01.10.2024, 09:57 ✶
Być może Atreus zdążył wypchnąć z głowy ich krótką wymianę listów, ale jego mina, gdy zobaczył siostrę na progu, aż za dobrze pokazywała, że w tej chwili sobie o nich przypomniał.
Nie przypominała wcielenia furii, która przybyła ukarać go za wszystkie grzechy. Nie leżało to w naturze Florence. Poza tym, niestety lub stety, minęły już czasy, w których Atreusa można było zbesztać, a potem odesłać do łóżka, kiedy coś przeskrobał – a przecież i kiedy te czasy trwały, Florence starała się z jednej strony stanowić przeciwwagę dla nazbyt pobłażliwej matki, z drugiej pamiętać, że dzieci były dziećmi i nie można było karać ich za każde przewinienie. Choćby dlatego, że gdy faktycznie wpadną w kłopoty, nie przyjdą wtedy po pomoc.
Ale tak, bywały rzeczy, które warto było wyjaśnić, a tych w ostatnich tygodniach zbierało się coraz więcej i więcej aż w końcu Florence uznała, że stanie z boku nie zda tutaj egzaminu. Choć, oczywiście, nie zamierzała krzyczeć.
Krzyczenie Florence pozostawiała zwykle innym. Lubiła myśleć, że ona sama nie potrzebuje podnosić głosu.
– Nie szkodzi, rozgoszczę się sama – powiedziała uzdrowicielka, zsuwając z ramion lekki płaszczyk, który narzuciła na koszulę, bo rankiem bywało już chłodno. Powiesiła go na wieszaku, a potem przeszła do kuchni, nie czekając nawet na zaproszenie, i jej spojrzenie przesunęło się po meblach, gdy poszukiwała zmian, jakie mogłyby zajść w środku. Gdy otworzyła szafki, przekonała się, że czajnik, filiżanki oraz herbaty leżą w tych samych miejscach, w których trzymała ciotka Lavinia. – Chociaż gdyby mój brat jednak nie był halucynacją, najwyraźniej nawiedzającą mnie w Little Hangleton, bo mogłabym przysiąc, że jednak jest w domu… byłabym wdzięczna, gdyby mógł mi wyjaśnić kilka niezrozumiałych dla mnie kwestii – stwierdziła spokojnie, napełniając czajnik wodą, by potem stuknąć w niego różdżką, traktując naczynie zaklęciem rozgrzewającym. – Zalać też dla ciebie? – spytała, sięgając po woreczek czarnej herbaty, bardzo starannie pomijając ten drugi. Wiedziała, co jest w środku i tak trochę na wyrost założyła, że Atreus też jest tego świadomy.
Nie przypominała wcielenia furii, która przybyła ukarać go za wszystkie grzechy. Nie leżało to w naturze Florence. Poza tym, niestety lub stety, minęły już czasy, w których Atreusa można było zbesztać, a potem odesłać do łóżka, kiedy coś przeskrobał – a przecież i kiedy te czasy trwały, Florence starała się z jednej strony stanowić przeciwwagę dla nazbyt pobłażliwej matki, z drugiej pamiętać, że dzieci były dziećmi i nie można było karać ich za każde przewinienie. Choćby dlatego, że gdy faktycznie wpadną w kłopoty, nie przyjdą wtedy po pomoc.
Ale tak, bywały rzeczy, które warto było wyjaśnić, a tych w ostatnich tygodniach zbierało się coraz więcej i więcej aż w końcu Florence uznała, że stanie z boku nie zda tutaj egzaminu. Choć, oczywiście, nie zamierzała krzyczeć.
Krzyczenie Florence pozostawiała zwykle innym. Lubiła myśleć, że ona sama nie potrzebuje podnosić głosu.
– Nie szkodzi, rozgoszczę się sama – powiedziała uzdrowicielka, zsuwając z ramion lekki płaszczyk, który narzuciła na koszulę, bo rankiem bywało już chłodno. Powiesiła go na wieszaku, a potem przeszła do kuchni, nie czekając nawet na zaproszenie, i jej spojrzenie przesunęło się po meblach, gdy poszukiwała zmian, jakie mogłyby zajść w środku. Gdy otworzyła szafki, przekonała się, że czajnik, filiżanki oraz herbaty leżą w tych samych miejscach, w których trzymała ciotka Lavinia. – Chociaż gdyby mój brat jednak nie był halucynacją, najwyraźniej nawiedzającą mnie w Little Hangleton, bo mogłabym przysiąc, że jednak jest w domu… byłabym wdzięczna, gdyby mógł mi wyjaśnić kilka niezrozumiałych dla mnie kwestii – stwierdziła spokojnie, napełniając czajnik wodą, by potem stuknąć w niego różdżką, traktując naczynie zaklęciem rozgrzewającym. – Zalać też dla ciebie? – spytała, sięgając po woreczek czarnej herbaty, bardzo starannie pomijając ten drugi. Wiedziała, co jest w środku i tak trochę na wyrost założyła, że Atreus też jest tego świadomy.