27.09.2024, 05:15 ✶
- No... kleszcz... - powiedział powoli, niemal podejrzliwie, przypatrując się jej przez dłuższą chwilę, czy może nie zebrało jej się w tym momencie na żarty, ze się go o to dopytuje. Ale zaraz oczy mu się nieco szerzej otworzyły, kiedy coś w jego głowie kliknęło, że to chyba było na poważnie i ona faktycznie nie wiedziała co to kleszcze. - Kleszcz to tak, taki robak. Bardzo małe, jak się chodzi w trawie to można je nałapać. W sensie wchodzą na człowieka, wbijając się w ciało i pijąc jego krew. Na zwierzęta z resztą też i warto niektóre z nich po spacerach sprawdzać, żeby nic się nie stało, bo takie kleszcze nawet jeśli malutkie, to mogą być zabójcze. Przenoszą różne choroby, więc jak nie wiesz co to kleszcz to może i lepiej bo to znaczy ze żaden cię nigdy nie ugryzł. Ale gdyby tak zrobił to nie można ich zwyczajnie wyrwać, bo wtedy im główka może i tak zostać w człowieku i zatruwać organizm. Trzeba go złapać o tak - Bertie oczywiście zaraz gestem zaczął jej demonstrować jak tego kleszcza należy łapać, żeby nie miała wątpliwości. - A potem go wykręcasz jak śrubkę. Warto go też spalić, utopić, albo jakoś inaczej zabić. NIE WYRZUCAĆ, broń Matko bo wtedy się do kogoś znowu przyczepi.
Po podzieleniu się z nią rozległą wiedzą na temat kleszczy, chociaż w sumie wcale nie było tego tak dużo, jak o tym pomyśleć, bo mógł jej jeszcze powiedzieć jakie najłatwiej spotkać w okolicy, gdzie, czy w ogóle w tym roku był ich wysyp i co zrobić, kiedy się źle poczujesz, poświęcił jej już swoją niepodzielna uwagę, nie przerywając jej nawet na momencik. Jak chciał, to był bardzo dobrym słuchaczem i umiał siedzieć cicho, chłonąc każde kolejne słowo, szczególnie kiedy były wypowiadane przez bliskie mu osoby. W końcu też pokiwał głową, że no ogarnia co mu właśnie wytłumaczyła.
- Hm, rozumiem. W sumie mogłem się tego spodziewać, że istnieją różne szkoły. To tak jak z gotowaniem, niektórzy robią tak, drudzy inaczej, a pod koniec można powiedzieć że efekt jest taki sam albo bardzo podobny. Ja bym chyba wolał rozmawiać z kimś kto mnie zna... Bo to zawsze lepiej móc pogadać z kimś od serca i to jego rad wysłuchać. Rozmawianie o rzeczach niezwykle intymnych, jakiekolwiek by one nie były wydaje mi się niezwykle krępujące na dłuższą metę. A może nie krępujące, ale takie puste, wiesz? Zero emocji, bo to jakby się szło do specjalisty, który ma cię zbadać, ogłosić diagnozę i odesłać do domu z lekiem. Puste takie i bez życia. Ah, wiesz w sumie to nie żony, ale rozumiem co masz na myśli - uśmiechnął się do niej ciepło. Bo Bertie kochał wszystkie swoje żony, nawet po śmierci i złego słowa by o nich nie powiedział. - W sumie jakbyś nie miała nic przeciwko, to bardzo bym chciał, żebyś mi kiedyś postawiła tarota. Ooo, tak sobie teraz pomyślałem też, że może ten tarot to i mnie by coś podsunął odnośnie fasolek? To by było cu-do-wne! - klasnął niemal w dłonie, a potem objął Millie ramieniem i przyjrzał się jej dziełu.
