08.10.2024, 23:07 ✶
Widownia z Rapachaelą Avery. Żegnam się z Ritą i Isaaciem, przechodzę w pobliże bufetu
- Jesteś przesłodka. - Mruknął do Raphaeli, gdy ta pozwoliła się pocałować, a nawet zareagowała na to w ten całkiem przyjemny, uroczy sposób. Działało to jak balsam na serce Lorenza Remingtona, który czerpał siły właśnie z takich miłych, szczerych emocji równie miłych i pięknych panien. Jak wampir, czerpał siły z ich wdzięku, urody, miłości! I ze sztuki, rzecz jasna. - Choćbym chciał porzucić biurokrację, moja miła, obawiam się, że jest dla mnie jeszcze za wcześnie, bym oddał się w pełni mojemu powołaniu. - Pokrętnie wyjaśnił fakt, że nie byłoby go stać na życie, gdyby porzucił pracę na pełen etat. Matka wciąż zarządzała majątkiem, który pozostawił ojciec, ale ten mógł szybko stopnieć. - Poza tym, co zrobiliby tam beze mnie? Wiesz przecież, że jestem filarem tego działu. Nie zostawię ich na potępienie.- Zaśmiał się, jasno żartując i rozdmuchując swoją rolę. Być może dbał o dokumentację, ale gdyby tylko jego współpracownicy spięli się i sami zadbali o papiery, mogło się okazać, że jego praca nie byłaby potrzebna. Całe szczęście pracował, z kim pracował, a i nie zapowiadało się na to, by pan Shafiq chciał się go pozbyć w najbliższej przyszłości. - Tak, masz rację, panno Raphaelo. Doskonale spostrzeżone! Jest nas tu więcej, aniżeli tylko ja i Isaac.
Nie protestował, gdy panna Avery postanowiła ująć go za ramię. Wręcz przeciwnie, wypiął pierś, dumny jak paw, chcąc godnie jej towarzyszyć!
- Jeśli nie masz nic przeciwko, chętnie będę ci towarzyszył w podziwianiu obrazów. To niesamowite, jak wiele talentów wciąż pozostaje niedostrzeżonych. - Zauważył lekko, lecz zaraz spiął się odrobinę, gdy dostrzegł zbliżającego się Brygadzistę. Tylko chwilę zajęło zrozumienie, że był to ten sam młodzieniec, który podczas wyścigu grał złego wezyra i przegrał z kretesem! Enzo przywitał go uśmiechem i skinieniem głowy, rozumiejąc, że ten jest tam, by ukraść im koleżankę. - Mam nadzieję, że nie każesz nam długo czekać na kolejny występ, Rito. Bawcie się dobrze! - Pożegnał grzecznie współpracownicę z wydziału, kiwnął też Isaacowi, rozumiejąc, że ten nie jest tu dla zabawy, a niejako w pracy i musi się za nią wziąć. Nie zatrzymywał go. - Pozwolisz mi zaoferować kieliszek wina, Raphaelo? - Zagadnął do blondynki, z którą został prawie sam na sam, jeśli nie liczyć tłumu dookoła. - Wszystkie dzisiejsze występy, choć piękne... bledną przy twojej urodzie.
Enzo nadstawiał ucha na rozmowy zgromadzonych. Chociaż zapatrzony był w Raphaelę i nawet na moment nie spuszczał pięknej towarzyszki z oka, to wiedział, że musi pozostać choć odrobinę czujny, bo przecież jako mugolak, mógł być różnie odebrany w towarzystwie. Już same oklaski jasno dały mu do zrozumienia, że nie każdy pochwalał jego sztukę tylko ze względu na jego pochodzenie. Ignoranci! Na szczęście piękno istniało ponad sztucznymi podziałami.
Percepcja - 2 kropki (N) - na słuchanie plotek
- Jesteś przesłodka. - Mruknął do Raphaeli, gdy ta pozwoliła się pocałować, a nawet zareagowała na to w ten całkiem przyjemny, uroczy sposób. Działało to jak balsam na serce Lorenza Remingtona, który czerpał siły właśnie z takich miłych, szczerych emocji równie miłych i pięknych panien. Jak wampir, czerpał siły z ich wdzięku, urody, miłości! I ze sztuki, rzecz jasna. - Choćbym chciał porzucić biurokrację, moja miła, obawiam się, że jest dla mnie jeszcze za wcześnie, bym oddał się w pełni mojemu powołaniu. - Pokrętnie wyjaśnił fakt, że nie byłoby go stać na życie, gdyby porzucił pracę na pełen etat. Matka wciąż zarządzała majątkiem, który pozostawił ojciec, ale ten mógł szybko stopnieć. - Poza tym, co zrobiliby tam beze mnie? Wiesz przecież, że jestem filarem tego działu. Nie zostawię ich na potępienie.- Zaśmiał się, jasno żartując i rozdmuchując swoją rolę. Być może dbał o dokumentację, ale gdyby tylko jego współpracownicy spięli się i sami zadbali o papiery, mogło się okazać, że jego praca nie byłaby potrzebna. Całe szczęście pracował, z kim pracował, a i nie zapowiadało się na to, by pan Shafiq chciał się go pozbyć w najbliższej przyszłości. - Tak, masz rację, panno Raphaelo. Doskonale spostrzeżone! Jest nas tu więcej, aniżeli tylko ja i Isaac.
Nie protestował, gdy panna Avery postanowiła ująć go za ramię. Wręcz przeciwnie, wypiął pierś, dumny jak paw, chcąc godnie jej towarzyszyć!
- Jeśli nie masz nic przeciwko, chętnie będę ci towarzyszył w podziwianiu obrazów. To niesamowite, jak wiele talentów wciąż pozostaje niedostrzeżonych. - Zauważył lekko, lecz zaraz spiął się odrobinę, gdy dostrzegł zbliżającego się Brygadzistę. Tylko chwilę zajęło zrozumienie, że był to ten sam młodzieniec, który podczas wyścigu grał złego wezyra i przegrał z kretesem! Enzo przywitał go uśmiechem i skinieniem głowy, rozumiejąc, że ten jest tam, by ukraść im koleżankę. - Mam nadzieję, że nie każesz nam długo czekać na kolejny występ, Rito. Bawcie się dobrze! - Pożegnał grzecznie współpracownicę z wydziału, kiwnął też Isaacowi, rozumiejąc, że ten nie jest tu dla zabawy, a niejako w pracy i musi się za nią wziąć. Nie zatrzymywał go. - Pozwolisz mi zaoferować kieliszek wina, Raphaelo? - Zagadnął do blondynki, z którą został prawie sam na sam, jeśli nie liczyć tłumu dookoła. - Wszystkie dzisiejsze występy, choć piękne... bledną przy twojej urodzie.
Enzo nadstawiał ucha na rozmowy zgromadzonych. Chociaż zapatrzony był w Raphaelę i nawet na moment nie spuszczał pięknej towarzyszki z oka, to wiedział, że musi pozostać choć odrobinę czujny, bo przecież jako mugolak, mógł być różnie odebrany w towarzystwie. Już same oklaski jasno dały mu do zrozumienia, że nie każdy pochwalał jego sztukę tylko ze względu na jego pochodzenie. Ignoranci! Na szczęście piękno istniało ponad sztucznymi podziałami.
Percepcja - 2 kropki (N) - na słuchanie plotek
Rzut N 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!