- Byłam pewna, że byliśmy na tym pogrzebie razem... - Tak naprawdę sama nie zauważyła, kiedy przestała sięgać po te jakże wyszukane komplementy. Cieszyła się tylko z tego, że przestała to robić, zdecydowanie niechętnie wracała do tamtego czasu, miała wrażenie, że to był dosyć mocno kompromitujący ją moment. No, ale miała to za sobą, to było najistotniejsze. On również zauważył zmianę, więc musiało być już lepiej.
- Tylko i wyłącznie szczerości. - Wydawało jej się, że to jest jasne. Szczerość wydawała się być dość istotna, o ile nie najważniejsza w tym, co przyszło im razem tworzyć. - Czy ja wiem, ona chyba nie była szczególnie obrażalska... - Jasne, wcale. Chcąc nie chcąc wróciła do dnia swoich urodzin, kiedy się na niego okropnie sfochała, bo nie potrafił zrozumieć, że chciała z nim spędzać sabaty właśnie w ten sposób jak dzisiaj, oczywiście bardzo pokrętnie próbowała mu to wtedy przekazać. Pamiętała jak mocno się wtedy zirytowała, i tak, zdecydowanie była wtedy obrażona na niego, chociaż zapewniałaby go, że wcale tak nie było. Czasem zachowywała się jak nastolatka, która nie radziła sobie ze swoimi emocjami, szczególnie, że wtedy to wszystko się w niej kotłowało i szukało ujścia. Teraz było zdecydowanie lepiej.
Naprawdę była zadowolona z tego, że udało im się jakoś ułożyć to wszystko. Wymagało to pewnych zmian w ich typowych zachowaniach, ale widać było, że obie strony nad sobą pracują, a naprawdę mieli całkiem sporo rzeczy, które mogli poprawić. Nie tak łatwo było osobom z ich temperamentami współtworzyć coś z podobnymi do siebie partnerami. Te charaktery potrafiły przynosić chaos, nigdy nie można było przewidzieć jak zareagują na coś co im się nie spodoba, chociażby jedno słowo. Geraldine uczyła się przy nim cierpliwości, tak, tego była pewna, kiedyś jej brakowało tej cechy, nie, żeby teraz było o niebo lepiej, ale naprawdę nad tym pracowała.
- Jasne, już znika. - Dodała z uśmiechem, oczywiście, że nie zamierzała wyciągać w tej chwili przyjaciółkowej wersji siebie, to nie było wskazane, nigdy nie chciała z niej korzystać.
Nie sądziła, że taniec może okazać się takim magicznym doświadczeniem. Słyszała o tym, że te rytuały potrafiły przywołać pewne ukryte, pierwotne instynkty, jednak trochę podchodziła do tego z przymrużeniem oka. Zapewne przez to, że nigdy nie należała do jakoś szczególnie wierzących osób, szanowała tradycję, ale nie do końca była człowiekiem, który odpowiednio traktował duchowość. Zapewne przez to, że nie do końca to rozumiała, wychowano ją też aby mocno stąpała po ziemi. Sięgała po wszystko, co miała na wyciągnięcie ręki, a nie rozmyślała o niebieskich migdałach i gdybała o tym, co w ogóle mogło nie istnieć. Powoli docierało do niej, że może jednak faktycznie było coś więcej.
To co łączyło ją z Ambroisem było czymś więcej. Nic nie mogło się równać z tą więzią, miała czasem wrażenie, że dopiero przy nim była tak naprawdę sobą, w całej okazałości, że miał w sobie kawałek jej duszy, jakby jedynie razem mogli tworzyć całość, która była właściwa.
Oczywiście jeszcze nie podzieliła się z nim tymi przemyśleniami, bo uważała, że nie był to jeszcze na to odpowiedni moment, zresztą nie przepadała za mówieniem o swoich uczuciach, to zawsze sprawiało jej problem. Przy nim i tak się dosyć mocno otworzyła, bo obiecała mu, że będzie mówiła wprost i starała się tego trzymać. Nie chciała dawać mu nawet najmniejszego powodu do zwątpienia. Zależało jej przeogromnie na tym, żeby im się udało. Pragnęła tego, jak niczego innego.
Nie wydawało jej się przy tym, żeby zaczęła w tym tracić siebie, mimo, że trochę brakowało w niej dawnej zawziętości, potrafiła mu ustępować, właściwie to tylko przy nim się tak zachowywała. To nie tak, że w stosunku do innych stała się równie miękka. Nie, to dotyczyło tylko i wyłącznie Ambroisa. Zapewne na tym polegała ta cała miłość, na szukaniu kompromisów, ustępowaniu, aby zobaczyć uśmiech na jego twarzy. Nie musiała podążać za tą niezależnością, która kiedyś wydawała jej się najważniejsza. Przestało jej na tym zależeć. Nigdy by nie uwierzyła, że przyjdzie jej to tak lekko. Zmienić te wszystkie typowe dla siebie zachowania.
- Nie wiedziałam, że jesteś legilimentą... - Powiedziała bardzo cicho z pełną powagą, bo przed chwilą przeszło jej przez myśl dokładnie to samo. Brakowało już w niej tej pewności, że to poszukiwanie kwiatu paproci było dobrym pomysłem. Nie chciała marnować więcej czasu, chciała przejść do tej ważniejszej części celebracji, tak, zdecydowanie na tym zależało jej najbardziej. Szczególnie po tym nie do końca przewidywalnym tańcu, podczas którego mogła pozwolić sobie w większości na wyobrażanie sobie tego, co z nim zrobi, kiedy znajdą się w domu. Obojętne w którym, musieli po prostu oddalić się stąd jak najszybciej, jeśli nie chcieli dołączyć do tych par, które sprawdzały zieloność runa leśnego. Zakaładali, że są ponad to i naprawdę zależało jej na tym, aby się tego trzymać, chociaż znajdowała się już u skraju swojego opanowania.
- Tak, zróbmy to w przyszłym roku, w tym możemy zająć się czymś innym. - Wyszeptała mu jeszcze te słowa do ucha, muskając je przy okazji bardzo delikatnie ustami.
- Chodźmy. - Powiedziała w końcu głośniej. Muzyka się wyciszyła, był to odpowiedni moment, aby wycofać się z parkietu, złapała go przy tym za nadgarstek, bo nie zamierzała zgubić Ambroisa w tym tłumie, a przy okazji mogła poczuć pod palcami ciepło jego skóry, bardzo, ale to bardzo chciałaby odczuwać je mocniej, ale aktualnie nie było to możliwe, korzystała więc z tego, na co faktycznie mogła sobie pozwolić. Jej kciuk zaczął zataczać kręgi na jego nadgarstku, nie mogła utrzymać rąk spokojnie.
- Amulety... - Powiedziała jeszcze nieco cicho, gdy wrócili w okolice straganów, myślała o tym, że to też mogliby pominąć, jednak chodziło o Piaskownicę, to trochę zmieniało postać rzeczy. Zatrzymała się w miejscu i próbowała wyszukać wzrokiem stoisko przy którym był najmniejszy tłum, najlepiej byłoby zahaczyć właśnie o takie. Właściwie to przy większości aktualnie kolejki należały do tych mniejszych, w sumie robiło się coraz później, czarodzieje zajmowali się teraz innymi sprawami i bardzo dobrze. Dzięki temu będą mogli szybciej się stąd ulotnić, a to aktualnie stało się jej priorytetem. Nadal nie miała pojęcia, gdzie pójdą, ale o tym zadecydują później, pewnie zupełnie przypadkiem.