- No, powiem ci Mills, całkiem ładnie ci to wszystko wyszło. Jest bardzo ekspresyjny i moim zdaniem - pasuje do ciebie. Jestem absolutnie przekonany, że wszystkim się spodoba i będą zachwyceni, jak im powiem że to ty go malowałaś. Szczególnie Alastor. No, to teraz tylko posprzątać - uśmiechnął się do niej dobrotliwie, specjalnie wspominając o Alastorze bo coś czuł, że znowu to on jej chodzi po głowie. Dał jej chwilę na pomyślenie czy ochłonięcie z gonitwy myśli, samemu biorąc się za sprzątanie farbek i chowanie ich na miejsce. Zabrał też pędzelki, umył je i też umieścił w torbie, na koniec przecierając podłogę tam gdzie ją poplamiła, podobnie jak blat stołu. Na temat tego małego bałaganu nie powiedział nic, bo to przecież był szał twórczy i jak najbardziej pożądany przy takim malowaniu.
Po podzieleniu się z nią rozległą wiedzą na temat kleszczy, chociaż w sumie wcale nie było tego tak dużo, jak o tym pomyśleć, bo mógł jej jeszcze powiedzieć jakie najłatwiej spotkać w okolicy, gdzie, czy w ogóle w tym roku był ich wysyp i co zrobić, kiedy się źle poczujesz, poświęcił jej już swoją niepodzielna uwagę, nie przerywając jej nawet na momencik. Jak chciał, to był bardzo dobrym słuchaczem i umiał siedzieć cicho, chłonąc każde kolejne słowo, szczególnie kiedy były wypowiadane przez bliskie mu osoby. W końcu też pokiwał głową, że no ogarnia co mu właśnie wytłumaczyła.
- Hm, rozumiem. W sumie mogłem się tego spodziewać, że istnieją różne szkoły. To tak jak z gotowaniem, niektórzy robią tak, drudzy inaczej, a pod koniec można powiedzieć że efekt jest taki sam albo bardzo podobny. Ja bym chyba wolał rozmawiać z kimś kto mnie zna... Bo to zawsze lepiej móc pogadać z kimś od serca i to jego rad wysłuchać. Rozmawianie o rzeczach niezwykle intymnych, jakiekolwiek by one nie były wydaje mi się niezwykle krępujące na dłuższą metę. A może nie krępujące, ale takie puste, wiesz? Zero emocji, bo to jakby się szło do specjalisty, który ma cię zbadać, ogłosić diagnozę i odesłać do domu z lekiem. Puste takie i bez życia. Ah, wiesz w sumie to nie żony, ale rozumiem co masz na myśli - uśmiechnął się do niej ciepło. Bo Bertie kochał wszystkie swoje żony, nawet po śmierci i złego słowa by o nich nie powiedział. - W sumie jakbyś nie miała nic przeciwko, to bardzo bym chciał, żebyś mi kiedyś postawiła tarota. Ooo, tak sobie teraz pomyślałem też, że może ten tarot to i mnie by coś podsunął odnośnie fasolek? To by było cu-do-wne! - klasnął niemal w dłonie, a potem objął Millie ramieniem i przyjrzał się jej dziełu.
- No, powiem ci Mills, całkiem ładnie ci to wszystko wyszło. Jest bardzo ekspresyjny i moim zdaniem - pasuje do ciebie. Jestem absolutnie przekonany, że wszystkim się spodoba i będą zachwyceni, jak im powiem że to ty go malowałaś. Szczególnie Alastor. No, to teraz tylko posprzątać - uśmiechnął się do niej dobrotliwie, specjalnie wspominając o Alastorze bo coś czuł, że znowu to on jej chodzi po głowie. Dał jej chwilę na pomyślenie czy ochłonięcie z gonitwy myśli, samemu biorąc się za sprzątanie farbek i chowanie ich na miejsce. Zabrał też pędzelki, umył je i też umieścił w torbie, na koniec przecierając podłogę tam gdzie ją poplamiła, podobnie jak blat stołu. Na temat tego małego bałaganu nie powiedział nic, bo to przecież był szał twórczy i jak najbardziej pożądany przy takim malowaniu.
Koniec sesji