15.10.2024, 09:49 ✶
- Ten podchwytliwy - burknął Cathal, zły teraz na cały świat okropnie, ale dalej pozwalający grzecznie oceniać swój stan. Niestety, wiedział, że pod wpływem adrenaliny człowiek czasem nie zauważał, jak poważny jest jego stan, i mógł pogorszyć swoje obrażenia. Był już trochę za stary i za wiele razy wchodził do podziemi, aby skakać ze złamaną nóżką albo sprzeczać się z medykiem, póki ten medyk wykazywał choćby minimum rozsądku. - Widzę pięć palców, w tym jeden złożony.
Usiadł ostrożnie, gdy skończyła oględziny i odruchowo uniósł dłoń do głowy. Łokieć bolał, głowa bolała, ale myślał jasno, widział normalnie, a poza tym bardzo chciał Wintera wskrzesić i zamordować po raz drugi, znaczy się, nic mu nie dolegało.
- Koc mi niepotrzebny, jakimiś kanapkami bym nie pogardził - stwierdził po chwili namysłu. Koc zresztą dało się wyczarować, nawet jakby po paru minutach znikł, a kanapek niestety nie. - Nie ma ptaków, węże je zeżarły.
Przynajmniej w posiadłości Gauntów, ale to było jedno z tych absurdalnych stwierdzeń, które podsuwał umysł, wraz ze wspomnieniem dawnego "pikniku" w zniszczonym ogrodzie opuszczonej rezydencji. Żadnych ptaków, tylko błyszcząca w słońcu wężową skóra i ciche posykiwanie.
- Nie wzięli ich stąd, ale to wciąż mogą być spadkobiercy Windera. Jeśli coś tu jest... mogli dotrzeć do jakichś notatek na brudno, dzienników, czegokolwiek. Zresztą, nawet jeżeli nie... nie jesteś ciekawa?
Czy faktycznie zabrał rezultaty prac do grobu, czy ten cały tor przeszkód był tylko żartem, czy zaiste miał coś ochraniać, czy znajdą tu coś na temat wioski i filarów, czego jeszcze nie wiedzieli. Cathal lubił wiedzieć i nie mógłby się oprzeć, tak blisko rozwiązania zagadki, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że mogło znowu rzucić nim o ścianę.
– Nie jest mi niedobrze, widzę też normalnie. Czy mogę już wstać, pani doktor, i włamać się do tej trumny? – spytał, wskazując na sarkofag. Teraz myślał, że zajrzenie do skrzyni było jego błędem. Zdawała się wyborem oczywistym, ale skoro Winter zabrał swoje zapiski do grobu… mógł mieć na myśli dokładnie to. A jeżeli nawet nie: trudno, wywlecze tego trupa z miejsca ostatniego spoczynku z czystej mściwości. – Ustawisz tarczę, na wszelki wypadek?
Potem podniósł się, najpierw dość ostrożnie, ale nie poczuł zawrotów głowy, a chociaż ręka bolała, nogi nie odmawiały posłuszeństwa. Podszedł więc do sarkofagu, i zaczął powoli walczyć z pieczęciami, a potem osłonił twarz chustą i pchnął płytę.
Tym razem nic nie wybuchło, chociaż uniósł się pył i nieprzyjemny zapach – nie rozkładu, Winter nie żył od lat, ale wciąż mało przyjemny – rozszedł się w powietrzu.
Usiadł ostrożnie, gdy skończyła oględziny i odruchowo uniósł dłoń do głowy. Łokieć bolał, głowa bolała, ale myślał jasno, widział normalnie, a poza tym bardzo chciał Wintera wskrzesić i zamordować po raz drugi, znaczy się, nic mu nie dolegało.
- Koc mi niepotrzebny, jakimiś kanapkami bym nie pogardził - stwierdził po chwili namysłu. Koc zresztą dało się wyczarować, nawet jakby po paru minutach znikł, a kanapek niestety nie. - Nie ma ptaków, węże je zeżarły.
Przynajmniej w posiadłości Gauntów, ale to było jedno z tych absurdalnych stwierdzeń, które podsuwał umysł, wraz ze wspomnieniem dawnego "pikniku" w zniszczonym ogrodzie opuszczonej rezydencji. Żadnych ptaków, tylko błyszcząca w słońcu wężową skóra i ciche posykiwanie.
- Nie wzięli ich stąd, ale to wciąż mogą być spadkobiercy Windera. Jeśli coś tu jest... mogli dotrzeć do jakichś notatek na brudno, dzienników, czegokolwiek. Zresztą, nawet jeżeli nie... nie jesteś ciekawa?
Czy faktycznie zabrał rezultaty prac do grobu, czy ten cały tor przeszkód był tylko żartem, czy zaiste miał coś ochraniać, czy znajdą tu coś na temat wioski i filarów, czego jeszcze nie wiedzieli. Cathal lubił wiedzieć i nie mógłby się oprzeć, tak blisko rozwiązania zagadki, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że mogło znowu rzucić nim o ścianę.
– Nie jest mi niedobrze, widzę też normalnie. Czy mogę już wstać, pani doktor, i włamać się do tej trumny? – spytał, wskazując na sarkofag. Teraz myślał, że zajrzenie do skrzyni było jego błędem. Zdawała się wyborem oczywistym, ale skoro Winter zabrał swoje zapiski do grobu… mógł mieć na myśli dokładnie to. A jeżeli nawet nie: trudno, wywlecze tego trupa z miejsca ostatniego spoczynku z czystej mściwości. – Ustawisz tarczę, na wszelki wypadek?
Potem podniósł się, najpierw dość ostrożnie, ale nie poczuł zawrotów głowy, a chociaż ręka bolała, nogi nie odmawiały posłuszeństwa. Podszedł więc do sarkofagu, i zaczął powoli walczyć z pieczęciami, a potem osłonił twarz chustą i pchnął płytę.
Tym razem nic nie wybuchło, chociaż uniósł się pył i nieprzyjemny zapach – nie rozkładu, Winter nie żył od lat, ale wciąż mało przyjemny – rozszedł się w powietrzu.