24.09.2024, 14:30 ✶
W Szkodzi nigdy nie była, a szkoda, wydawała się ciekawym i barwnym miejscem. W jakiś dziwny sposób egzotycznym. Niby to samo, a jednak inne - z własnymi tradycjami, przekonaniami i tradycjami, które pielęgnują, starając się wyolbrzymić nawet drobne różnice. Wcale jej to nie dziwiło.
-No brzmi jak bełkot - przyznała z rozbawieniem, zauważając, że mają podobny stosunek do akcentu brytyjczyków. Liczyła, że sama również przywyknie, gdy zostanie tu dłużej niż na okres świąteczny czy wakacyjny podczas odwiedzania rodziny. Teraz miała tu zostać na znacznie dłużej, a w zasadzie to na stałe. Liczyła, że również się z tym oswoi, a sam akcent przestanie jej w jakiś sposób drażnić, chociaż podejrzewała, że niejako jest to związane z tęsknotą za ojczystym językiem.
-Ta.. - skinęła głową na temat szkoły, a jej usta wykrzywiły się w nieco rozbawionym uśmiechu, widząc jej entuzjazm. Szkołę wspominała dobrze, nie była zszokowana dyscypliną, ale w jej domu również taka była.
-Musiałam się nauczyć ćwierkać po szwedzku - wyznała, dodając zaraz - ale jest podobny do norweskiego, więc nie było to szczególnie trudne...
Temat wrócił do żabek, bardzo interesujących żabek.
Na opis żabiego języka dodając do niego niebanalny komentarz, prychnęła rozbawionym śmiechem.
-Nie boje się potaplać w błocie - wyznała rozbawiona - a kto wie, może jako brunetka będę bardziej atrakcyjna -zachichotała - u siebie często się ciągałam po jakiś dziwnych miejscach, wypady na łono natury są zajebiste, a zapach lasu bardzo przyjemny - stwierdziła widocznie w dobrym humorze. W końcu spotkała kogoś, kto potrafił być równie rozrywkowy. Nieco luźniejszy, bez silenia się na bycia poważnym, bez zadzierania nosa.
-No to ustalone, kiedyś zabierzesz mnie na żaby, a ja... - zamyśliła się, nie bardzo wiedząc co mogłaby zrobić aby w jakikolwiek sposób się zrekompensować - Wywoływałaś kiedyś duchy? - zerknęła na nią. W sumie walczyła z żabami, ale czy miała styczność z martwymi? I co więcej, jeśli nie miała, to czy tematyka wyda jej się w jakiś sposób ciekawa.
Nie miała ani męża, ani dzieci i wychodziło na to, że przyjaciół chyba też za wielu nie miała. Przynajmniej to poniekąd sugerowały jej słowa, chociaż nie bardzo dawała temu wiary. Dziewczyna była bardzo towarzyska, w dodatku jej nastrój bardzo się udzielał. Trochę jak magnez na innych. Co prawda duża część ludzi jest upierdliwa i w swej upierdliwości uwielbia marudzić i się czepiać o brak uwagi, ale na pewno byli tacy, co to zaakceptowali.
-Aj tam, nie ma co tracić czasu na takich - prychnęła - Każdy jest inny, ma inny rytm życia i potrzeby społeczne. Wiem po sobie, też lubię czasem się zaszyć i nie mam ochoty widzieć nikogo, a to wcale nie znaczy że ich nie lubię. Tyle, że... niektórzy nie potrafią tego zrozumieć, co jest frustrujące - wyciągnęła szklaneczkę w jej kierunku - wznieśmy toast za upierdliwych ludzi, aby pojawilo się w nich choć troche zrozumienia...
Opis randkowego wydarzenia wywołał uśmiech na jej twarzy. Aż żałowała, że nie mogła poprzyglądać się ów konfliktowi. Zawsze bawiły ją tego typu rzeczy. Szczególnie zazdrość. Czy ona była kiedyś o kogoś zazdrosna? co prawda jest terytorialna, więc pewnie zazdrosna być potrafi.
Skinęła głową, podnosząc tyłek z krzesła
-Luzik, flaszkę wezmę z domu. Moja ukochana Kuzyneczka robi najlepszy bimber i nalewki pod słońcem, nie ma co się wykosztowywać - stwierdziła z rozbawieniem, odstawiając pustą szklankę - można powiedzieć, że los karmi mój alkoholizm - zaśmiała się cicho, ruszając do wyjścia.
