20.09.2024, 21:31 ✶
Uśmiechnął się pod nosem. To było zdecydowanie coś, co pasowało mu do Erika - nieśmiała opieszałość w budowaniu relacji kontrastująca z jego odwagą i siłą w pozostałych kwestiach. Nie jesteś więc osobą, którą można pocałować na pierwszej randce?, cisnęło mu się na usta. A potem to nie zmysły zostały rozpalone, lecz sucha ściółka tląca się jeszcze miejscami, by po chwili zgasnąć z cichym syknięciem. Unoszący się w powietrzu dym nie był być może szczególnie intensywny, ale wdzierał się w płuca bezlitośnie, zmuszając Perseusa do kaszlu i sprawiając, że oczy zaszkliły się od łez.
Spojrzał tymi wilgotnymi oczami na ciepłą, dużą dłoń spoczywającą na jego ramieniu, a potem żylaste przedramię przechodzące w silne barki i na twarz znajdującą się nad nimi; symetryczną i pod każdym względem piękną - ciemne brwi łagodnie wyginające się w łuki nad jadeitem oczu w złotej oprawie, prosty nos, wyraźnie zarysowana linia żuchwy i wąskie usta. Och, jakże interesującym doznaniem byłoby poznanie ich smaku, pogładzenie szorstkiego policzka i złożenie głowy na szerokim torsie...
— Żyjemy, ale co to za życie? — wysilił się na żart, by odwrócić uwagę od uczuć kłębiących się teraz w nim. Rozejrzał się ostrożnie, obolały po nagłym ataku — Widziałeś, co nas tak urządziło? Wydaje mi się, że to jakaś olbrzymia sklątka tylnowybuchowa, a jeśli... — tutaj zawiesił głos i obrócił głowę w stronę krzewów, w którym zniknęło stworzenie i przełknął nerwowo ślinę — Jeśli to prawda, musimy się jak najszybciej stąd wynosić i kogoś powiadomić. Na opatrzenie ewentualnych ran będzie czas za chwilę.
Tak też uczynił, choć niechętnie przerwał kontakt fizyczny. Podniósł się i nawet nie kwapił się z otrzepaniem ubrania; zamiast tego pokuśtykał w stronę swojej laski samotnie porzuconej na leśnej ścieżce i podniósł ją ostrożnie, jakby obawiając się, że zdobiąca ją posrebrzana głowa kruka będzie gorąca jak wszystko wokół (wliczając w to również Erika Longbottoma). Dopiero wtedy przypomniał sobie, aby poszukać czegoś jeszcze...
— Na Merlina — wypowiedziane takim tonem, że nie pozostawiał wątpliwości co do tego, że Merlin został przywołany tutaj jako przekleństwo — Chyba zgubiłem różdżkę...
Spojrzał tymi wilgotnymi oczami na ciepłą, dużą dłoń spoczywającą na jego ramieniu, a potem żylaste przedramię przechodzące w silne barki i na twarz znajdującą się nad nimi; symetryczną i pod każdym względem piękną - ciemne brwi łagodnie wyginające się w łuki nad jadeitem oczu w złotej oprawie, prosty nos, wyraźnie zarysowana linia żuchwy i wąskie usta. Och, jakże interesującym doznaniem byłoby poznanie ich smaku, pogładzenie szorstkiego policzka i złożenie głowy na szerokim torsie...
— Żyjemy, ale co to za życie? — wysilił się na żart, by odwrócić uwagę od uczuć kłębiących się teraz w nim. Rozejrzał się ostrożnie, obolały po nagłym ataku — Widziałeś, co nas tak urządziło? Wydaje mi się, że to jakaś olbrzymia sklątka tylnowybuchowa, a jeśli... — tutaj zawiesił głos i obrócił głowę w stronę krzewów, w którym zniknęło stworzenie i przełknął nerwowo ślinę — Jeśli to prawda, musimy się jak najszybciej stąd wynosić i kogoś powiadomić. Na opatrzenie ewentualnych ran będzie czas za chwilę.
Tak też uczynił, choć niechętnie przerwał kontakt fizyczny. Podniósł się i nawet nie kwapił się z otrzepaniem ubrania; zamiast tego pokuśtykał w stronę swojej laski samotnie porzuconej na leśnej ścieżce i podniósł ją ostrożnie, jakby obawiając się, że zdobiąca ją posrebrzana głowa kruka będzie gorąca jak wszystko wokół (wliczając w to również Erika Longbottoma). Dopiero wtedy przypomniał sobie, aby poszukać czegoś jeszcze...
— Na Merlina — wypowiedziane takim tonem, że nie pozostawiał wątpliwości co do tego, że Merlin został przywołany tutaj jako przekleństwo — Chyba zgubiłem różdżkę...
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory