Spróbowałby się kłócić… Wtedy ta ugodowa, spokojna, lubiąca sobie pożartować kobieta pokazałaby dobitnie, co się dzieje, kiedy się kłóci z lekarzem i przeszkadza mu w pracy. Na całe szczęście Cathal miał wystarczająco dużo oleju w głowie, albo za mocno się uderzył, by tego po prostu nie robić – niezależnie od powodu, nie stawiał oporu, a to bardzo dobrze. Niektórzy pacjenci przy poleceniach lekarskich potrafili się zachowywać jak nierozważne dzieci, uparte przedszkolaki, które zrobią wszystko, by tylko wyszło na ich, ale jednocześnie pogarszając swój stan.
– Kciuk? Jaki kciuk? Ty mi powiedz – sprawdzała go nadal, zauważając dobitnie, że nie odpowiedział jej na pytanie, ile palców widzi, za to zauważył kciuka i nie był pewien, czy należy go wliczyć – to dobrze wróżyło, ale nie zamierzała polegać na własnych domysłach. – Nie zgaduj tylko mów ile widzisz – nie szło mu liczenie? Teraz już nie widział podwójnie, ale obraz na chwilę się zamazał… Wszystko jej pasowało.
– Tak, posiadówka. Powinnam zacząć nosić ze sobą koc i taki koszyk piknikowy – wymruczała pod nosem, obserwując kątem oka Cathala. – Byłoby od razu dużo przyjemniej, nie? Brakowałoby tylko ćwierkających ptaszków – i piasku pod stopami, bo do tego była przyzwyczajona: do koców kładzionych na piasku, nie na miękkiej, zielonej trawie, których kłosy poruszane są przez wiatr. – Dobrze, zaglądaj sobie potem gdzie chcesz, ale teraz siedź. Boję się, ze jak wstaniesz, to zaczniesz rzygać – a tego bardzo by przecież nie chcieli… Wtedy na pewno by go stąd wytargała, choćby musiała go zamienić w zwierzątko, albo nawet jeśli musiałaby go złapać i się stąd teleportować… Nie znosiła tego robić, więc normalnie po prostu używała kominków, albo własnych skrzydeł. Z rzadka pozwalała innym na teleportację łączną i ludzie myśleli, że przez to, że tak wymiotuje po teleportacji, to nigdy jej nie opanowała, a jej pasowało, że taka opinia panowała – bo przynajmniej miała święty spokój. – W takim razie… cokolwiek tu jest, raczej nie posłużyło do tego, by dobierać się do naszego obozu – uznała po chwili, analizując jego słowa w ciszy. To, rzecz jasna, nie znaczyło, że nie było tu nic cennego – wręcz przeciwnie, może znaleźliby cos, co pomogłoby w ich badaniach? Albo co potwierdziłoby pewne teorie? O ile, rzecz jasna, coś tu na temat filarów było… – Będzie trzeba rozważyć inne opcje – ale może nie wtedy, kiedy Cathal dopiero co zarąbał głową w kamienną ścianę.