18.10.2024, 09:32 ✶
– O nie... to okropne, tak bardzo baliśmy się, że wybierze na cel znów kogoś z wioski, nie... nie przypuszczałam, że miałby w ogóle możliwość dotrzeć do osoby spoza tego obszaru! – przejęła się ich rozmówczyni, by pochylić nad mapą i na wskazany x, a jej oczy rozszerzył się w zaskoczeniu.
Tych "X" było tam wiele więcej.
– To... chciałabym powiedzieć, że to niemożliwe, żeby była tam jakakolwiek dziura w ziemi większa od króliczej nory, ale z tym demonicznym nasieniem... Iksami zaznaczałam miejsca w których na pewno nie ma żadnej pieczary. Ja... osobiście nie znam się aż tak na tropieniu i sztuce przetrwania w lesie, ale miałam ze sobą kilku mężczyzn z naszymi zabezpieczeniami i liczyłam, że ich umysły dadzą radę odeprzeć... – Umilkła, wyraźnie zdenerwowana. Palce umieściła na skroniach i zaczęła je delikatnie rozmasowywać. – Cóż... Operujemy hipotezami. Być może nasza ochrona zwiększa tylko szansę, być może nie działa wcale. Być może Thoran wykorzystał właściwości jaskini przeciwko nam. Ona została przez mojego dziadka dodatkowo wzmocniona, żeby ciężej było ją znaleźć. W jej wnętrzu nie można się teleportować, wiem, że w jej załomach dołożono runy rozpraszające, które miały - według jego pomysłu - utrudnić jakiekolwiek działania więźniowi, choć szczerze... ani ja, ani mama nie byłyśmy pewne, jak to cokolwiek miało zmienić, obie wiemy o tym tylko z notatek, do których uzyskałyśmy dostęp po jego zgonie. Dziadek działał po omacku, liczył, że w ten sposób przerwie krąg tragedii i udało mu się to... niestety do czasu.
Potem zwróciła się do Erika, by powiedzieć bardzo poważnie:
– Ostatnio jego słabym punktem była śmierć osoby, którą chciał pożreć, zanim to zrobił. Mamy z mamą teorię, że poznanie jego prawdziwego imienia, historii, sposobu w jaki został przyzwany, da szansę odwrócić proces. Ale mama wyjechała... dwa tygodnie temu, a mugolskie konflikty nie wspierają jej poszukiwań. No i całe uwięzienie udało się rytuałem opartym na odnowieniu pieczęci, wspartym śpiewem mieszkańców. Z materialnych komponentów potrzebny był też oczywiście jego garniec no i ... no i Abigale. Ciało okadzane zielem, które wyrosło na jej grobie niedługo po pogrzebie. – Ostatnie zdanie powiedziała bardzo cicho, z poczuciem winy za grzech dziadka. Jej głos niósł zduszoną obawę o ujawnianie tego faktu, ale nie zamierzała ukrywać tych informacji wobec swoich sojuszników. – Choć teraz, gdy ma nową ofiarę, zapewne biedna Abi nie zrobiłaby już na nim takiego wrażenia. Ta Geraldine, dlaczego jej tu nie ma? ...zaraz... chodzi o młodą Yaxleyownę?– pytanie skierowała już do Florence, która wymieniła to imię. – Ona była u nas przejazdem... z początkiem tego roku? Polowała na coś w okolicy...
Tych "X" było tam wiele więcej.
– To... chciałabym powiedzieć, że to niemożliwe, żeby była tam jakakolwiek dziura w ziemi większa od króliczej nory, ale z tym demonicznym nasieniem... Iksami zaznaczałam miejsca w których na pewno nie ma żadnej pieczary. Ja... osobiście nie znam się aż tak na tropieniu i sztuce przetrwania w lesie, ale miałam ze sobą kilku mężczyzn z naszymi zabezpieczeniami i liczyłam, że ich umysły dadzą radę odeprzeć... – Umilkła, wyraźnie zdenerwowana. Palce umieściła na skroniach i zaczęła je delikatnie rozmasowywać. – Cóż... Operujemy hipotezami. Być może nasza ochrona zwiększa tylko szansę, być może nie działa wcale. Być może Thoran wykorzystał właściwości jaskini przeciwko nam. Ona została przez mojego dziadka dodatkowo wzmocniona, żeby ciężej było ją znaleźć. W jej wnętrzu nie można się teleportować, wiem, że w jej załomach dołożono runy rozpraszające, które miały - według jego pomysłu - utrudnić jakiekolwiek działania więźniowi, choć szczerze... ani ja, ani mama nie byłyśmy pewne, jak to cokolwiek miało zmienić, obie wiemy o tym tylko z notatek, do których uzyskałyśmy dostęp po jego zgonie. Dziadek działał po omacku, liczył, że w ten sposób przerwie krąg tragedii i udało mu się to... niestety do czasu.
Potem zwróciła się do Erika, by powiedzieć bardzo poważnie:
– Ostatnio jego słabym punktem była śmierć osoby, którą chciał pożreć, zanim to zrobił. Mamy z mamą teorię, że poznanie jego prawdziwego imienia, historii, sposobu w jaki został przyzwany, da szansę odwrócić proces. Ale mama wyjechała... dwa tygodnie temu, a mugolskie konflikty nie wspierają jej poszukiwań. No i całe uwięzienie udało się rytuałem opartym na odnowieniu pieczęci, wspartym śpiewem mieszkańców. Z materialnych komponentów potrzebny był też oczywiście jego garniec no i ... no i Abigale. Ciało okadzane zielem, które wyrosło na jej grobie niedługo po pogrzebie. – Ostatnie zdanie powiedziała bardzo cicho, z poczuciem winy za grzech dziadka. Jej głos niósł zduszoną obawę o ujawnianie tego faktu, ale nie zamierzała ukrywać tych informacji wobec swoich sojuszników. – Choć teraz, gdy ma nową ofiarę, zapewne biedna Abi nie zrobiłaby już na nim takiego wrażenia. Ta Geraldine, dlaczego jej tu nie ma? ...zaraz... chodzi o młodą Yaxleyownę?– pytanie skierowała już do Florence, która wymieniła to imię. – Ona była u nas przejazdem... z początkiem tego roku? Polowała na coś w okolicy...
Tura kończy się 20.10, godz. 23:59