01.10.2024, 13:00 ✶
Rozmowa o aukcji była tylko przystawką, jak winogrono wsunięte w usta, jak sok z owocu, który był zbyt słodki, zbyt prymitywny, wobec całej palety smaków, eksplozji doznań i potoku opowieści, które potrafił na języku wywołać jeden łyk wina. Machnął niedbale ręką, niczym dyrygent, wskazując, że ta nitka jest dla niego zamknięta, nieistotna i wymazana.
– Cóż praca dla goblinów powinna być zostawiona goblinom, choć oczywiście bank jest stabilnym miejscem pracy. Pamiętam, że nie chciałeś podejmować pracy w OMSHMie jak Twoja siostra i oczywiście szanuję Twoją decyzję, mając pewne przeczucie co do jej powodów niemniej... – umilkł w połowie zdania wahając się pozornie nad ciągiem dalszym zdania. Jego twarz przybrała dobrotliwy wyraz, pełen troski, gdy znów spojrzał na młodziutką twarz swojego krewniaka. – Wspominałem ostatnio kilka moich podróży, w trakcie których niekiedy moje ścieżki krzyżowały się z klątwołamaczem, niejakim Thomasem Figgiem. Może zorganizowałbym Wam spotkanie, zdaje się, że ów mężczyzna miał przekonanie co do tego, że najlepiej uczyć się przez praktykę wykraczającą poza ciasne angielskie. Umówmy się w banku nie ma aż tylu interesujących egzemplarzy, a tak się składa, że miałbym możliwość skontaktować się z jednymi wykopaliskami, gdzie mają spore podejrzenie, że zawartość grobowca jest przeklęta... – roztaczał wizję, podsycał marzenia. Zdawał sobie sprawę, że nie wszyscy lubią podróżować, choć kompletnie tego nie rozumiał. I gdzieś w środku bardzo, ale to bardzo chciał, żeby dzieci Charlotte były bezpieczne. Na Ritę mógł uważać sam, mając ją tak blisko, kształtując jej relację z dyplomatami, których aura w razie czego mogłaby odstraszyć śmierciożerców. Ale Jasper... był za daleko jego opiekuńczych ramion i zdecydowanie mu to nie odpowiadało.
– Cóż praca dla goblinów powinna być zostawiona goblinom, choć oczywiście bank jest stabilnym miejscem pracy. Pamiętam, że nie chciałeś podejmować pracy w OMSHMie jak Twoja siostra i oczywiście szanuję Twoją decyzję, mając pewne przeczucie co do jej powodów niemniej... – umilkł w połowie zdania wahając się pozornie nad ciągiem dalszym zdania. Jego twarz przybrała dobrotliwy wyraz, pełen troski, gdy znów spojrzał na młodziutką twarz swojego krewniaka. – Wspominałem ostatnio kilka moich podróży, w trakcie których niekiedy moje ścieżki krzyżowały się z klątwołamaczem, niejakim Thomasem Figgiem. Może zorganizowałbym Wam spotkanie, zdaje się, że ów mężczyzna miał przekonanie co do tego, że najlepiej uczyć się przez praktykę wykraczającą poza ciasne angielskie. Umówmy się w banku nie ma aż tylu interesujących egzemplarzy, a tak się składa, że miałbym możliwość skontaktować się z jednymi wykopaliskami, gdzie mają spore podejrzenie, że zawartość grobowca jest przeklęta... – roztaczał wizję, podsycał marzenia. Zdawał sobie sprawę, że nie wszyscy lubią podróżować, choć kompletnie tego nie rozumiał. I gdzieś w środku bardzo, ale to bardzo chciał, żeby dzieci Charlotte były bezpieczne. Na Ritę mógł uważać sam, mając ją tak blisko, kształtując jej relację z dyplomatami, których aura w razie czego mogłaby odstraszyć śmierciożerców. Ale Jasper... był za daleko jego opiekuńczych ramion i zdecydowanie mu to nie odpowiadało.