07.10.2024, 12:39 ✶
Szedł z tyłu grupy - miarowym krokiem w całkowitym milczeniu, od czasu do czasu odgarniając sobie drogę długą gałęzią, którą zgarnął gdzieś z ziemi niczym prowizoryczny roślinny kostur tuż po znalezieniu się na miejscu zbiórki. Choć zazwyczaj nie stronił od rozmów, tym razem odpowiadało mu to, że grupa raczej nie kwapiła się do zbędnego przerywania ciszy.
Jasne - sam Ambroise odezwał się kilkukrotnie od czasu, kiedy rozpoczęli wędrówkę, ale nie był przy tym zbyt wylewny. Krótko przywitał resztę towarzystwa, przeznaczając nawet dłuższą chwilę na najbardziej serdeczne i może trochę rozbawione przywitanie z przyjacielem, którego się tu nie spodziewał. W stosunku do nowego znajomego, którego przyprowadziła Geraldine był raczej neutralnie oficjalny. Natomiast w stronę samej Yaxleyówny - chłodny, sztywny i wycofany.
Już na pierwszy rzut oka dało się stwierdzić, że było między nimi coś więcej niż chęć współpracy (ta mogła wręcz wydawać się osobliwa z uwagi na atmosferę). Z jego strony chodziło o coś oficjalnego, zimnego i nieprzystępnego, co stanowiło kontrast dla obecności Greengrassa na akcji będącej bądź co bądź wyprawą ludzi mających dobre intencje wobec kobiety i chcących zażegnać zagrożenie.
Może nie zawieszali między sobą siekiery, ale od początku drogi ani razu nie odezwał się do organizatorki całej akcji, wymieniając spostrzeżenia głównie z Thomasem, choć także nie stroniąc od całkiem normalnego kontaktu z Edgem, kiedy było to wskazane. Jedynie Yaxleyównę traktował niemalże jak powietrze. Ona zresztą stosowała to samo w stosunku do niego, więc byli kwita.
Był ubrany w komfortowy acz nadal na swój sposób elegancki, jawnie czystokrwisty sposób - jednolicie ciemnozielono, niemal czarno. W długie spodnie, golf, wysokie buty z czarnej skóry i cienki ciemny płaszcz o funkcji przeciwdeszczowej a przy tym chroniącej przed leśnym chłodem. Na ramieniu trzymał medyczną torbę z licznymi małymi kieszonkami w stonowanym ciemnobrązowym kolorze.
Gdzieś na samym początku wetknął sobie samodzielnie zwiniętego papierosa w usta, zapalając go bez słowa a drugiego wsuwając za ucho - częściowo w półdługie włosy spięte klamrą o roślinnym motywie. Raz na jakiś czas zaciągał się fajką, trzymając ją w rękach odzianych w rękawiczki z cienkiej smoczej skóry. Idealne, żeby nie oparzyć się żadną leśną roślinnością.
Zadbał o to, żeby odsłaniać jak najmniej skóry. W końcu las mógł już nie być tym samym miejscem, które znał ze swoich wcześniejszych pobytów w rodzinnych stronach byłej dziewczyny. Teraz wydawał mu się wręcz niesprzyjający. Choć może było zupełnie inaczej i zgubienie się wynikało z dobroci natury, która nie chciała ich posłać wprost w niebezpieczeństwo?
To była najpogodniejsza myśl jaka do tej pory przeszła przez głowę Greengrassa. Przynajmniej od czasu miłego zaskoczenia wywołanego widokiem znajomej gęby. Choć tu po zastanowieniu wolałby, żeby Figg nie był jego towarzyszem niedoli i niepotrzebnie się nie narażał. Nie odezwał się w tym temacie, bo i po co? Wyjątkowo naprawdę nie miał ochoty na czcze gadki i drobne spiny. Trzymał nerwy na wodzy a przynajmniej tak mu się wydawało, bo w rzeczywistości zionął chłodem.
Zazwyczaj nie miał nic przeciwko bezcelowemu kręceniu się po lesie, ale w tym wypadku z... ...nie, nie ulgą... ...lekką satysfakcją?... ...czymś na kształt zobojętniałego zadowolenia?... ...cholera wie, po prostu przyjął odszukanie przez nich właściwego miejsca. Od tej pory wcale nie miało być ani łatwiej, ani bezpieczniej. Wręcz przeciwnie. Natomiast przynajmniej przestali się kręcić po własnych śladach.
Przystając w miejscu wysłuchał tego, co mówiła Geraldine. Po raz pierwszy od początku wędrówki obdarzając ją neutralnym spojrzeniem i kiwając głową. Zgasił papierosa pod butem, po czym poprawił torbę na ramieniu. Mogli ruszać.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Jasne - sam Ambroise odezwał się kilkukrotnie od czasu, kiedy rozpoczęli wędrówkę, ale nie był przy tym zbyt wylewny. Krótko przywitał resztę towarzystwa, przeznaczając nawet dłuższą chwilę na najbardziej serdeczne i może trochę rozbawione przywitanie z przyjacielem, którego się tu nie spodziewał. W stosunku do nowego znajomego, którego przyprowadziła Geraldine był raczej neutralnie oficjalny. Natomiast w stronę samej Yaxleyówny - chłodny, sztywny i wycofany.
Już na pierwszy rzut oka dało się stwierdzić, że było między nimi coś więcej niż chęć współpracy (ta mogła wręcz wydawać się osobliwa z uwagi na atmosferę). Z jego strony chodziło o coś oficjalnego, zimnego i nieprzystępnego, co stanowiło kontrast dla obecności Greengrassa na akcji będącej bądź co bądź wyprawą ludzi mających dobre intencje wobec kobiety i chcących zażegnać zagrożenie.
