02.10.2024, 20:04 ✶
Nawet różdżkarze popełniali błędy; raz na kilkaset lub nawet kilkadziesiąt różdżek, które wychodziły spod ich dłoni, pojawiał się on - model wadliwy, nieudane dzieło, dziecko, do którego się nie przyznawali. Wstyd ukrywany w zamykanych na klucz szufladach. Nawet w Szlachetnym i Starożytnym Rodzie Blacków musiały zdarzyć się pomyłki - i Perseus właśnie nią był. Obarczony chorobą, niezdolny do wpasowania się w ciasno określone przez przodków ramy.
Laurent usiadł obok niego i Perseus poczuł się tak, jakby słońce przedarło się miękkim snopem przez burzowe chmury. Pozwolił mu poprawić koc na swoich ramionach i przez chwilę zapragnął przytulić oprzeć czoło o jego ciepły bark, tak samo jak wtedy na łodzi, kiedy go obejmował.
— Nie uspokoisz mnie tak łatwo — pokręcił głową z łagodnym uśmiechem migoczącym w kącikach ust - niemym przecież żartuję wypisane w grymasie - lecz spojrzenie miał poważne, a ramiona ugięły się nieznacznie, jakby właśnie spoczął na nich kolejny ciężar — Astaroth jest silny — silniejszy niż sam Perseus, musiał przyznać ku własnej rozpaczy; taki ktoś mógłby z łatwością obronić Laurenta przed wszelkimi niebezpieczeństwami świata — Ale nawet on nie powinien tak długo zostawać pod wodą. To jezioro mąci zmysły.
Delikatne vibrato wybrzmiewało w głosie Blacka, a jego ton stał się subtelnie podniesiony - to zazdrość chwyciła go za gardło i utrudniała mu swobodną wypowiedź. Wreszcie opanował się na tyle, by odszukać dłonią rękę Laurenta, przyjemnie ciepłej pomimo czasu spędzonego w wodzie i spleść palce z jego własnymi. Nadziwić się przy tym nie mógł miękkiemu aksamitowi jego skóry delikatnie zaróżowionym na knykciach. Uniósł jego dłoń do swoich ust i pocałował każdy z osobna, powoli; ze strachem, że Prewett zaraz się wycofa oraz z zuchwałym pragnieniem przedłużenia tej chwili. Walczył, by
— Powinienem? — dopiero teraz odważył się ponownie skrzyżować z nim spojrzenie, a jego oczy płonęły jadeitem; dzikim i nienasyconym. Przekrzywił głowę, a potem uśmiechnął się z czułością majaczącą na granicy obscenicznej wręcz paternalistyczności, obnażając przy tym równy rząd białych zębów. Zwykłych, ludzkich, niepodobnych do drapieżnika, którym musiał być w oczach Laurenta przez ostatnie dni. I choć było to na pewien sposób okrutne, tak Perseus nie chciał myśleć o Vesperze; teraz, gdy niebezpieczeństwo minęło, celowo odwracał wzrok od jej obrazu majaczącego w jego głowie, rozwiewał go machnięciem ręki w taki sam sposób, w jaki odgania się natrętnego owada. Zmieni się, poprawi, stanie przed jej obliczem skruszonym - ale jeszcze nie teraz, kiedy jeszcze nie pojął dlaczego jego serce tak uparcie wyrywa się ku temu młodzieńcowi. — Być może by mi to nie zaszkodziło. Nie mogłem jednak odejść, zanim nie upewnię się, że wszystko z wami w porządku — że wszystko z tobą w porządku — I... Chciałem z tobą porozmawiać.
O tym, że to nie nasza, lecz gwiazd naszych wina.
Laurent usiadł obok niego i Perseus poczuł się tak, jakby słońce przedarło się miękkim snopem przez burzowe chmury. Pozwolił mu poprawić koc na swoich ramionach i przez chwilę zapragnął przytulić oprzeć czoło o jego ciepły bark, tak samo jak wtedy na łodzi, kiedy go obejmował.
— Nie uspokoisz mnie tak łatwo — pokręcił głową z łagodnym uśmiechem migoczącym w kącikach ust - niemym przecież żartuję wypisane w grymasie - lecz spojrzenie miał poważne, a ramiona ugięły się nieznacznie, jakby właśnie spoczął na nich kolejny ciężar — Astaroth jest silny — silniejszy niż sam Perseus, musiał przyznać ku własnej rozpaczy; taki ktoś mógłby z łatwością obronić Laurenta przed wszelkimi niebezpieczeństwami świata — Ale nawet on nie powinien tak długo zostawać pod wodą. To jezioro mąci zmysły.
Delikatne vibrato wybrzmiewało w głosie Blacka, a jego ton stał się subtelnie podniesiony - to zazdrość chwyciła go za gardło i utrudniała mu swobodną wypowiedź. Wreszcie opanował się na tyle, by odszukać dłonią rękę Laurenta, przyjemnie ciepłej pomimo czasu spędzonego w wodzie i spleść palce z jego własnymi. Nadziwić się przy tym nie mógł miękkiemu aksamitowi jego skóry delikatnie zaróżowionym na knykciach. Uniósł jego dłoń do swoich ust i pocałował każdy z osobna, powoli; ze strachem, że Prewett zaraz się wycofa oraz z zuchwałym pragnieniem przedłużenia tej chwili. Walczył, by
— Powinienem? — dopiero teraz odważył się ponownie skrzyżować z nim spojrzenie, a jego oczy płonęły jadeitem; dzikim i nienasyconym. Przekrzywił głowę, a potem uśmiechnął się z czułością majaczącą na granicy obscenicznej wręcz paternalistyczności, obnażając przy tym równy rząd białych zębów. Zwykłych, ludzkich, niepodobnych do drapieżnika, którym musiał być w oczach Laurenta przez ostatnie dni. I choć było to na pewien sposób okrutne, tak Perseus nie chciał myśleć o Vesperze; teraz, gdy niebezpieczeństwo minęło, celowo odwracał wzrok od jej obrazu majaczącego w jego głowie, rozwiewał go machnięciem ręki w taki sam sposób, w jaki odgania się natrętnego owada. Zmieni się, poprawi, stanie przed jej obliczem skruszonym - ale jeszcze nie teraz, kiedy jeszcze nie pojął dlaczego jego serce tak uparcie wyrywa się ku temu młodzieńcowi. — Być może by mi to nie zaszkodziło. Nie mogłem jednak odejść, zanim nie upewnię się, że wszystko z wami w porządku — że wszystko z tobą w porządku — I... Chciałem z tobą porozmawiać.
O tym, że to nie nasza, lecz gwiazd naszych wina.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory