Stał się więźniem. Więźniem tego miejsca, albo swojego losu. Na sobie nie miał swojego ubrania. Miejsce w jakim go zamknięto, było rzeczywiste. Wręcz, realne. Tylko pytanie, jak długo tutaj tkwi? Nie miał pojęcia. Mogło to zostać ukartowane, aby myślał, że przebywa tutaj znacznie długo. Godziny? Dni? Miesiące? Lata?
Z tego przerażenia, przeczesał swoje włosy dłonią, jakby chciał sprawdzić ich długość. Dotknął także brody, czy porządnie zarósł. Tak być może mógł sprawdzić, czy faktycznie to wszystko jest realne.
Głos dobiegający zza ściany, nie umiał odpowiedzieć mu na pytanie. Kazał domyślać się? Zgadywać? Ile tamta osoba przebywała w tym więzieniu? Chyba nie chciał wiedzieć.
Ta osoba coś do niego mówiła. Próbowała nawiązać rozmowę, kontakt. Nicholas nie reagował. Siedział wpatrzony przed siebie w ścianę. Z przerażeniem.
- Pomyśl że to sen...Zaczął szeptać mantrę, inkantację słów innego rodu.
- To tylko sen...
Zamknął oczy chcąc się uspokoić. Przekonanym będąc że to tylko koszmar. To jebany koszmar.
- To tylko sen… To tylko sen…
Chciałby wierzyć, że gdy otworzy oczy, obudzi się na posadce posiadłości Fawleyów. Serce mu waliło, oddech przyspieszał. Panika rosła. Nie tak sobie wyobrażał życie. W izolacji. Zamknięciu. Służył widocznie nieodpowiedniej osobie. Do czego go to doprowadziło? Mroczny znak… Chciałby go sobie teraz wydrapać…
Otworzył oczy. Jeżeli nic się nie zmieniło, odchylił głowę o ścianę na której opierał się plecami. Nie miał pojęcia jak stąd wyjść. Ale uświadomił sobie jedno. Strach jaki w nim panował, może przykuć uwagę Dementorów, jeżeli jest faktycznie w Azkabanie. Czy aby to sprawdzić, powinien sięgnąć po Eksterioryzację?
Przysunął nogi do siebie, objął je rękoma i pochylił się, wzrok utkwiwszy w podłodze.