19.09.2024, 10:45 ✶
Imogen nigdy nie zadowalała się półśrodkami; zarówno w miłości, jak i nienawiści angażowała się całą sobą - płomiennie, bezprecedensowo, niebezpiecznie zakrawając o obsesję. W swoich młodzieńczych uczuciach do Augustusa była gotowa pójść za nim choćby na sam koniec świata lub jeszcze dalej, zejść do samego Hadesu, udowodnić swoją lojalność, okazać, jak wielce jest dla niej ważny. Ale kiedy już złapała go w swoją sieć, usidliła i uzależniła od siebie, poczuła, że życie w Little Hangleton ją męczy. Że bycie żoną i matką - choć niewątpliwie chlubne - nie było tym, czego pragnęła od życia. To znaczy, nie jedynym, w czym się widziała. Chciała, aby świat padł do jej stóp.
Augustus mógł jej to dać. Wystarczyło tylko, aby odpowiednio nim pokierowała...
Wsunęła dłoń pod jego ramię i pozwoliła się odprowadzić od tego zamieszania z niekrytą ulgą, że to nie ona będzie musiała dłużej zajmować się niezdarną staruchą i jej krasnalowymi przygodami. Niech pracownik sklepu ogarnie ten rozgardiasz - ona nie miała do tego głowy, ani przede wszystkim nie było w niej krzty ochoty na interakcję z nieznajomą. Wszystkie ruchy Imogen były wyuczone, starannie wypracowane przez lata - w oczach męża miała być ciepła, serdeczna i pełna troski. Nie mogła sobie pozwolić na pęknięcia w tej masce.
— Ależ oczywiście, że tak, najdroższy — twarz czarownicy momentalnie się rozpogodziła, a bursztynowe oczy rozbłysły blaskiem charakterystycznym dla momentów, kiedy w wyobraźni widziała coś, co bardzo jej się podobało. Tym razem była to witrażowa lampa na komodzie pod ścianą, oczywiście od jej strony łóżka, by mogła podziwiać kolorowe szkiełka przed snem. — Och? A cóż takiego dla mnie szykujesz? — przechyliła głowę zaskoczona, ale w ten pozytywny sposób, a usta natychmiast rozchyliły się w łagodnym uśmiechu; stonowanym, by nie wyrazić nadmiernego entuzjazmu, ale też nie okazać jego całkowitego braku. Plany mieszkaniowe brzmiały nieco enigmatycznie i podniecająco, pokiwała więc głową jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Tak, muszą omówić kwestię przeprowadzki.
Załatwiwszy wszystkie formalności w sklepie z antykami, ponownie znaleźli się na ulicy Pokątnej. Szli pod rękę, ona dumna niczym paw, jakby chciała oznajmić całemu światu "widzicie tego mężczyznę obok? to mój mąż! mój i tylko mój, możecie jedynie wodzić za nim żałosne tęskne spojrzenia, ale on i tak wybierze mnie!". Dzień był upalny, jak bywa w lipcu, ale Imogen zdawało się to w ogóle nie przeszkadzać; elegancki kapelusz o szerokim rondzie, najnowszy krzyk mody, chronił jej głowę i część szczupłych ramion przed żarem lejącym się z nieba.
— Wiesz, że nie wydaliśmy jeszcze całkowicie mojego posagu? — podjęła, niby od niechcenia wędrując spojrzeniem na witrynę mijanego sklepu; nie mogła sobie odmówić tej próżności i pośpiesznie obejrzała się w szybie, by upewnić się, że wygląda nienagannie. — Nowe mieszkanie będzie idealną okazją, żeby wreszcie ruszyć moją skrytkę u Gringotta.
Augustus mógł jej to dać. Wystarczyło tylko, aby odpowiednio nim pokierowała...
Wsunęła dłoń pod jego ramię i pozwoliła się odprowadzić od tego zamieszania z niekrytą ulgą, że to nie ona będzie musiała dłużej zajmować się niezdarną staruchą i jej krasnalowymi przygodami. Niech pracownik sklepu ogarnie ten rozgardiasz - ona nie miała do tego głowy, ani przede wszystkim nie było w niej krzty ochoty na interakcję z nieznajomą. Wszystkie ruchy Imogen były wyuczone, starannie wypracowane przez lata - w oczach męża miała być ciepła, serdeczna i pełna troski. Nie mogła sobie pozwolić na pęknięcia w tej masce.
— Ależ oczywiście, że tak, najdroższy — twarz czarownicy momentalnie się rozpogodziła, a bursztynowe oczy rozbłysły blaskiem charakterystycznym dla momentów, kiedy w wyobraźni widziała coś, co bardzo jej się podobało. Tym razem była to witrażowa lampa na komodzie pod ścianą, oczywiście od jej strony łóżka, by mogła podziwiać kolorowe szkiełka przed snem. — Och? A cóż takiego dla mnie szykujesz? — przechyliła głowę zaskoczona, ale w ten pozytywny sposób, a usta natychmiast rozchyliły się w łagodnym uśmiechu; stonowanym, by nie wyrazić nadmiernego entuzjazmu, ale też nie okazać jego całkowitego braku. Plany mieszkaniowe brzmiały nieco enigmatycznie i podniecająco, pokiwała więc głową jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Tak, muszą omówić kwestię przeprowadzki.
Załatwiwszy wszystkie formalności w sklepie z antykami, ponownie znaleźli się na ulicy Pokątnej. Szli pod rękę, ona dumna niczym paw, jakby chciała oznajmić całemu światu "widzicie tego mężczyznę obok? to mój mąż! mój i tylko mój, możecie jedynie wodzić za nim żałosne tęskne spojrzenia, ale on i tak wybierze mnie!". Dzień był upalny, jak bywa w lipcu, ale Imogen zdawało się to w ogóle nie przeszkadzać; elegancki kapelusz o szerokim rondzie, najnowszy krzyk mody, chronił jej głowę i część szczupłych ramion przed żarem lejącym się z nieba.
— Wiesz, że nie wydaliśmy jeszcze całkowicie mojego posagu? — podjęła, niby od niechcenia wędrując spojrzeniem na witrynę mijanego sklepu; nie mogła sobie odmówić tej próżności i pośpiesznie obejrzała się w szybie, by upewnić się, że wygląda nienagannie. — Nowe mieszkanie będzie idealną okazją, żeby wreszcie ruszyć moją skrytkę u Gringotta.
![[Obrazek: 55rG7le.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=55rG7le.png)
please, dance with me in the dark