-Tworzą te lustra, żeby ludzie się pośmiali z czyjegoś wyglądu bez obrażania ich, że faktycznie tak wyglądają - powiedział. -Bez względu na to, czy się urodził Pięknością czy Szkaradą.
Lustro, przy którym przeszedł, skurczyło go o połowę jego wzrostu i odrobinę pogrubiło jego nogi - czy tak by wyglądał, gdyby urodził się goblinem? Nah, jeszcze szpiczaste uszy, długi nos, zmarszczki i wieczny grymas na brzydkiej twarzy.
-To jest Wesołe Miasteczko, nie Gabinet "Poczuj się Lepiej, Brzydalu".
Wraz z ostatnim słowem, które powiedział, uwaga młodziaków, do tej pory rzucających Charlotte oburzone spojrzenia, przeniosła się na niego. Na pucołowatych policzkach dziewczyny, zdobionych licznymi piegami i bliznami po pryszczach, pojawił się intensywny rumieniec. Jej towarzysz, równie okrągły chłopak o przydługich, niemodnie ułożonych włosach, próbował ją pocieszyć, co chwila zerkając z ukosu na Jaspera i jego matkę. Jessie wsunął dłonie w kieszenie spodni, odetchnął lekko, przesunął spojrzeniem po sylwetce dziewczyny i uniósł brew, krzywiąc się lekko. Zazwyczaj nie miał problemu z tym, jak ktoś wyglądał - to nie była jego sprawa, czy ktoś wolał mieć więcej tłuszczu, czy raczej popisywać się mięśniami - ale niektórzy za bardzo lubili przesadzać. Bo niby co dawało im prawo do oburzenia i krytykowania jego matki, skoro ich wygląd nie był spowodowany genetyką czy zdrowiem, a zwykłym zaniedbaniem.
Skoro nie dbacie o siebie, to czemu do nas macie pretensje?
Pora sobie poszła, wielce oburzona.
Na to poważne oświadczenie Charlotte aż zachciało mu się śmiać.
-Chciałbym zobaczyć, jakich byś mi znalazła tych znajomych - to by mogło być ciekawe, ale źle mówiłoby o nim. - Wiesz, że ja mam "normalnych" znajomych, prawda? Jeśli mi nie wierzysz, możesz spytać Electrę Prewett. Wspominała nawet ostatnio, że chciałaby cię poznać.
Biedna Electra. Nie wiedziała, w co mogłaby się wpakować.
-Miałabyś nie jedno a kilka odbić swojej twarzy. Nie chciałabyś tego?
Z gabinetu wyszedł za matką i znów weszli w tłum mugoli, cieszących się atrakcjami. Przechodzący obok nich clown zrobił przed nimi piruet, ukłonił się nisko Charlotte i wyciągnął w jej stronę sznurek, do którego przywiązany był duży, kolorowy balon w kształcie tęczy.
-O, pasuje ci - zaśmiał się Jessie.