06.10.2024, 11:45 ✶
- Któż mógłby pomyśleć, że nasza Rita jest tak utalentowana? Co jeszcze skrywa? - Zagadnął do Isaaca, gdy ten skomentował występ ich współpracownicy. W pracy była inna, a może to tylko Enzo nie dostrzegał jej artystycznej duszy, która tutaj prezentowała się w całym swym ogromie.
Nie mógł jednak zachwycać się Ritą, gdy nadchodzili kolejni artyści. Choćby z szacunku dla nich, Enzo nie zamierzał dyskutować z Isaaciem podczas ich gry, tańca, ani nawet ukłonów. Tak samo on spodziewał się, że zebrani uszanują jego i jego sztukę, którą uświetnił ich wieczór, choć spodziewał się, że nie wszyscy będą zadowoleni. Głupcy, woleli patrzeć na status krwi, ignorując piękno. Nie widzieli, choć oczy mieli szeroko otwarte.
Szczęśliwie obyło się bez tragedii. Czystokrwiści musieli przełknąć ten łyk dziegciu i zaakceptować artyzm mugolaka. To zeszło szybko na kolejny plan, bo w polu widzenia pojawiła się piękna panna Avery, a wraz z nią Rita.
- Ach, Raphaelo! - Zawołał z emfazą, by podejść do kobiety, gdy ta wyszła już z płytkiej wody. Nie zamierzał moczyć butów, ale mógł lekko objąć kobietę, grzecznie opierając dłonie ledwie na jej ramionach. Nie zamierzał obłapiać panienki w towarzystwie. - Tak bardzo, bardzo dziękuję za uświetnienie tego wieczoru twoją przemową i urodą. - Pochwalił, nachylając się zaraz do młódki, by ucałować ją w policzek, jeśli na to pozwoliła. - Jesteś niczym nimfa pośród wód jeziora. Czy jezioro aby nie jest zbyt zimne? Biedne twoje stópki! - Zaśmiał się, a przywitawszy z Raphaelą, uśmiechnął się do Rity. - Nie rozpoznałem cię, Rito, gdy byłaś tam, na scenie! Czy naprawdę jesteś tą samą osobą, którą widujemy w Ministerstwie? - Zażartował, wyciągając ku niej dłoń z zamiarem ujęcia jej własnej i ucałowania po dżentelmeńsku. - Moje gratulacje, byłaś niesamowita! Ach, Rapahaelo. - Zwrócił się znów do blondyneczki. - Nie miałaś jeszcze okazji poznać Isaaca? To mój serdeczny przyjaciel, również dziennikarz. Isaacu, panna Avery, dzisiejsza gospodyni. - Przedstawił ich sobie.
Nie mógł jednak zachwycać się Ritą, gdy nadchodzili kolejni artyści. Choćby z szacunku dla nich, Enzo nie zamierzał dyskutować z Isaaciem podczas ich gry, tańca, ani nawet ukłonów. Tak samo on spodziewał się, że zebrani uszanują jego i jego sztukę, którą uświetnił ich wieczór, choć spodziewał się, że nie wszyscy będą zadowoleni. Głupcy, woleli patrzeć na status krwi, ignorując piękno. Nie widzieli, choć oczy mieli szeroko otwarte.
Szczęśliwie obyło się bez tragedii. Czystokrwiści musieli przełknąć ten łyk dziegciu i zaakceptować artyzm mugolaka. To zeszło szybko na kolejny plan, bo w polu widzenia pojawiła się piękna panna Avery, a wraz z nią Rita.
- Ach, Raphaelo! - Zawołał z emfazą, by podejść do kobiety, gdy ta wyszła już z płytkiej wody. Nie zamierzał moczyć butów, ale mógł lekko objąć kobietę, grzecznie opierając dłonie ledwie na jej ramionach. Nie zamierzał obłapiać panienki w towarzystwie. - Tak bardzo, bardzo dziękuję za uświetnienie tego wieczoru twoją przemową i urodą. - Pochwalił, nachylając się zaraz do młódki, by ucałować ją w policzek, jeśli na to pozwoliła. - Jesteś niczym nimfa pośród wód jeziora. Czy jezioro aby nie jest zbyt zimne? Biedne twoje stópki! - Zaśmiał się, a przywitawszy z Raphaelą, uśmiechnął się do Rity. - Nie rozpoznałem cię, Rito, gdy byłaś tam, na scenie! Czy naprawdę jesteś tą samą osobą, którą widujemy w Ministerstwie? - Zażartował, wyciągając ku niej dłoń z zamiarem ujęcia jej własnej i ucałowania po dżentelmeńsku. - Moje gratulacje, byłaś niesamowita! Ach, Rapahaelo. - Zwrócił się znów do blondyneczki. - Nie miałaś jeszcze okazji poznać Isaaca? To mój serdeczny przyjaciel, również dziennikarz. Isaacu, panna Avery, dzisiejsza gospodyni. - Przedstawił ich sobie.