- To musi być bardzo ciekawe zajęcie. - Powiedziała jeszcze do kobiety. Archeolog brzmiało dumnie, a do tego historyk magii, musiała posiadać naprawdę ogromną wiedzę. To imponowało Norce, ceniła wykształconych ludzi, szczególnie tych którzy mieli jakąś pasję. Założyła, że kobieta taką miała, nie przeniosłaby się tutaj bez powodu.
- Udało się wam coś ciekawego znaleźć na tych wykopaliskach? - Zapytała jeszcze w sumie z grzeczności, zapewne nawet nic by nie wiedziała, gdyby Ginny wspomniała jej o szczegółach.
- Tak, Brenna to nasza bliska przyjaciółka. - Nawet jej nie zdziwiło to, że zabrała kobietę na cmentarz. Cóż, Longbottomówna słynęła z różnych, dziwnych zainteresowań, najwyraźniej panna Figg powinna do nich dopisać też cmentarze.
- Nie wydaje mi się, żeby populacja myszy wzrosła tak szybko, chociaż za kilka miesięcy to faktycznie może być problem. - Dodała jeszcze od siebie, chociaż na tym też znała się raczej średnio. Miała świadomość, że z czasem może być to problematyczne.
Jej miauknięcie przeszło bez echa, trochę była rozczarowana, ale trochę się tego spodziewała. Wszystkie koty w okolicy gdzieś przepadły. Nie było tutaj ani żywego ducha.
- Zawsze sobie jakoś radzę, Tommy. - Może nie była szczególnie przygotowana na taką wyprawę, ale nie miała w zwyczaju narzekać, nie była takim typem człowieka. Poradzi sobie w tej sukience i w tych butach, zawsze doskonale sobie radziła.
Przeniosła spojrzenie na Ginny, która wspomniała o tym, że chce coś wywęszyć. Czyżby trafiła na kolejnego animaga? Czasem miała wrażenie, że otaczają ją sami wyjątkowi czarodzieje, a ona była przy nich, aż za bardzo normalna. Jej zawód też był dosyć mugolski.
- Awww. - Mruknęła przeciągle, kiedy pojawił się przed nimi kot.
- Czy to na pewno bezpieczne? - Rzuciła jeszcze do brata nieco zmartwiona, w końcu koty znikały, nie chciała, żeby Ginny do nich dołączyła. Kto wiedział, czy pod postacią kota nie zostanie wzięta za jednego z nich, nie mieli pojęcia na jakiej zasadzie właściwie działało to ich znikanie.