23.09.2024, 21:28 ✶
Jej uwagę szybko przykuł zwrot, który padł, gdy ten wyłaniał się z roślinności. Brzmiał egzotycznie, a to z kolei budziło ciekawość. Cokolwiek powiedział, nie brzmiało znajomo, jednakże pies zdawał się zareagować.
W dodatku nastawienie futrzaka uległo drastycznej zmianie od momentu w którym pojawił się jego właściciel - nie miała wątpliwości co do ich znajomości. Futrzak ewidentnie czuł się przy nim zarówno pewnie, co bezpiecznie, stając się o wiele bardziej towarzyski.
Na jej usta wpłynął szelmowski uśmiech, gdy padło stwierdzenie o nieśmiałości duchów
-Aj, Malusi, chyba jesteś zbyt skromny. Widziałeś się w lustrze? - zagaiła, mrużąc ślepia, tym samym nadając im kociego wyrazu - Wzrostu matka natura ci nie poskąpiła... - stwierdziła nieco rozbawiona. Chwilową ciszę przerwał metaliczny stukot, gdy Scarlett szturchnęła palcem zamknięcie zapalniczki, które wróciło na swoje pierwotne miejsce.
Skupiła na nim wzrok, gdy zdawał się skamienieć. Zrobiła coś nie tak? Był zagorzałym przeciwnikiem palenia czy jaki chuj?
Uniosła delikatnie brew, gdy wrócił do żywych, zaraz chowając papierośnicę. Miał swoje. To znaczy, że palił, a absurdalna teoria jakoby był przeciwnikiem palenia mogła bez skrupułów wylądować w koszu.
-Raczej tchórz, chociaż kto wiee... - wymruczała, zastanawiając się nad losem wisielca - Niektórzy potrafili się szarpnąć, gdy w grę wchodziły pieniądze... -zerknęła na niego, a na jej usta na powrót wpłynął kpiący uśmiech.
-Ya know, za drzwiami bieda, a rodzinka w przypadku zgonu mogła liczyć na finansowe wsparcie. Taka niskobudżetowa wersja Prometeusza - zaciągnęła się papierosem, przenosząc wzrok na czerwoną nitkę. Była już stara, a szkarłatny kolor zdawał się dawno zblednąć.
-Poza tym niekiedy pierdolą sensowniej niż żywi... i nie udają, bo nie mają już ku temu powodu...- Zerknęła na niego, gdy do jej świadomości dotarło pytanie. Jej usta wykrzywiły się w niejakim niezadowoleniu
-Wiesz, jak chciałeś mnie obrazić to Ci się udało - mruknęła z niejakim zniesmaczeniem. Przynajmniej wiedziała, że On sam mugolem nie był. Ot plus sytuacyjny. Jak to było... myśl pozytywnie, a... coś tam było dalej.
- Z twojego pytania wnoszę, że ty również do mugoli nie należysz... - dodała zaraz, zaciągając się papierosem. To dobrze, szkoda by był mugolem, zmarnowałby się.
-To co... śpieszysz się do domu, czy może... - uniosła flaszkę cytrynówki, którą zabrała ze sobą na wyprawę tej nocy. Ah jak dobrze mieć siostrę, która pędzi bimber i robi nalewki. Uśmiechnęła się zawadiacko - dasz się skusić na nocne bajdurzenie o niczym przy dobrej naleweczce? Co prawda kubków nie przewidziałam, ale chorób nie roznoszę - zaśmiała się cicho - To jak, Malusi? Możemy potem obczaić co, a raczej kto, się kryje na końcu drogi - skinęła głową w kierunku czerwonej nici, której jeden koniec był przywiązany do gałęzi, zaś drugi prowadził w głąb lasu.
W dodatku nastawienie futrzaka uległo drastycznej zmianie od momentu w którym pojawił się jego właściciel - nie miała wątpliwości co do ich znajomości. Futrzak ewidentnie czuł się przy nim zarówno pewnie, co bezpiecznie, stając się o wiele bardziej towarzyski.
Na jej usta wpłynął szelmowski uśmiech, gdy padło stwierdzenie o nieśmiałości duchów
-Aj, Malusi, chyba jesteś zbyt skromny. Widziałeś się w lustrze? - zagaiła, mrużąc ślepia, tym samym nadając im kociego wyrazu - Wzrostu matka natura ci nie poskąpiła... - stwierdziła nieco rozbawiona. Chwilową ciszę przerwał metaliczny stukot, gdy Scarlett szturchnęła palcem zamknięcie zapalniczki, które wróciło na swoje pierwotne miejsce.
Skupiła na nim wzrok, gdy zdawał się skamienieć. Zrobiła coś nie tak? Był zagorzałym przeciwnikiem palenia czy jaki chuj?
Uniosła delikatnie brew, gdy wrócił do żywych, zaraz chowając papierośnicę. Miał swoje. To znaczy, że palił, a absurdalna teoria jakoby był przeciwnikiem palenia mogła bez skrupułów wylądować w koszu.
-Raczej tchórz, chociaż kto wiee... - wymruczała, zastanawiając się nad losem wisielca - Niektórzy potrafili się szarpnąć, gdy w grę wchodziły pieniądze... -zerknęła na niego, a na jej usta na powrót wpłynął kpiący uśmiech.
-Ya know, za drzwiami bieda, a rodzinka w przypadku zgonu mogła liczyć na finansowe wsparcie. Taka niskobudżetowa wersja Prometeusza - zaciągnęła się papierosem, przenosząc wzrok na czerwoną nitkę. Była już stara, a szkarłatny kolor zdawał się dawno zblednąć.
-Poza tym niekiedy pierdolą sensowniej niż żywi... i nie udają, bo nie mają już ku temu powodu...- Zerknęła na niego, gdy do jej świadomości dotarło pytanie. Jej usta wykrzywiły się w niejakim niezadowoleniu
-Wiesz, jak chciałeś mnie obrazić to Ci się udało - mruknęła z niejakim zniesmaczeniem. Przynajmniej wiedziała, że On sam mugolem nie był. Ot plus sytuacyjny. Jak to było... myśl pozytywnie, a... coś tam było dalej.
- Z twojego pytania wnoszę, że ty również do mugoli nie należysz... - dodała zaraz, zaciągając się papierosem. To dobrze, szkoda by był mugolem, zmarnowałby się.
-To co... śpieszysz się do domu, czy może... - uniosła flaszkę cytrynówki, którą zabrała ze sobą na wyprawę tej nocy. Ah jak dobrze mieć siostrę, która pędzi bimber i robi nalewki. Uśmiechnęła się zawadiacko - dasz się skusić na nocne bajdurzenie o niczym przy dobrej naleweczce? Co prawda kubków nie przewidziałam, ale chorób nie roznoszę - zaśmiała się cicho - To jak, Malusi? Możemy potem obczaić co, a raczej kto, się kryje na końcu drogi - skinęła głową w kierunku czerwonej nici, której jeden koniec był przywiązany do gałęzi, zaś drugi prowadził w głąb lasu.