16.10.2024, 22:05 ✶
Świetnie. I teraz chciał zagrać w to całe szpitalne bingo bez względu na to, czy istniało, czy też nie.
Prewett stał z założonymi rękami, przyglądając się temu, jak Greengrass przepytywał pacjenta, nawet jeśli ten najwyraźniej czuł się zbyt kiepsko, aby normalnie odpowiadać. Na wzmiankę o kaktusach na głowie, Basilius spojrzał się na drugiego uzdrowiciela z mieszaniną zaskoczenie i zainteresowania, ale na razie nie drążył tematu. Sam może nie miał doczynienia z sprzedawcami lewych eliksirów, ale już niestety w swojej karierze miał przyjemność spotkać się ze skutkami leczenia klątw u oszukanych klątwołamaczy (a były to skutki od durnych po bardzo nieprzyjemne), bo pacjent z jakiegoś powodu wolał unikać wizyty w Mungu.
Pacjent spojrzał ponownie na Greengrassa, otworzył usta, zamknął je, a potem wziął głęboki oddech i otworzył je jeszcze raz, kiwając powoli głową.
– Wie pan... Rodzinne spotkanie było, dużo rodziny, jq na kacu... To no, uznałem, że se łyknę ten eliksir, ale no poczułem się tak źle jak nigdy dotąd i... A że nie chciałem się przyznać żonie że kupiłem coś... Nie z apteki, to no... Powiedziałem, że to wi... wigenowy po terminie. – Mężczyzna najwyraźniej chciał coś jeszcze dodać, ale przeszkodziła mu w tym kolejna fala słabości i ponowne odpłynięcie gdzieś od rzeczywistości.
Basilius tymczasem westchnął cicho i zapisał podane im informacje, skoro teraz i tak to nie on grał pierwsze skrzypce w leczeniu pacjenta.
– Wie pan może co na pana rzucili? ‐ spytał w nadziei na ponowny kontakt z pacjentem. Czarodziej na początku zignorował jego słowa po czym zerknął na Prewetta.
– Nie wiem – wybełkotał. – Chyba Episkey.
– Rozumiem – odpowiedział Basilius, uznając że może lepiej, że pan Lovegood ponownie skupił się na tym, aby nie było z nim żadnego kontaktu.
Episkey.
Kto uznał, że najlepiej będzie rzuci episkey? Czemu ludzie zawsze rzucali episkey? Czemu to było jedyne co ci wszyscy ludzie pamiętali, że chyba rzucili.
Na całe szczęście w międzyczasie wysłany przez Greengrassa, stażysta, zdążył wrócił z antidotum. Przynajmniej wyglądało na to, że ta część leczenia nie miała sprawić im żadnych trudności.
Prewett stał z założonymi rękami, przyglądając się temu, jak Greengrass przepytywał pacjenta, nawet jeśli ten najwyraźniej czuł się zbyt kiepsko, aby normalnie odpowiadać. Na wzmiankę o kaktusach na głowie, Basilius spojrzał się na drugiego uzdrowiciela z mieszaniną zaskoczenie i zainteresowania, ale na razie nie drążył tematu. Sam może nie miał doczynienia z sprzedawcami lewych eliksirów, ale już niestety w swojej karierze miał przyjemność spotkać się ze skutkami leczenia klątw u oszukanych klątwołamaczy (a były to skutki od durnych po bardzo nieprzyjemne), bo pacjent z jakiegoś powodu wolał unikać wizyty w Mungu.
Pacjent spojrzał ponownie na Greengrassa, otworzył usta, zamknął je, a potem wziął głęboki oddech i otworzył je jeszcze raz, kiwając powoli głową.
– Wie pan... Rodzinne spotkanie było, dużo rodziny, jq na kacu... To no, uznałem, że se łyknę ten eliksir, ale no poczułem się tak źle jak nigdy dotąd i... A że nie chciałem się przyznać żonie że kupiłem coś... Nie z apteki, to no... Powiedziałem, że to wi... wigenowy po terminie. – Mężczyzna najwyraźniej chciał coś jeszcze dodać, ale przeszkodziła mu w tym kolejna fala słabości i ponowne odpłynięcie gdzieś od rzeczywistości.
Basilius tymczasem westchnął cicho i zapisał podane im informacje, skoro teraz i tak to nie on grał pierwsze skrzypce w leczeniu pacjenta.
– Wie pan może co na pana rzucili? ‐ spytał w nadziei na ponowny kontakt z pacjentem. Czarodziej na początku zignorował jego słowa po czym zerknął na Prewetta.
– Nie wiem – wybełkotał. – Chyba Episkey.
– Rozumiem – odpowiedział Basilius, uznając że może lepiej, że pan Lovegood ponownie skupił się na tym, aby nie było z nim żadnego kontaktu.
Episkey.
Kto uznał, że najlepiej będzie rzuci episkey? Czemu ludzie zawsze rzucali episkey? Czemu to było jedyne co ci wszyscy ludzie pamiętali, że chyba rzucili.
Na całe szczęście w międzyczasie wysłany przez Greengrassa, stażysta, zdążył wrócił z antidotum. Przynajmniej wyglądało na to, że ta część leczenia nie miała sprawić im żadnych trudności.