18.10.2024, 23:38 ✶
Rozmowa samotrzeć z Eden i Eleonorą.
Nie pierwszy raz rozmawiały operując niedopowiedzeniami w ten szczególny sposób, nadając ukrytego znaczenia słowom, które były go tylko z pozoru pozbawione. Słysząc jednak pytanie kuzynki, Lorraine mogła tylko pokręcić przecząco głową: krótko, kategorycznie, z wyraźnym niezadowoleniem. Nie. Nie znała powodu nieobecności przewodniczącej Muzy.
– Raphaela zwykła pomagać Josephine przy organizacji – przyznała Lorraine, z uwagą przypatrując się twarzy Eden, kiedy ta lustrowała wzrokiem tłum gości, gotowa wychwycić każdą najdrobniejszą choćby zmianę w mikroekspresji, która sugerowałaby, że kuzynka rozwikłała zagadkę zawartą w słowach Fortinbrasa: czy w grę naprawdę wchodził eliksir wielosokowy? – ale nie spodziewałam się, że zaliczy dzisiaj debiut w roli prowadzącej.
Ściągnęła delikatnie brwi, z lekkim niesmakiem przypatrując się zamieszaniu, jakie wybuchło z udziałem młodego Yaxleya, który towarzyszył dzisiaj Eugenii Jenkins. Nieco dłużej zatrzymała się na twarzy Ministry. Ktoś, kto zwróci na siebie uwagę wszystkich, powtórzyła w myślach Lorraine, powiódłszy wzrokiem w stronę namiotu artystów, gdzie wcześniej zniknęła Raphaela Avery – zaraz jednak skupiła całą swoją uwagę na Eleonorze Malfoy.
Dobrze znała te wysycone strachem, erratyczne odruchy – takie same obserwowała kiedyś w zachowaniu macochy. Zrozumiała, że jest jej żal ciotki.
– To byłoby dla mnie ogromne wyróżnienie – zapewniła spokojnie Eleonorę, kiedy ta wspomniała o złotym wieńcu, miała już przecież patronat Eden – ale wystarczającym jest już sama wasza obecność. – Ton Lorraine nie sugerował pochlebstwa: było w nim ciepło – ciepło tak rzadkie w rodzinie Malfoyów. Wiedziała, czym może poprawić humor ciotce. Wiedziała, kiedy jej oczy zwykły odzyskiwać blask – nawet wtedy, kiedy była wstawiona bardziej niż skrzat po butelce kremowego. Czas pomstowania na mężczyzn i fantazjowania o mordowaniu mężów, start.
Podchwyciła natychmiast słowa Eden o młodym Burke.
– Och, stryj jest po prostu... łaskawy. Dla Burke'ów jest już przecież nadzieja tylko w młodym pokoleniu – zauważyła Lorraine. Ściszyła głos do szeptu, dbając o to, by rozmowa nie wyszła poza rodzinne grono. – Czy wszyscy zapomnieli, że Anastasia Burke nawiązała romans z Nobbym Leachem, żeby awansować w departamencie skarbu? Nie zdziwiłabym się, gdyby to ona kazała go otruć. Intrygująca kobieta, poświęcić swoją reputację dla racji stanu... – ciągnęła. – ...Choć te plotki nie są w połowie tak makabryczne jak to, co mówią na temat Diany Burke. Zamordowała swojego męża z zimną krwią. Nie dziwię się jej – w końcu to był Mulciber – prychnęła cichutko, choć z wyczuwalną pogardą. Świętej pamięci Grace Burke też wyszła za Mulcibera, i co jej z tego przyszło? Powinna się go pozbyć, zanim on pozbył się jej, chciała dodać – pokiwać smutno głową nad losem matki Sophie Mulciber, która przedwcześnie odumarła córkę – Robert Mulciber pozostawał jednak bliskim przyjacielem Fortinbrasa, nie było więc najlepszym pomysłem nakręcać konfliktu na tej linii. – Co myślisz, ciociu? Bo przecież... – Niebieskie oczy, przysłonięte zwykle ociężałymi powiekami otworzyły się nieco szerzej, kiedy Lorraine połączyła fakty. – ...stryj nie szuka chyba nowego męża dla Eunice? – spytała niepewnie. Nie tak dawno miało przecież miejsce Czarne Wesele: po powrocie z zaślubin Perseusa Blacka – który rozwiódł się z Eunice Malfoy tylko po to, by zaraz zmajstrować bękarta Vesperze Rookwood – spędziły miły wieczór we trójkę, pomstując na rodzinę Black, i przeglądając katalogi modowe, planując, co włożą na rychły pogrzeb dziedzica Blacków.
