Coś się chyba dzieje z Morpheusem. Powinniśmy iść, tak powiedział siostrze, ale nie poszli do wuja. Jasperowi nie przeszkadzał to, że Alexander Bletchey właściwie go zignorował w czasie rozmowy z Ritą - to jego bliźniaczka była gwiazdą tego wieczoru i to jej należała się uwaga - ale wolał nie zostawiać jej samej, pomimo ich wcześniejszej rozmowy. Oczywiście, oddaliłby się, gdyby siostra tego chciała.
Nie przysłuchiwał się zbyt uważnie rozmowie siostry z Bletcheyem. Po prostu stał niedaleko, czasami zerkał, czy siostra nie patrzy na niego i rozglądał się, [/u]dłużej zatrzymując wzrok na Morpheusu[/u]. Nie wyglądało na to, by wujowi działa się krzywda, skoro nikt nie krzyczał, Jonathan nie panikował i jeszcze nie wezwano uzdrowicieli. Może więc nie powinni jeszcze sami panikować, by Morpheus mógł spokojnie odetchnąć?
-Do twarzy ci - powiedział, kiedy Bletchey ich opuścił.
Dreszcz przebiegł po jego plecach, kiedy chłodne powietrze otarło się o ciepłą skórę, osłoniętą jedynie koszulą i lekką marynarką. Światła na chwilę jakby przygasły, a kiedy wzrok chłopaka padł na jezioro, a zaraz jeszcze na przysłonięty Hogwart, kolory zdawały się jakby odrobinę wyraźniejsze. Bariera zniknęła.
-Chciałabyś coś jeszcze zjeść? - spytał siostrę. -Nie jest ci zimno? Chcesz moją marynarkę?
Co prawda nie zrobiło się tak chłodno, by człowiek zaczął marznąć, ale sukienka Rity nie chroniła jej przed powiewem znad jeziora. Miał również nadzieję, że siostra nie będzie się na niego złościć, że jest “nadopiekuńczy”.