19.01.2023, 23:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2023, 23:11 przez Eden Lestrange.)
Moja droga, nawet nie wiesz, jak ci zazdroszczę.
Słowa przemknęły przez myśli Eden, która wpatrywała się tępym wzrokiem w urnę, ewidentnie niebywale żałując, że brat nie zdecydował się na tradycyjny pochówek. Wszakże gdyby zamiast kremacji wykopali dół na trumnę, mogłaby do niego wskoczyć. A jeśli nie ona, to może ktoś przypadkiem by się potknął i wpadł tam ku uciesze zebranych.
Zaplotła ramiona na piersi i westchnęła ciężko, jakby nieudolnie próbowała zrzucić ze swoich barków ciężar tajemnicy stojącej za śmiercią Simone. Spojrzała pokątnie na bliźniaka - kata i żałobnika w jednym - zastanawiając się szczerze, co właściwie myśli na temat całego tego ambarasu. Wydawał się dość wstrząśnięty, kiedy zalany (dosłownie i w przenośni) leżał na szezlongu w jej sypialni. Przywołała wtedy go do rozsądku, ale nie była pewna, czy efekt gwałtownego zderzenia się z rzeczywistością był u niego permanentny. Nie wiedziała, prawdę mówiąc, czy nie prześladują go wyrzuty sumienia i koszmary spędzające sen z powiek. O takich rzeczach w tej rodzinie się nie rozmawiało. Zamiatało się je pod dywan, razem ze zbrodnią, która je wywoływała.
Eden źle sypiała od czasu śmierci Simone. Nie chciała nazywać tego żałobą i żalem spowodowaną stratą bliskiej osoby, bo uważała, że czyniłaby hańbę tym terminom. To, co czuła, nie miało nic wspólnego z Simone jako osobą, bo nigdy nie zbliżyła się do bratowej. Od dnia ich ślubu przeczuwała, że ta rodzina ją albo złamie, albo zabije - po prostu spełniła się druga część samoistnej przepowiedni. Jedyne czego Lestrange w tym momencie żałowała, było to, w jak niesprawiedliwy sposób odeszła. Z jak błahego powodu. Coś gotowało się w trzewiach Eden na samą myśl, że Nicholas stracił matkę z powodu pychy swojego własnego ojca. Było tak wiele lepszych rozwiązań tego problemu, ale czego innego można było się spodziewać, kiedy sprawy w swoje ręce wziął spanikowany idiota?
Czy tak się czuła rodzina Nerona, kiedy podpalał Rzym?
Odchrząknęła, próbując stłumić narastający w gardle śmiech. Nie mogła powstrzymać rozbawienia, kiedy Elliott prawił peany na cześć swojej zmarłej żony, rozprawiał o ich wspólnej chęci pomocy utrapionym. Cudem powstrzymała się od rzucenia pod nosem "nie róbmy sobie jaj z pogrzebu", ale to tylko dlatego, że nieopodal stali rodzice i niechybnie któreś by to podsłyszało. Wyjęła z kieszeni marynarki chusteczkę, przytknęła ją sobie do ust, próbując ukryć głupi uśmieszek rozkwitający pod nosem, kiedy bliźniak kończył swoją przemowę.
Dopilnuję, żeby cię nosił w tej pamięci, Simone. Z dziką chęcią.
Obserwowała go bacznie, spod byka wręcz, kiedy zaczął się zbliżać do niej. Milczała, kiedy stanął tuż przy jej boku, nie będąc pewna, czy powinna coś powiedzieć. Rozejrzała się po zebranych, westchnęła w irytacji, odejmując chusteczkę od swoich ust i z wolna wkładając ją z powrotem do kieszeni.
A następnie przytuliła do siebie Elliotta, chyba po raz pierwszy w ich wspólnym życiu.
Objęła go ramionami szczelnie, opierając jedną dłoń z tyłu jego głowy. Oparła brodę na jego prawym ramieniu, zbliżając usta do jego ucha. Z perspektywy osoby trzeciej, był to czuły gest pomiędzy bratem i siostrą.
Natomiast z perspektywy bliźniąt...
- Koniec końców dobrze, że ją skremowałeś. Przynajmniej nie przewracała się w grobie, słysząc twoją przemowę - wyszeptała prosto do ucha Elliotta, poklepała go pokrzepiająco po plecach, po czym odsunęła się na odległość jednego kroku. Uśmiechnęła się kwaśno, ale w oczach miała jedynie politowanie.
