01.10.2024, 10:35 ✶
Aura tego miejsca idealnie odpowiadała temu, gdzie się znajdowali. Mauzoleum było owiane tajemnicą, którą mieli odkryć na polecenie Mistrza. Otoczenie jasno wskazywało na to, że panowała tu raczej... grobowa atmosfera. Mu to nie przeszkadzało: po samej nazwie domyślał się, że to może tak wyglądać. Zerknął odruchowo na Nicholasa, a przez głowę przemknęła mu myśl, że jego obecność tutaj bardzo pasowała. Nie odezwał się jednak, idąc za Cassandrą, uważając jakiekolwiek słowa za zbędne. Nie przyszli tutaj zawierać nowych znajomości i chociaż Louvain zapewniał, że Fawley to osoba, która chce się przysłużyć sprawie, tak Lestrange wolał być ostrożny. Nie była jedną z nich, nie była tak blisko całej sprawy, by mógł jej zaufać. W zasadzie to nie ufał również innym śmierciożercom, więc kobieta nie stanowiła tu wyjątku i nawet jeżeli dostąpiłaby zaszczytu noszenia mrocznego znaku, to i tak by jej nie ufał.
Nie podejrzewał, że weszliby głównym wejściem, dlatego gdy Cassandra odsłoniła bluszcz różdżką, jego własna dłoń zacisnęła się na chwilę na rękojeści swojej różdżki. To był odruch, chociaż może i odrobinę paranoja. Ruszył za kobietą, przechodząc do środka niemalże natychmiast. Nie chciał tracić czasu. To, na co natrafili, było... Cóż. Nie to, że się nie spodziewał, ale wykrzywił usta, ukryte pod maską. Truchło centaura, ludzkie organy... Czemu miał wrażenie, że to czego będą szukać, miało coś wspólnego z nekromancją?
Gdy Fawley próbowała ich zagadnąć, zmrużył oczy. Nie chciał, by wiedziała cokolwiek o nim czy jego towarzyszu: nawet takie drobnostki jak to, czy byli tu wcześniej. Wzruszył więc ramionami, nie zamierzając odpowiadać na zadane pytanie. Jak już było wspomniane: wcale nie byli tutaj, by nawiązywać nowe znajomości. Rozejrzał się raz jeszcze po pomieszczeniu, a potem utkwił błyszczące oczy w Nicholasie. Jeżeli będą się babrać w zwłokach różnych istot bez ładu i składu, to nie był zadowolony, ale musiał oddać mu prym w tej misji. To on był ekspertem od śmierci.
Nie podejrzewał, że weszliby głównym wejściem, dlatego gdy Cassandra odsłoniła bluszcz różdżką, jego własna dłoń zacisnęła się na chwilę na rękojeści swojej różdżki. To był odruch, chociaż może i odrobinę paranoja. Ruszył za kobietą, przechodząc do środka niemalże natychmiast. Nie chciał tracić czasu. To, na co natrafili, było... Cóż. Nie to, że się nie spodziewał, ale wykrzywił usta, ukryte pod maską. Truchło centaura, ludzkie organy... Czemu miał wrażenie, że to czego będą szukać, miało coś wspólnego z nekromancją?
Gdy Fawley próbowała ich zagadnąć, zmrużył oczy. Nie chciał, by wiedziała cokolwiek o nim czy jego towarzyszu: nawet takie drobnostki jak to, czy byli tu wcześniej. Wzruszył więc ramionami, nie zamierzając odpowiadać na zadane pytanie. Jak już było wspomniane: wcale nie byli tutaj, by nawiązywać nowe znajomości. Rozejrzał się raz jeszcze po pomieszczeniu, a potem utkwił błyszczące oczy w Nicholasie. Jeżeli będą się babrać w zwłokach różnych istot bez ładu i składu, to nie był zadowolony, ale musiał oddać mu prym w tej misji. To on był ekspertem od śmierci.