KURWA wrzeszczały jednym, dziwnie zgodnym głosem wszystkie jego myśli, które zazwyczaj nie potrafiły znaleźć jednego, wspólnego podmiotu i do tej pory zalewały jego głowę miliardami pytań, tysiącami rozważań i przemyśleniami, które miały sens tylko i wyłącznie w jego głowie, tracąc to w momencie, gdy wypuszczono je w świat.
Nie był w stanie określić, co poszło nie tak. Czyżby i on i Morpheus przecenili jego możliwości i wuj Longbottom tak naprawdę powinien powierzyć to zadanie komuś innemu? Bardziej doświadczonemu? Magia bawiła się z nimi w przysłowiowego berka? “Złap mnie, jeśli potrafisz” w wersji magicznej? A może młodego Klątwołamacza za bardzo rozproszyła wizja wuja z brodą i burzą włosów dookoła głowy, uwolnionym od brylantyny?
Odrobinę spanikował, to musiał przyznać. Co prawda wybuch magii i tańczące dookoła nich krople mazi nie wywołały u niego zaskoczenia, bo w ten sposób reagowała magia, która nie pozwalała się rozproszyć, a i przenikający ciało aż do duszy chłód nie zniechęciły go do dalszych prób pozbycia się tego świństwa. Cofnął się o krok, by zmniejszyć szansę zetknięcia z płynącymi w powietrzu kroplami i to samo poradził wujowi.
Gdyby był tu sam, byłby o wiele spokojniejszy, ale w tym momencie martwił się o Morpheusa o wiele bardziej, niż o siebie. Gdyby jemu coś się stało, wzruszyłby jedynie ramionami i dostosował do zaleceń, które miałyby postawić go na nogi, ale gdyby przez niego coś miało stać się jego wujowi…
Pojawiła się runa i to był właśnie efekt, którego chciał Jasper. Usuń zewnętrzną warstwę, dojdź do źródła i to nim się zajmij. Zobaczył symbol w tym samym momencie, w którym Morpheus mu o nim powiedział. I może nawet Morpheus nie musiał mu mówić, by zamiast w maź, swoją magię kierował właśnie w runę, ale czasami dobrze było niektóre instrukcje przypomnieć na głos, nieważne, jak ogromne posiadało się doświadczenie.
Rozproszenie w runę
Sukces!
Akcja nieudana