Nie była w stanie mu współczuć.
Słowa przemknęły przez myśli Eden, która wpatrywała się tępym wzrokiem w urnę, ewidentnie niebywale żałując, że brat nie zdecydował się na tradycyjny pochówek. Wszakże gdyby zamiast kremacji wykopali dół na trumnę, mogłaby do niego wskoczyć. A jeśli nie ona, to może ktoś przypadkiem by się potknął i wpadł tam ku uciesze zebranych.
Zaplotła ramiona na piersi i westchnęła ciężko, jakby nieudolnie próbowała zrzucić ze swoich barków ciężar tajemnicy stojącej za śmiercią Simone. Spojrzała pokątnie na bliźniaka - kata i żałobnika w jednym - zastanawiając się szczerze, co właściwie myśli na temat całego tego ambarasu. Wydawał się dość wstrząśnięty, kiedy zalany (dosłownie i w przenośni) leżał na szezlongu w jej sypialni. Przywołała wtedy go do rozsądku, ale nie była pewna, czy efekt gwałtownego zderzenia się z rzeczywistością był u niego permanentny. Nie wiedziała, prawdę mówiąc, czy nie prześladują go wyrzuty sumienia i koszmary spędzające sen z powiek. O takich rzeczach w tej rodzinie się nie rozmawiało. Zamiatało się je pod dywan, razem ze zbrodnią, która je wywoływała.
Eden źle sypiała od czasu śmierci Simone. Nie chciała nazywać tego żałobą i żalem spowodowaną stratą bliskiej osoby, bo uważała, że czyniłaby hańbę tym terminom. To, co czuła, nie miało nic wspólnego z Simone jako osobą, bo nigdy nie zbliżyła się do bratowej. Od dnia ich ślubu przeczuwała, że ta rodzina ją albo złamie, albo zabije - po prostu spełniła się druga część samoistnej przepowiedni. Jedyne czego Lestrange w tym momencie żałowała, było to, w jak niesprawiedliwy sposób odeszła. Z jak błahego powodu. Coś gotowało się w trzewiach Eden na samą myśl, że Nicholas stracił matkę z powodu pychy swojego własnego ojca. Było tak wiele lepszych rozwiązań tego problemu, ale czego innego można było się spodziewać, kiedy sprawy w swoje ręce wziął spanikowany idiota?
Czy tak się czuła rodzina Nerona, kiedy podpalał Rzym?
Odchrząknęła, próbując stłumić narastający w gardle śmiech. Nie mogła powstrzymać rozbawienia, kiedy Elliott prawił peany na cześć swojej zmarłej żony, rozprawiał o ich wspólnej chęci pomocy utrapionym. Cudem powstrzymała się od rzucenia pod nosem "nie róbmy sobie jaj z pogrzebu", ale to tylko dlatego, że nieopodal stali rodzice i niechybnie któreś by to podsłyszało. Wyjęła z kieszeni marynarki chusteczkę, przytknęła ją sobie do ust, próbując ukryć głupi uśmieszek rozkwitający pod nosem, kiedy bliźniak kończył swoją przemowę.
Dopilnuję, żeby cię nosił w tej pamięci, Simone. Z dziką chęcią.
Obserwowała go bacznie, spod byka wręcz, kiedy zaczął się zbliżać do niej. Milczała, kiedy stanął tuż przy jej boku, nie będąc pewna, czy powinna coś powiedzieć. Rozejrzała się po zebranych, westchnęła w irytacji, odejmując chusteczkę od swoich ust i z wolna wkładając ją z powrotem do kieszeni.
A następnie przytuliła do siebie Elliotta, chyba po raz pierwszy w ich wspólnym życiu.
Objęła go ramionami szczelnie, opierając jedną dłoń z tyłu jego głowy. Oparła brodę na jego prawym ramieniu, zbliżając usta do jego ucha. Z perspektywy osoby trzeciej, był to czuły gest pomiędzy bratem i siostrą.
Natomiast z perspektywy bliźniąt...
- Koniec końców dobrze, że ją skremowałeś. Przynajmniej nie przewracała się w grobie, słysząc twoją przemowę - wyszeptała prosto do ucha Elliotta, poklepała go pokrzepiająco po plecach, po czym odsunęła się na odległość jednego kroku. Uśmiechnęła się kwaśno, ale w oczach miała jedynie politowanie.
Nie była w stanie mu współczuć.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~