06.10.2024, 00:33 ✶
Próżno było szukać na twarzy Cassandry jakiejkolwiek dumy. Wydawała się nieco... znużona, jakby każdy kolejny krok śmierciożerców nie wpisywał się w żaden zakładany przez nią scenariusz i zaczynała się tym niecierpliwić. Marnowali jej czas, a do tego tracili także swój, jakby mieli go nieskończenie wiele na poświęcanie zwiedzaniu Katakumb.
Fawley pewnie byłaby w stanie uwierzyć w to gentelmeństwo, gdyby miała do czynienia tylko z Louvainem, ale teraz przed Rodophusem, kąciki ust drgnęły delikatnie, kiedy próbowała się ostentacyjnie nie skrzywić na jego słowa.
- Jesteście w miejscu, gdzie od lat próbuje się zgłębić zależność życia i śmierci i przełamać dzielące je granice - wepchnęła Lestrange'owi na nowo pochodnię, sięgając do karafki i nalewając z niej do rżniętego kryształu i tak przygotowany napój, zostawiła w spokoju na podeście. - W tej karafce znajduje się próba. Mors solum initium est - Śmierć to dopiero początek. Jeśli chcecie cokolwiek wynieść z tego miejsca dla siebie i naszego Pana, radzę zastanowić się nad tym czy jesteście w stanie poświęcić mu życie. Tak będzie łatwiej - odpowiedziała grzecznie, z dłońmi znowu splecionymi przed sobą, odwracając się wreszcie w stronę wspomnianych przez Nicholasa korytarzy. - Prowadzą w głąb kompleksu - odpowiedziała sztywno, wyraźnie nie chcąc rozwijać temat. - Was interesuje ostatni. Czerwony - dorzuciła łaskawie, wskazując ręką w stronę pierwszego od prawej korytarza.
Każdy z nich wyglądał niemal tak samo; na pierwszy rzut oka nieskończony i prowadzący donikąd. Posiadały rzędy rzeźb i wyłożone były tylko innym kolorem płytek na posadzce. Zaczynając od lewej były to kolejne czarno, biało, żółto i czerwono zabarwiony marmur. W salce gdzie teraz stali, mieszały się ze sobą podobne barwy, ułożone w geometryczne wzory, które najprawdopodobniej nie miały większego znaczenia niż wizja artysty. Pod ścianami też znajdowały się rzeźby, przedstawiające okryte długimi szatami szkielety.
- Najbardziej powinniście uważać na siebie samych. A teraz pijcie - wskazała na karafkę.
Fawley pewnie byłaby w stanie uwierzyć w to gentelmeństwo, gdyby miała do czynienia tylko z Louvainem, ale teraz przed Rodophusem, kąciki ust drgnęły delikatnie, kiedy próbowała się ostentacyjnie nie skrzywić na jego słowa.
- Jesteście w miejscu, gdzie od lat próbuje się zgłębić zależność życia i śmierci i przełamać dzielące je granice - wepchnęła Lestrange'owi na nowo pochodnię, sięgając do karafki i nalewając z niej do rżniętego kryształu i tak przygotowany napój, zostawiła w spokoju na podeście. - W tej karafce znajduje się próba. Mors solum initium est - Śmierć to dopiero początek. Jeśli chcecie cokolwiek wynieść z tego miejsca dla siebie i naszego Pana, radzę zastanowić się nad tym czy jesteście w stanie poświęcić mu życie. Tak będzie łatwiej - odpowiedziała grzecznie, z dłońmi znowu splecionymi przed sobą, odwracając się wreszcie w stronę wspomnianych przez Nicholasa korytarzy. - Prowadzą w głąb kompleksu - odpowiedziała sztywno, wyraźnie nie chcąc rozwijać temat. - Was interesuje ostatni. Czerwony - dorzuciła łaskawie, wskazując ręką w stronę pierwszego od prawej korytarza.
Każdy z nich wyglądał niemal tak samo; na pierwszy rzut oka nieskończony i prowadzący donikąd. Posiadały rzędy rzeźb i wyłożone były tylko innym kolorem płytek na posadzce. Zaczynając od lewej były to kolejne czarno, biało, żółto i czerwono zabarwiony marmur. W salce gdzie teraz stali, mieszały się ze sobą podobne barwy, ułożone w geometryczne wzory, które najprawdopodobniej nie miały większego znaczenia niż wizja artysty. Pod ścianami też znajdowały się rzeźby, przedstawiające okryte długimi szatami szkielety.
- Najbardziej powinniście uważać na siebie samych. A teraz pijcie - wskazała na karafkę.