Resztki po rytuale były bardzo ogólne, ale obeznany ze światem Thomas szybko mógł połączyć kropki. Nie tak dawno było Lammas, a ustawienie świec i wszelkie pozostałości runiczne opiewały na ochronne zaklęcia i rytuały powiązane ze świętem plonów. Krew i pióra natomiast sugerowały jakąś starodawną formę rytuału dziękczynnego i ochronnego ku domostwu, bardziej starożytną magię, niż współczesne im palenie chujoświeczek i jedzenie obfitego śniadania w ramach dnia wolnego, bo tak robili zawsze rodzice. Ktoś tutaj mocno się przyłożył, aby odegrać całość zgodnie ze starodawnym sacrum, ale nie dotknął już profanum sprzątania i używania miotły i mopa. Zbyt zaawansowane wynalazki.
— Nie, walczyłem właśnie z magimchami, które obrastają prześliczną wannę na lwich nóżkach.
Jeśli Morpheus zajmował się pracą fizyczną, a przynajmniej tak twierdził, to musiało być źle. Wujek nigdy tego nie robił, wolał się teleportować milę dalej, niż ją przejść. Coś musiało zaprzątać mu głowę i potrzebował się wyżyć. Czasami robił tak walcząc szablą, jak czasami z Erikiem czy ojcem, czasami zapadając się w ramiona kochanków i kochanek, co w obecnej sytuacji było wykluczone całkowicie. I co było powodem jego generalnie złego stanu mentalnego. Thomas nie musiał jednak o tym wiedzieć.
Dla Thomasa mógł być tym najmłodszym prawie wujkiem, który kupował im papierosy, krył tyłki przed babcią, mówiąc że byli całą noc grzecznie w Warowni, a nie włóczyli się po Londynie i przemycał alkohol w powłóczystych szatach i tylko czasami, czasami patrzył na nich wszystkich dziwnie, jakby nie był częścią obrazu, na którym się znajdowali i tylko ktoś go wyciął z gazety i przykleił.
Brwi Morpheusa uniosły się w zdziwieniu. Nie spodziewał się ani obecności Antoniusza ani tego, że jego Anam Cara i koci prawie-bratanek się znają, a nawet wymieniają dość zażyłe uprzejmości. Miał nadzieję, że Erik był jedynym chłopakiem Antoniusza spośród jego bliskich, ale możliwe że się mylił. Chociaż nigdy nie miał wrażenia, nie zobaczył Widzeniem niczego, co mogłoby zasugerować, że Figg buja się w tę stronę.
I bardzo, bardzo go drażniło, że tego nie wie. Nie lubił nie wiedzy. Drażniła go, jak głębokie zadrapanie, którego nie można podrapać, a które ropieje i goi się paskudnie, wzbudzając swędzenie i dyskomfort. I można go pokonać jedynie drapiąc i drapiąc, aż pójdzie krew.
— Cieszę się, że nie muszę was sobie przedstawiać... Pokaż, co tam zrobiłeś — Morpheus ujął delikatnie sygnet i obejrzał go w świetle, ale nie skupiał się za bardzo na inskrypcji. Niepokój całokształtu tego miesiąca i ostatnich dni zwłaszcza, skumulował się w ogromnej niecierpliwości. Morpheus koniecznie chciał go wypróbować już teraz. Miał przestrzeń i chęci.
— Więc żeby uruchomić zaklęcie nie potrzebuję używać czarów, świetnie — powiedział, zakładając sygnet tam, gdzie nosił go zwykle, na mały palec lewej dłoni, zrobił kilka kroków w tył i potarł kciukiem kosę na herbie.