19.10.2024, 11:04 ✶
– Obawiam się, że Geraldine miewa skłonności… do działania pod wpływem emocji – powiedziała cicho Florence, przesuwając palcami po skroni, próbując nie naruszyć przy tym znaku, bo ból głowy, ćmiący od wejścia do karczmy, narastał coraz bardziej. Uzdrowicielka była może jasnowidzką i córką rodu czystej krwi, ale była też zwykłą kobietą, która raczej poświęcała swój czas szpitalowi niż mieszaniu się w wydarzenia straszne i wielkie – to pozostawiała swojemu młodszemu bratu i przyjaciołom. Sytuacja nie należała więc dla niej do typowych. Yaxleyówna potraktowała doppelgangera jak potwora i uznała, że po prostu go zabije. A Thoran nie był bestią, na którą się polowało: był demonem, i najwyraźniej ani stal, ani czary, mogły nie wystarczyć. – Nie podzieliła się ze mną szczegółami. Chciałam być w pobliżu, bo czułam niepokój, a możemy kontaktować się przez lusterka. Nie zna prawdziwego imienia Thorana, jeżeli zrobiła badania na temat pieczęci i jego pochodzenia, nic o tym nie wiem, a w miejscu, które wskazuję, z pewnością jest pieczara, bo właśnie wkroczyła do niej grupa ludzi. Gromadziła wcześniej informacje, nie wiem jednak, ile zdołała ich zdobyć – wyznała, ze spokojem, który był w istocie pozorny. Miała tego nie ujawniać, ale czuła, że nie może milczeć: ta sprawa nie dotyczyła tylko Geraldine Yaxley. Thoran niszczył życie tym ludziom, a jeżeli osiągnie to, czego pragnie, jeśli przejmie jej miejsce… Florence była pewna, że urośnie w siłę.
Śmierć Geraldine nie wchodziła tutaj jednak w grę. Na zapieczętowanie mogło być za późno, poznać prawdziwego imienia nie mieli szans w tak krótkim czasie. Bulstrode sugerowała im wprawdzie wycofanie się, ale wątpiła, aby Yaxleyówna zechciała posłuchać, gdy postanowiła już skonfrontować się z Thoranem. Czy mógł tutaj istnieć jakiś inny sposób?
– Tak, Geraldine Yaxley. Najwyraźniej wtedy musiała zbliżyć się w jakiś sposób do miejsca jego zapieczętowania – stwierdziła Florence, uważniej spoglądając na kobietę. – Być może więź pomiędzy nią, a Thoranem udałoby się zerwać, nie zabijając jej? Śniła o nim. Ich los jest w pewien sposób powiązany. Musi istnieć między nimi jakaś nić. Przypomina mi to rytuał Beltane... jestem klątwołamaczką i łamałam więzi, które stworzyła magia.
Śmierć Geraldine nie wchodziła tutaj jednak w grę. Na zapieczętowanie mogło być za późno, poznać prawdziwego imienia nie mieli szans w tak krótkim czasie. Bulstrode sugerowała im wprawdzie wycofanie się, ale wątpiła, aby Yaxleyówna zechciała posłuchać, gdy postanowiła już skonfrontować się z Thoranem. Czy mógł tutaj istnieć jakiś inny sposób?
– Tak, Geraldine Yaxley. Najwyraźniej wtedy musiała zbliżyć się w jakiś sposób do miejsca jego zapieczętowania – stwierdziła Florence, uważniej spoglądając na kobietę. – Być może więź pomiędzy nią, a Thoranem udałoby się zerwać, nie zabijając jej? Śniła o nim. Ich los jest w pewien sposób powiązany. Musi istnieć między nimi jakaś nić. Przypomina mi to rytuał Beltane... jestem klątwołamaczką i łamałam więzi, które stworzyła magia.