19.09.2024, 14:43 ✶
Jego usta na ułamek sekundy wykrzywiły się w wybitnie kpiącym grymasie - Perseusz jest nieoszlifowanym diamentem? Nie, ta pizdeczka zasługiwała najwyżej na bycie nieoszlifowanym rombem. Zdecydował się jednak zatrzymać tę obserwację dla siebie i, pokiwawszy jedynie głową z aprobatą, kontynuował entuzjastyczne słuchanie zaskakująco afirmatywnej odpowiedzi Malfoya.
– Oh, oczywiście. Bez wątpienia obaj potrafimy wydedukować, kogo ta inicjatywa docelowo miałaby wspierać – odparł, uśmiechając się sugestywnie, i pochylił się w kierunku Kanclerza. – Mam pewne marzenie. Na szczęście jestem człowiekiem twardo stąpającym po ziemi i nie interesuje mnie zatracanie się w płonnych mrzonkach. Moje marzenie jest piękne, naprawdę, ale, co ważniejsze, ziścić się może przy odrobinie samozaparcia i sprzyjających okolicznościach. Chciałbym zawiązać dumną, wiarygodną, okraszoną naszymi imionami... – Nie tylko nazwiskami. – ...organizację pożytku publicznego. Myślę, że byłoby lepsze dla nauki i dla Lecznicy, aby zewnętrzny podmiot zajął się przeprowadzaniem akcji charytatywnych i rozporządzaniem funduszami zgromadzonymi za ich pomocą. Jakkolwiek szanuję głęboką ekspertyzę magimedyków w ich specjalizacjach, to sądzę, że brakuje im wiedzy w dziedzinie finansów i marketingu, którą pochwalić możesz się ty.
"I ja. I JA!" - powinien pozostawać skromny. Przynajmniej umiarkowanie.
– Wspólnie moglibyśmy stworzyć coś naprawdę imponującego i... intratnego. Bez uciążliwego podatku od darowizn ucinającego zyski i z prawem do nieodpłatnej reklamy w publicznych mediach bylibyśmy niepowstrzymani w naszej misji rozwoju szlachetnej sztuki leczenia udręczonych umysłów. Mógłbym zapytać mojego świeżo upieczonego bratanka o to, czego najbardziej potrzebuje. Mógłbym przedyskutować z nim plany na badania nowoczesnych technik leczenia, wymagających zapewne zróżnicowanego i kosztownego wyposażenia, być może zasugerować mu pewne substancje, na rozpowszechnieniu stosowania których mógłby się skupić. Opcji jest mnóstwo, wszystkie tylko czekają na to, żeby się nimi zainteresować. Ale najważniejsze... – Uśmiechnął się znowu, tym razem dziwnie frywolnie. – Najważniejsze, że Perseusz byłby przeszczęśliwy. Dzięki naszemu poświęceniu w końcu zyskałby pełną wolność, o której inaczej mógłby najwyżej pomarzyć. I to nie w taki sposób, jak ja. Ufam, że wiesz, że on nie jest zdolny do marzenia w ten sposób.
Perseusz sam sobie nie poradzi, przyjaciel sam sobie nie poradzi. Potrzebuje jego pomocy!
– Oh, oczywiście. Bez wątpienia obaj potrafimy wydedukować, kogo ta inicjatywa docelowo miałaby wspierać – odparł, uśmiechając się sugestywnie, i pochylił się w kierunku Kanclerza. – Mam pewne marzenie. Na szczęście jestem człowiekiem twardo stąpającym po ziemi i nie interesuje mnie zatracanie się w płonnych mrzonkach. Moje marzenie jest piękne, naprawdę, ale, co ważniejsze, ziścić się może przy odrobinie samozaparcia i sprzyjających okolicznościach. Chciałbym zawiązać dumną, wiarygodną, okraszoną naszymi imionami... – Nie tylko nazwiskami. – ...organizację pożytku publicznego. Myślę, że byłoby lepsze dla nauki i dla Lecznicy, aby zewnętrzny podmiot zajął się przeprowadzaniem akcji charytatywnych i rozporządzaniem funduszami zgromadzonymi za ich pomocą. Jakkolwiek szanuję głęboką ekspertyzę magimedyków w ich specjalizacjach, to sądzę, że brakuje im wiedzy w dziedzinie finansów i marketingu, którą pochwalić możesz się ty.
"I ja. I JA!" - powinien pozostawać skromny. Przynajmniej umiarkowanie.
– Wspólnie moglibyśmy stworzyć coś naprawdę imponującego i... intratnego. Bez uciążliwego podatku od darowizn ucinającego zyski i z prawem do nieodpłatnej reklamy w publicznych mediach bylibyśmy niepowstrzymani w naszej misji rozwoju szlachetnej sztuki leczenia udręczonych umysłów. Mógłbym zapytać mojego świeżo upieczonego bratanka o to, czego najbardziej potrzebuje. Mógłbym przedyskutować z nim plany na badania nowoczesnych technik leczenia, wymagających zapewne zróżnicowanego i kosztownego wyposażenia, być może zasugerować mu pewne substancje, na rozpowszechnieniu stosowania których mógłby się skupić. Opcji jest mnóstwo, wszystkie tylko czekają na to, żeby się nimi zainteresować. Ale najważniejsze... – Uśmiechnął się znowu, tym razem dziwnie frywolnie. – Najważniejsze, że Perseusz byłby przeszczęśliwy. Dzięki naszemu poświęceniu w końcu zyskałby pełną wolność, o której inaczej mógłby najwyżej pomarzyć. I to nie w taki sposób, jak ja. Ufam, że wiesz, że on nie jest zdolny do marzenia w ten sposób.
Perseusz sam sobie nie poradzi, przyjaciel sam sobie nie poradzi. Potrzebuje jego pomocy!