– Dobrze, będę za tobą chodzić krok w krok – zachichotała pod nosem, mrużąc na moment oczy, zastanawiając się, kiedy Cathal by ją odgonił, gdyby taki scenariusz faktycznie był grany. – Musimy ustalić komendę, żeby się nie zorientowała, a żebym ja mogła robić swoje czary. Co powiesz naa… kauczuk? Musisz to umiejętnie wpleść w rozmowę – paplała dalej, właściwie to bez większego ładu i składu, bo zupełnie pierwsze, co jej przychodziło na myśl. Te kłótnie Cathala i Nell bywały już legendarne. Zresztą jedna z nich była początkiem tej historii, w której Shafiq i McGonagall znaleźli się w dziwacznej jaskini ukrytej pod grobowcem, bo przecież to po Wielkiej Kłótni Nell potrzebowała się rozerwać w Hogsmeade i ten moment wybrał sobie jakiś… ktoś, by spróbować coś wykraść z obozu.
Raczej trudno było sobie wyobrazić, by Ginny miała się z kimś faktycznie kłócić. Nie była uparta, chociaż ambicji jej nie brakowało, nie była też osobą, która musi mieć ostatnie zdanie w rozmowie. Ogólnie była raczej ugodowa, tyle że lubiła od czasu do czasu zagrać komuś na nosie, bo też w ten sposób lubiła okazywać swoją sympatię: dogryzając sobie, ale raczej nieszkodliwie. No i chaos, czasami lubiła oglądać, jak świat płonie, więc delikatnie podpuszczała koleżanki… zwykle wystarczało jedno celne zdanie, a reszta działa się sama. Zapytana, nie umiałaby wskazać żadnej faktycznej kłótni między nią a Calem, albo Nell czy Letą. To też nie tak, że zawsze się wycofywała z ostrzejszej rozmowy, po prostu uważała, że nie ma co się ponosić w takich momentach. Ale nieraz kogoś zrugała, bo nie stosował się do zaleceń lekarza.
– To bardziej jak ćmy niż motyle. Ćmy ciągnie do światła – stwierdziła, słuchając krótkiej opowieści Cathala o grobowcach w Hogsmeade. – Wiesz, że teraz jeszcze bardziej chcę je zobaczyć, prawda? – bo mieli, ale potem były inne, ważniejsze rzeczy i ot… A Ginevra była ciekawska jak kot, niemalże wszędzie musiała coś tyknąć, wsadzić łapkę – niedosłownie, bo nie była tak nierozważna (chociaż żaba zżarła ją przecież nieprzypadkowo) – a taki stary mechanizm z „motylami”? Pewnie Thomas byłby też ciekawy, jak to działa.
Uśmiechnęła się pod nosem niemalże triumfalnie, kiedy kamień zmienił się w gładką, lodową taflę, po czym nagle zalśnił jakimś swoim magicznym, wewnętrznym blaskiem, dziwny znak wtopił się, kliknęło i… coś, co blokowało im przejście – zniknęło. Ginny przekrzywiła lekko głowę, jakby miała dzięki temu lepiej zobaczyć wnętrze kolejnego grobowca.
Dwie skrzynie. No cóż…
– To co? Rób swoje czary-mary i panowie przodem, czy jednak mam iść pierwsza? – uśmiechnęła się uprzejmie, odwracając się do Cathala, po czym ukłoniła się leciutko i dłońmi wskazała mu drogę.