Nie pierwszy raz rozmawiały operując niedopowiedzeniami w ten szczególny sposób, nadając ukrytego znaczenia słowom, które były go tylko z pozoru pozbawione. Słysząc jednak pytanie kuzynki, Lorraine mogła tylko pokręcić przecząco głową: krótko, kategorycznie, z wyraźnym niezadowoleniem. Nie. Nie znała powodu nieobecności przewodniczącej Muzy.
– Raphaela zwykła pomagać Josephine przy organizacji – przyznała Lorraine, z uwagą przypatrując się twarzy Eden, kiedy ta lustrowała wzrokiem tłum gości, gotowa wychwycić każdą najdrobniejszą choćby zmianę w mikroekspresji, która sugerowałaby, że kuzynka rozwikłała zagadkę zawartą w słowach Fortinbrasa: czy w grę naprawdę wchodził eliksir wielosokowy? – ale nie spodziewałam się, że zaliczy dzisiaj debiut w roli prowadzącej.
Ściągnęła delikatnie brwi, z lekkim niesmakiem przypatrując się zamieszaniu, jakie wybuchło z udziałem młodego Yaxleya, który towarzyszył dzisiaj Eugenii Jenkins. Nieco dłużej zatrzymała się na twarzy Ministry. Ktoś, kto zwróci na siebie uwagę wszystkich, powtórzyła w myślach Lorraine, powiódłszy wzrokiem w stronę namiotu artystów, gdzie wcześniej zniknęła Raphaela Avery – zaraz jednak skupiła całą swoją uwagę na Eleonorze Malfoy.
Dobrze znała te wysycone strachem, erratyczne odruchy – takie same obserwowała kiedyś w zachowaniu macochy. Zrozumiała, że jest jej żal ciotki.
– To byłoby dla mnie ogromne wyróżnienie – zapewniła spokojnie Eleonorę, kiedy ta wspomniała o złotym wieńcu, miała już przecież patronat Eden – ale wystarczającym jest już sama wasza obecność. – Ton Lorraine nie sugerował pochlebstwa: było w nim ciepło – ciepło tak rzadkie w rodzinie Malfoyów. Wiedziała, czym może poprawić humor ciotce. Wiedziała, kiedy jej oczy zwykły odzyskiwać blask – nawet wtedy, kiedy była wstawiona bardziej niż skrzat po butelce kremowego. Czas pomstowania na mężczyzn i fantazjowania o mordowaniu mężów, start.
Podchwyciła natychmiast słowa Eden o młodym Burke.
– Och, stryj jest po prostu... łaskawy. Dla Burke'ów jest już przecież nadzieja tylko w młodym pokoleniu – zauważyła Lorraine. Ściszyła głos do szeptu, dbając o to, by rozmowa nie wyszła poza rodzinne grono. – Czy wszyscy zapomnieli, że Anastasia Burke nawiązała romans z Nobbym Leachem, żeby awansować w departamencie skarbu? Nie zdziwiłabym się, gdyby to ona kazała go otruć. Intrygująca kobieta, poświęcić swoją reputację dla racji stanu... – ciągnęła. – ...Choć te plotki nie są w połowie tak makabryczne jak to, co mówią na temat Diany Burke. Zamordowała swojego męża z zimną krwią. Nie dziwię się jej – w końcu to był Mulciber – prychnęła cichutko, choć z wyczuwalną pogardą. Świętej pamięci Grace Burke też wyszła za Mulcibera, i co jej z tego przyszło? Powinna się go pozbyć, zanim on pozbył się jej, chciała dodać – pokiwać smutno głową nad losem matki Sophie Mulciber, która przedwcześnie odumarła córkę – Robert Mulciber pozostawał jednak bliskim przyjacielem Fortinbrasa, nie było więc najlepszym pomysłem nakręcać konfliktu na tej linii. – Co myślisz, ciociu? Bo przecież... – Niebieskie oczy, przysłonięte zwykle ociężałymi powiekami otworzyły się nieco szerzej, kiedy Lorraine połączyła fakty. – ...stryj nie szuka chyba nowego męża dla Eunice? – spytała niepewnie. Nie tak dawno miało przecież miejsce Czarne Wesele: po powrocie z zaślubin Perseusa Blacka – który rozwiódł się z Eunice Malfoy tylko po to, by zaraz zmajstrować bękarta Vesperze Rookwood – spędziły miły wieczór we trójkę, pomstując na rodzinę Black, i przeglądając katalogi modowe, planując, co włożą na rychły pogrzeb dziedzica Blacków.