-Hm… Więc jest dość młody - powiedział bardziej do siebie, niż jako odpowiedź dla wuja.
Czy powinien to uznać za przytyk, że “w tym wieku Thomas Figg był w stanie, a ty co ze sobą robisz?”. Wiedział, że na jego wybór miejsca zatrudnienia kręcili nosami (a przynajmniej jego mam kręciła swoim ślicznym noskiem), ale czy powinien spodziewać się po Anthonym tego typu złośliwości?
Na następne pytanie musiał, niestety, odpowiedzieć przecząco, wzdychając cicho i przygryzając lekko dolną wargę.
-Niestety nie - przyznał. -Słyszałem o cukierni, prowadzonej przez kogoś od Figgów, ale nie miałem tej przyjemności poznać właścicielki.
Czy powinien się wstydzić, że znał tak mało osób?
Nikt nie był idealny, nawet jego mama, nieważne, jak często mówiło się inaczej. Każdy popełnia jakieś błędy, każdemu zdarzało się nieraz przecież przeoczyć coś istotnego. Nie było więc niczym nadzwyczajnym, że Jonathan mógł nie zauważyć, że coś działo się w sercu Anthony’ego i to będąc tak blisko niego przez SZEŚĆ LAT. A mimo to świadomość pewnej “ślepoty” Jonathana wywołała u Jaspera krótki śmiech.
-Byłoby mi chyba trudno w to uwierzyć, gdyby powiedział to ktoś inny- przyznał. -Jonathan wydawał się do tej pory trafnie wyczuwać, gdy coś komuś siedziało na sercu. A może wuj się po prostu za dobrze z tym krył?
Mruknął cicho, zaciekawiony, co takiego Anthony chciał mu pokazać. Anthony ożywił się przy tym nieco, więc musiało być to coś, co go radowało, co bardziej wzbudziło ciekawość Jessiego. I tak jak powiedział wuj, czekał spokojnie, przyglądając się, co takiego robił wuj. Jego brwi uniosły się lekko, gdy dłoń Anthony’ego podniosła się. Przez moment Jasper spodziewał się zobaczyć, jak owoce winogron odrywają się od gałązki jedno po drugim i powoli unoszą nad tacą. Winogrona jednak zniknęły, ale zanim Jasper zdążył wyrazić swój podziw, coś spadło mu na głowę. Dokładnie cztery cosie, które odbiły się od jego głowy, potoczyły się i spadły albo na jego uda, albo na podłogę. Krzywiąc się lekko, Jessie pomasował sobie głowę, poprawiając przy tym włosy, a drugą ręką sięgnął po owoc, leżący na jego udach. Winogrono.
-To całkiem… Imponująca sztuczka - przyznał, uśmiechając się niepewnie. A potem coś do niego dotarło. -Moment… Czy wujek uczy się magii bezróżdżkowej?
TO byłoby naprawdę imponujące.