Odkąd pracował w Departamencie Tajemnic, nie przyszło mu do głowy, aby kiedykolwiek wybrać się do Mauzoleum Fawleyów. Nawet, jeżeli miał do nich znacząco blisko, biorąc pod uwagę lokalizację. Ta sama ponura wioska. Owiana różnymi legendami. Oaza Nicholasa, gdzie czuł się najlepiej. Wśród mroku i cmentarzy. Nie bez powodu dołączył do klubu Spectum. Nie tylko śmierć, ale i duchy wydawały się być interesującym tematem. Być może zapracowany, aby osiągnąć jak najwięcej w swoim życiu, znaleźć swój cel, nie skupił szczególnej uwagi na tym miejscu. Na Mauzoleum, które mogło skrywać dla niego jeszcze więcej ciekawostek, informacji, odpowiedzi na pytania. Czy Czarny Pan wiedział, że tego potrzebował Travers? Że wykonując dla niego zadanie, wyznaczył odpowiednią osobę do tego?
Lestrange wciąż bywał milczący. Nawet podczas krótkiej drogi, prowadzącej do zakrytego przez roślinność wejścia. Choć nauczony aby nie ufać nikomu, czujność wciąż zachowywał. Nie wyjmował jeszcze różdżki, bo wiem znał poniekąd kobietę ze spotkań i seansów. Zachowywał ostrożność. Być może miała być także okazem do sprawdzenia, jak bardzo była wobec Voldemorta lojalna. Jak bardzo im pomoże i ich nie wyda. Stąd ta ostrożność w skrywaniu tożsamości. Obserwacja otoczenia, czy nie było pułapek, nieproszonych osób.
Weszli do środka. Mieli możliwość spojrzenia na interesujące przedmioty, rzeczy pozostałości, które najpewniej nie były przeznaczone do ekspozycji. A może jednak? Kobieta do nich ponownie zagadała. Nicholas zmarszczył brwi. Miała ich tylko zabrać w konkretne miejsce, nie było mowy o prowadzeniu rozmów. Nie wiadomo też, czy byli tutaj sami, czy jej głos miał zwrócić na kogoś uwagę.
W tym momencie, w tej ciemności, Nicholas wyciągnął swoją różdżkę. Aby w razie czego być już uzbrojonym. Zerknął na Viperę, jakby chciał spojrzeniem dać mu do zrozumienia, aby był bardziej ostrożny, bardziej skupiony. Nawet jeżeli nic nie mówił, niech ma oczy dookoła głowy.
- Co ta część Mauzoleum ma wspólnego z miejscem, gdzie masz nas zaprowadzić?Odpowiedział dość chłodno. Jasno dając do zrozumienia, że to nie czas i miejsce na prowadzenie zwyczajnych rozmów. Nie chcieli zwracać na siebie uwagi. Jego ton głosu był surowy ale i zniekształcony przez maskę.