Może nie zawieszali między sobą siekiery, ale od początku drogi ani razu nie odezwał się do organizatorki całej akcji, wymieniając spostrzeżenia głównie z Thomasem, choć także nie stroniąc od całkiem normalnego kontaktu z Edgem, kiedy było to wskazane. Jedynie Yaxleyównę traktował niemalże jak powietrze. Ona zresztą stosowała to samo w stosunku do niego, więc byli kwita.
Był ubrany w komfortowy acz nadal na swój sposób elegancki, jawnie czystokrwisty sposób - jednolicie ciemnozielono, niemal czarno. W długie spodnie, golf, wysokie buty z czarnej skóry i cienki ciemny płaszcz o funkcji przeciwdeszczowej a przy tym chroniącej przed leśnym chłodem. Na ramieniu trzymał medyczną torbę z licznymi małymi kieszonkami w stonowanym ciemnobrązowym kolorze.
Gdzieś na samym początku wetknął sobie samodzielnie zwiniętego papierosa w usta, zapalając go bez słowa a drugiego wsuwając za ucho - częściowo w półdługie włosy spięte klamrą o roślinnym motywie. Raz na jakiś czas zaciągał się fajką, trzymając ją w rękach odzianych w rękawiczki z cienkiej smoczej skóry. Idealne, żeby nie oparzyć się żadną leśną roślinnością.
Zadbał o to, żeby odsłaniać jak najmniej skóry. W końcu las mógł już nie być tym samym miejscem, które znał ze swoich wcześniejszych pobytów w rodzinnych stronach byłej dziewczyny. Teraz wydawał mu się wręcz niesprzyjający. Choć może było zupełnie inaczej i zgubienie się wynikało z dobroci natury, która nie chciała ich posłać wprost w niebezpieczeństwo?
To była najpogodniejsza myśl jaka do tej pory przeszła przez głowę Greengrassa. Przynajmniej od czasu miłego zaskoczenia wywołanego widokiem znajomej gęby. Choć tu po zastanowieniu wolałby, żeby Figg nie był jego towarzyszem niedoli i niepotrzebnie się nie narażał. Nie odezwał się w tym temacie, bo i po co? Wyjątkowo naprawdę nie miał ochoty na czcze gadki i drobne spiny. Trzymał nerwy na wodzy a przynajmniej tak mu się wydawało, bo w rzeczywistości zionął chłodem.
Zazwyczaj nie miał nic przeciwko bezcelowemu kręceniu się po lesie, ale w tym wypadku z... ...nie, nie ulgą... ...lekką satysfakcją?... ...czymś na kształt zobojętniałego zadowolenia?... ...cholera wie, po prostu przyjął odszukanie przez nich właściwego miejsca. Od tej pory wcale nie miało być ani łatwiej, ani bezpieczniej. Wręcz przeciwnie. Natomiast przynajmniej przestali się kręcić po własnych śladach.
Przystając w miejscu wysłuchał tego, co mówiła Geraldine. Po raz pierwszy od początku wędrówki obdarzając ją neutralnym spojrzeniem i kiwając głową. Zgasił papierosa pod butem, po czym poprawił torbę na ramieniu. Mogli ruszać.
Szczegółowo rozpisane. Wbrew pozorom nie ma od uja rzeczy 
Ekwipunek
Torba lekarska z klasycznym wyposażeniem (jakiś plaster w rolce, bandaże, opaska uciskowa, gaziki, roztwór stosowany w celu odkażania skóry, cienka chusta 60x60, ostre nożyczki, skalpel, po pudełeczku maści kojącej oparzenia/odmrożenia, podstawowe eliksiry oczyszczające/wstępnie zamykające rany - w tym drugim przypadku coś doraźnego w ramach lepu na skórę na konieczność działania tymczasowego a nie całkowitego uleczenia, sole trzeźwiące, sterylna rurka, do tego 4x fiolka z eliksirem wiggenowym i jeśli to nie za dużo: malutka kuleczka bezoaru), opakowanie chusteczek higienicznych, różdżka, płyn dezynfekujący, mały scyzoryk wielofunkcyjny w kieszeni, krótki nożyk z ostrzem lekko zagiętym w łuk przy pasku, drugi mały prosty nożyk przy bucie, srebrna zapalniczka, papierośnica z ziołowymi fajkami, piersiówka z czystym alkoholem do odkażania, twardy sygnet rodowy na palcu pod rękawiczkami ze skóry, dobry humor i zgaga

Ekwipunek
Torba lekarska z klasycznym wyposażeniem (jakiś plaster w rolce, bandaże, opaska uciskowa, gaziki, roztwór stosowany w celu odkażania skóry, cienka chusta 60x60, ostre nożyczki, skalpel, po pudełeczku maści kojącej oparzenia/odmrożenia, podstawowe eliksiry oczyszczające/wstępnie zamykające rany - w tym drugim przypadku coś doraźnego w ramach lepu na skórę na konieczność działania tymczasowego a nie całkowitego uleczenia, sole trzeźwiące, sterylna rurka, do tego 4x fiolka z eliksirem wiggenowym i jeśli to nie za dużo: malutka kuleczka bezoaru), opakowanie chusteczek higienicznych, różdżka, płyn dezynfekujący, mały scyzoryk wielofunkcyjny w kieszeni, krótki nożyk z ostrzem lekko zagiętym w łuk przy pasku, drugi mały prosty nożyk przy bucie, srebrna zapalniczka, papierośnica z ziołowymi fajkami, piersiówka z czystym alkoholem do odkażania, twardy sygnet rodowy na palcu pod rękawiczkami ze skóry, dobry humor i zgaga