24.10.2024, 07:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2024, 08:06 przez Anthony Shafiq.)
Znali się stanowczo za długo, żeby mogło to umknąć Morpheusowi, zwłaszcza teraz gdy od lat trzymający karty przy orderach Anthony się wygadał. Kiedy, skoro raz zaczął mówić, to ciężko było mu się zamknąć i nagle może nie tyle słowa, ale wymowne spojrzenia, ciche westchnięcia, pełne oburzenia sapnięcia i cały pakiet kolorowych odpowiedzi padał na różne uwagi dotyczące jego słonecznego bożka, który w swej łaskawości dwa tygodnie temu postanowił zejść z nieboskłonu i utopić się w jego ogrodzie, w stanie żałośnie upodlonym.
Anthony miał typ i Thomas wpisywał się w ten typ, ale absolutnie nie musiał znać powodów, dla których starszy czarodziej na pewnym etapie życia postanowił założyć w swojej skrytce gringota nieoficjalne stypendium dla młodego klątwołamacza znikąd. Choć "znikąd" mogło okazać się mało precyzyjne. Ów klątwołamacz był w końcu kociakiem z Warowni. Shafiq nigdy z resztą nie oczekiwał od niego tego typu wdzięczności. Miał dla niego dużo poważniejsze zlecenia, żeby psuć tę relację niepotrzebnymi awansami ze swojej strony.
Nie dało się ukryć, że czuł się w towarzystwie Thomasa całkiem swobodnie. Choć częstokroć znajdowali się w relacji zleceniodawcy i zleceniobiorcy, mieli za sobą wyprawę czy dwie, na której byli "kolegami". Możliwe, że w bardziej oficjalnych okolicznościach nie pozwoliłby sobie na takie spoufalanie, ale tutaj? Gdzie indziej jak tutaj?
– Ode mnie? Och nie nie, kupił to od Algernona Corneliusa Septimusa Cuthberta Blackthorn von Wittermore, który odszedł niestety zeszłej zimy – mówił to tak, jakby był to najprzedniejszy żart. To było najlepsze
fałszowanie dokumentów w jego życiu. Dawno się tak nie ubawił, w tej szaradzie gdzie obaj wiedzieli, że zameczek jest "domkiem ogrodnika" na tyłach posiadłości Shafiqa, ale Anthony dla rozrywki przyjaciela opakował to w zupełnie odmienną opowieść pełną upiorów, boginów, sal tortur i przeklętych obrazów.
– Nowa zabawka? – uniósł wysoko brwi przypatrując się sytuacji. Samemu przekręcił kciukiem na serdecznym palcu stalowy pierścień z celtycką inskrypcją ochronną, który robił absolutnie nic, przynajmniej w sferze fizycznej. Emocjonalnie jego sygnet, jego obrączka, palił go brakiem rozmowy i zrozumienia dla całej sytuacji.
Przełknął ślinę, mimowolnie napiął się i momentalnie odwrócił głowę widząc magiczny rapier. Longbottomowie i ich fiksacje – niemal wywrócił oczami, zastanawiając się czemu właściwie sobie to robił.
Anthony miał typ i Thomas wpisywał się w ten typ, ale absolutnie nie musiał znać powodów, dla których starszy czarodziej na pewnym etapie życia postanowił założyć w swojej skrytce gringota nieoficjalne stypendium dla młodego klątwołamacza znikąd. Choć "znikąd" mogło okazać się mało precyzyjne. Ów klątwołamacz był w końcu kociakiem z Warowni. Shafiq nigdy z resztą nie oczekiwał od niego tego typu wdzięczności. Miał dla niego dużo poważniejsze zlecenia, żeby psuć tę relację niepotrzebnymi awansami ze swojej strony.
Nie dało się ukryć, że czuł się w towarzystwie Thomasa całkiem swobodnie. Choć częstokroć znajdowali się w relacji zleceniodawcy i zleceniobiorcy, mieli za sobą wyprawę czy dwie, na której byli "kolegami". Możliwe, że w bardziej oficjalnych okolicznościach nie pozwoliłby sobie na takie spoufalanie, ale tutaj? Gdzie indziej jak tutaj?
– Ode mnie? Och nie nie, kupił to od Algernona Corneliusa Septimusa Cuthberta Blackthorn von Wittermore, który odszedł niestety zeszłej zimy – mówił to tak, jakby był to najprzedniejszy żart. To było najlepsze
fałszowanie dokumentów w jego życiu. Dawno się tak nie ubawił, w tej szaradzie gdzie obaj wiedzieli, że zameczek jest "domkiem ogrodnika" na tyłach posiadłości Shafiqa, ale Anthony dla rozrywki przyjaciela opakował to w zupełnie odmienną opowieść pełną upiorów, boginów, sal tortur i przeklętych obrazów.
– Nowa zabawka? – uniósł wysoko brwi przypatrując się sytuacji. Samemu przekręcił kciukiem na serdecznym palcu stalowy pierścień z celtycką inskrypcją ochronną, który robił absolutnie nic, przynajmniej w sferze fizycznej. Emocjonalnie jego sygnet, jego obrączka, palił go brakiem rozmowy i zrozumienia dla całej sytuacji.
Przełknął ślinę, mimowolnie napiął się i momentalnie odwrócił głowę widząc magiczny rapier. Longbottomowie i ich fiksacje – niemal wywrócił oczami, zastanawiając się czemu właściwie sobie to robił.