dotyku, do tego typu zachowań względem siebie, kontaktu nad którymi nie miał kontroli, bo go sam nie inicjował. Zganił się za to w myślach, za to rozchwianie, rozmemlenie, za tą atrofię rozumu, która toczyła jego głowę. Od przeszło dwóch miesięcy zgłębiał sztuki niedostępne większości magów w tej szerokości geograficznej, od lat prowadził badania na temat oklumencji i magii rozproszeń, aby osłaniać swoją głowę, swoje myśli przed innymi. A teraz? Teraz odsłaniał miękkie podbrzusze każdym gestem, każdym słowem, czyniąc z siebie rozlazły, rozmokły emocjonalny pudding. Wiedział, że Quintessa nie wykorzysta tej informacji przeciwko nie mu. Może nie wiedział, ale ufał jej w tym zakresie. Czuł jednak poluzowanie własnego gorsetu, poluzowanie sznureczka od maski, która jeszcze się trzymała, ale ile można?
Czuł potrzebę oczyszczenia.
Czuł potrzebę zmiany.
Nie mając pojęcia jak złośliwy będzie dla niego los tego dnia, skinął głową Quintessie, odgarniając niesforny kosmyk, który umknął z misternie upiętej fryzury.
– Jestem na Twe rozkazy królowo. Tylko nie kop mnie po kostce zbyt mocno, gdy nadejdzie ten moment – zaśmiał się dość swobodnie, gładząc rękę zaplecioną w jego ramię.
Szli w równym tempie, rutyną, w którą tak łatwo było wejść. Niepomni na zmartwienia, niepomni na toczącą się wojnę domową, niepomnie na własne potrzaskane serca. Teraz byli lwami polującymi na swoje upatrzone ofiary, obok innych lwów tłoczących się w sali domu aukcyjnego. Odebrali ich wspólną tabliczkę i zajęli miejsca. Czas na przedstawienie:
– Moja droga, nie wiem kto sprawdzał im te obrazy, ale widziałem jak z jednego łuszczy się farba, a drugi jest zbyt płaski w fakturze oleju, by uznawać go za autentyk – podjął znudzonym tonem, ale bardzo brzmiącym, jak na rozmowę, która miałaby się odbywać prywatnie. – Rozumiem przegrany zakład, ale żeby chcieć wstawiać takie paskudztwa do mojego gabinetu? To jest niskie nawet jak na Ciebie kochanie...
Wzdrygnął się lekko w momencie gdy wygładzała mu poły płaszcza, nienawykły do dotyku, do tego typu zachowań względem siebie, kontaktu nad którymi nie miał kontroli, bo go sam nie inicjował. Zganił się za to w myślach, za to rozchwianie, rozmemlenie, za tą atrofię rozumu, która toczyła jego głowę. Od przeszło dwóch miesięcy zgłębiał sztuki niedostępne większości magów w tej szerokości geograficznej, od lat prowadził badania na temat oklumencji i magii rozproszeń, aby osłaniać swoją głowę, swoje myśli przed innymi. A teraz? Teraz odsłaniał miękkie podbrzusze każdym gestem, każdym słowem, czyniąc z siebie rozlazły, rozmokły emocjonalny pudding. Wiedział, że Quintessa nie wykorzysta tej informacji przeciwko nie mu. Może nie wiedział, ale ufał jej w tym zakresie. Czuł jednak poluzowanie własnego gorsetu, poluzowanie sznureczka od maski, która jeszcze się trzymała, ale ile można?
Czuł potrzebę oczyszczenia.
Czuł potrzebę zmiany.
Nie mając pojęcia jak złośliwy będzie dla niego los tego dnia, skinął głową Quintessie, odgarniając niesforny kosmyk, który umknął z misternie upiętej fryzury.
– Jestem na Twe rozkazy królowo. Tylko nie kop mnie po kostce zbyt mocno, gdy nadejdzie ten moment – zaśmiał się dość swobodnie, gładząc rękę zaplecioną w jego ramię.
Szli w równym tempie, rutyną, w którą tak łatwo było wejść. Niepomni na zmartwienia, niepomni na toczącą się wojnę domową, niepomnie na własne potrzaskane serca. Teraz byli lwami polującymi na swoje upatrzone ofiary, obok innych lwów tłoczących się w sali domu aukcyjnego. Odebrali ich wspólną tabliczkę i zajęli miejsca. Czas na przedstawienie:
– Moja droga, nie wiem kto sprawdzał im te obrazy, ale widziałem jak z jednego łuszczy się farba, a drugi jest zbyt płaski w fakturze oleju, by uznawać go za autentyk – podjął znudzonym tonem, ale bardzo brzmiącym, jak na rozmowę, która miałaby się odbywać prywatnie. – Rozumiem przegrany zakład, ale żeby chcieć wstawiać takie paskudztwa do mojego gabinetu? To jest niskie nawet jak na Ciebie kochanie...