-Patrzeć na ludzi z góry? - na jej usta wpłynął szeroki uśmiech - masz na myśli dach? Ajj, Faye, czuję, że się zakolegujemy - stwierdziła w widocznie dobrym humorze. Podobał jej się sposób myślenia dziewczyny, miała wrażenie, że nadają na podobnych falach.
-No brzmi jak bełkot - przyznała z rozbawieniem, zauważając, że mają podobny stosunek do akcentu brytyjczyków. Liczyła, że sama również przywyknie, gdy zostanie tu dłużej niż na okres świąteczny czy wakacyjny podczas odwiedzania rodziny. Teraz miała tu zostać na znacznie dłużej, a w zasadzie to na stałe. Liczyła, że również się z tym oswoi, a sam akcent przestanie jej w jakiś sposób drażnić, chociaż podejrzewała, że niejako jest to związane z tęsknotą za ojczystym językiem.
-Ta.. - skinęła głową na temat szkoły, a jej usta wykrzywiły się w nieco rozbawionym uśmiechu, widząc jej entuzjazm. Szkołę wspominała dobrze, nie była zszokowana dyscypliną, ale w jej domu również taka była.
-Musiałam się nauczyć ćwierkać po szwedzku - wyznała, dodając zaraz - ale jest podobny do norweskiego, więc nie było to szczególnie trudne...
Temat wrócił do żabek, bardzo interesujących żabek.
Na opis żabiego języka dodając do niego niebanalny komentarz, prychnęła rozbawionym śmiechem.
-Nie boje się potaplać w błocie - wyznała rozbawiona - a kto wie, może jako brunetka będę bardziej atrakcyjna -zachichotała - u siebie często się ciągałam po jakiś dziwnych miejscach, wypady na łono natury są zajebiste, a zapach lasu bardzo przyjemny - stwierdziła widocznie w dobrym humorze. W końcu spotkała kogoś, kto potrafił być równie rozrywkowy. Nieco luźniejszy, bez silenia się na bycia poważnym, bez zadzierania nosa.
-No to ustalone, kiedyś zabierzesz mnie na żaby, a ja... - zamyśliła się, nie bardzo wiedząc co mogłaby zrobić aby w jakikolwiek sposób się zrekompensować - Wywoływałaś kiedyś duchy? - zerknęła na nią. W sumie walczyła z żabami, ale czy miała styczność z martwymi? I co więcej, jeśli nie miała, to czy tematyka wyda jej się w jakiś sposób ciekawa.
Nie miała ani męża, ani dzieci i wychodziło na to, że przyjaciół chyba też za wielu nie miała. Przynajmniej to poniekąd sugerowały jej słowa, chociaż nie bardzo dawała temu wiary. Dziewczyna była bardzo towarzyska, w dodatku jej nastrój bardzo się udzielał. Trochę jak magnez na innych. Co prawda duża część ludzi jest upierdliwa i w swej upierdliwości uwielbia marudzić i się czepiać o brak uwagi, ale na pewno byli tacy, co to zaakceptowali.
-Aj tam, nie ma co tracić czasu na takich - prychnęła - Każdy jest inny, ma inny rytm życia i potrzeby społeczne. Wiem po sobie, też lubię czasem się zaszyć i nie mam ochoty widzieć nikogo, a to wcale nie znaczy że ich nie lubię. Tyle, że... niektórzy nie potrafią tego zrozumieć, co jest frustrujące - wyciągnęła szklaneczkę w jej kierunku - wznieśmy toast za upierdliwych ludzi, aby pojawilo się w nich choć troche zrozumienia...
Opis randkowego wydarzenia wywołał uśmiech na jej twarzy. Aż żałowała, że nie mogła poprzyglądać się ów konfliktowi. Zawsze bawiły ją tego typu rzeczy. Szczególnie zazdrość. Czy ona była kiedyś o kogoś zazdrosna? co prawda jest terytorialna, więc pewnie zazdrosna być potrafi.
Skinęła głową, podnosząc tyłek z krzesła
-Luzik, flaszkę wezmę z domu. Moja ukochana Kuzyneczka robi najlepszy bimber i nalewki pod słońcem, nie ma co się wykosztowywać - stwierdziła z rozbawieniem, odstawiając pustą szklankę - można powiedzieć, że los karmi mój alkoholizm - zaśmiała się cicho, ruszając do wyjścia.
-Patrzeć na ludzi z góry? - na jej usta wpłynął szeroki uśmiech - masz na myśli dach? Ajj, Faye, czuję, że się zakolegujemy - stwierdziła w widocznie dobrym humorze. Podobał jej się sposób myślenia dziewczyny, miała wrażenie, że nadają na podobnych falach.