18.01.2023, 13:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 14:23 przez Brenna Longbottom.)
Brenna potrafiła zwrócić się o pomoc. Tak do Nory teraz, tak i do Erika, gdy Salem namieszał jej w głowie… ale owszem, robiła to bardzo rzadko. I trudno się jej było obyć przy tym wyrzutów sumienia, chociaż jednocześnie w drugą stronę wybijała to innym z głowy.
Ot taki miała charakter, w tym miejscu pewnie dryfujący lekko ku hipokryzji.
- Wiem, kochanie, nie chodzi mi o zapłatę za samo zamówienie. Mam na myśli… raczej gdybyś potrzebowała ściągać z Egiptu oczy skarabeusza na już i kosztowałoby to majątek, to byłoby trochę wredne z mojej strony zrzucać to na ciebie, prawda? – zaznaczyła Brenna. Nie wątpiła, że Nora nie weźmie pieniędzy za samo przygotowanie mikstur i o ile o zlecenia dla siebie by nalegała, tu nie zamierzała. Chodziło o Zakon, więc to byłoby obraźliwe. Ale nie znała się na miksturach i nie była pewna, czy nie wymaga teraz czegoś, czego przygotowanie w tak krótkim czasie będzie wymagało jakichś dodatkowych nakładów.
Uśmiech znów przemknął jej przez wargi, gdy Nora wspomniała, że lepiej być przygotowanym na każdą ewentualność.
- Wreszcie ktoś myśli tak, jak ja. Erik uparcie nazywa to czarnowidztwem – stwierdziła, odnotowując sobie w myślach, by kiedyś (o ile, ehem, oboje przeżyją) móc zacytować Norę Erikowi, kiedy ten znowu zacznie narzekać na to, że siostra wszędzie widzi potencjalne kłopoty. Mógł kłócić się z nią, ale na pewno nie ośmieli się pod tym względem negować słów Nory! Ona bywała wobec Erika dużo skuteczniejsza niż sama Brenna.
Niestety, tutaj widziała ich tak wiele, że sama nie była pewna, o co faktycznie do Figg się zwrócić. Gdyby miała poprosić o każdy eliksir, który mógłby być przydatny, Nora nie tylko potrzebowałaby pół roku na realizację, ale też sama Brenna pojawiłaby się na polanie objuczona jak wielbłąd. Ograniczyła się więc do tej prośby, ale nie miała zamiaru protestować, gdyby alchemiczka coś wymyśliła.
Znów odchyliła się na krześle, unosząc kufel z bezalkoholowym piwem w niby toaście.
- Twoje zdrowie, Nora. Dziękuję za pomoc – powiedziała.
Zdawało się jej, że napój ma nieco zbyt gorzki posmak. Westchnęła, zadzierając głowę, by spojrzeć na ciemne już niebo. Myśli Brenny uciekały do innej nocy, która nadejdzie już wkrótce: i zastanawiała się, czy ognie Beltaine wystarczą, aby rozproszyć mrok.
Ot taki miała charakter, w tym miejscu pewnie dryfujący lekko ku hipokryzji.
- Wiem, kochanie, nie chodzi mi o zapłatę za samo zamówienie. Mam na myśli… raczej gdybyś potrzebowała ściągać z Egiptu oczy skarabeusza na już i kosztowałoby to majątek, to byłoby trochę wredne z mojej strony zrzucać to na ciebie, prawda? – zaznaczyła Brenna. Nie wątpiła, że Nora nie weźmie pieniędzy za samo przygotowanie mikstur i o ile o zlecenia dla siebie by nalegała, tu nie zamierzała. Chodziło o Zakon, więc to byłoby obraźliwe. Ale nie znała się na miksturach i nie była pewna, czy nie wymaga teraz czegoś, czego przygotowanie w tak krótkim czasie będzie wymagało jakichś dodatkowych nakładów.
Uśmiech znów przemknął jej przez wargi, gdy Nora wspomniała, że lepiej być przygotowanym na każdą ewentualność.
- Wreszcie ktoś myśli tak, jak ja. Erik uparcie nazywa to czarnowidztwem – stwierdziła, odnotowując sobie w myślach, by kiedyś (o ile, ehem, oboje przeżyją) móc zacytować Norę Erikowi, kiedy ten znowu zacznie narzekać na to, że siostra wszędzie widzi potencjalne kłopoty. Mógł kłócić się z nią, ale na pewno nie ośmieli się pod tym względem negować słów Nory! Ona bywała wobec Erika dużo skuteczniejsza niż sama Brenna.
Niestety, tutaj widziała ich tak wiele, że sama nie była pewna, o co faktycznie do Figg się zwrócić. Gdyby miała poprosić o każdy eliksir, który mógłby być przydatny, Nora nie tylko potrzebowałaby pół roku na realizację, ale też sama Brenna pojawiłaby się na polanie objuczona jak wielbłąd. Ograniczyła się więc do tej prośby, ale nie miała zamiaru protestować, gdyby alchemiczka coś wymyśliła.
Znów odchyliła się na krześle, unosząc kufel z bezalkoholowym piwem w niby toaście.
- Twoje zdrowie, Nora. Dziękuję za pomoc – powiedziała.
Zdawało się jej, że napój ma nieco zbyt gorzki posmak. Westchnęła, zadzierając głowę, by spojrzeć na ciemne już niebo. Myśli Brenny uciekały do innej nocy, która nadejdzie już wkrótce: i zastanawiała się, czy ognie Beltaine wystarczą, aby rozproszyć mrok.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.