19.09.2024, 01:02 ✶
Zaczerwienił się lekko. Wprawdzie nie miał wątpliwości, że przynajmniej część gości będzie zainteresowana jej występem, tak mógł zgodzić się z nią w jednym względem: jeśli szukała publiczności, która była zapoznana z jej dorobkiem artystycznym i doceni każdy, nawet najdrobniejszy element jej występu, to... Kręgi towarzyskie Erika mogły ją pod tym względem zawieźć. Nie ze względu na poczucie estetyki, a po prostu przez brak obycia w tej konkretnej sferze sztuki. No może poza Anthonym, pomyślał trzeźwo. Jedyny, który mógłby w razie czego ratować honor towarzystwa.
— Ekhm. Nie ma pani zespołu? Żadnych... współpracowników? — Wbił w nią skonfundowane spojrzenie. Równie dobrze mogła mu oświadczyć, że obecnie panująca Ministra Magii utrzymuje zdecydowanie zbyt intymne relacje z jednym ze swoich skrzatów domowych. — Czyli... Wszystko pani organizuje sama? Finanse, organizowanie występów, pani działalność... Żadnego woźnicy do zaklętej karocy? Żadnego... niczego?
Sądził, że za panną Avery stała jakaś machina... promocyjna. Jakieś znaczące nazwiska w świecie sztuki, które ją promowały i dbały o to, aby nie musiała przejmować się pomniejszymi sprawami związanymi ze swoimi występami. Nie oczekiwał zastępów ochroniarzy i stada asystentek, ale dwu- lub trzyosobowy zespół najbliższych współpracowników? To wydawało się niemalże w stu procentach pewne! Bardzo mocno go zaskoczyła.
— Pani najlepiej zna swoje ograniczenia i największe atuty — podjął temat, nie zamierzając sprzeczać się z czarownicą w tej kwestii. Faktycznie, jego oczekiwania mogły nie być zbytnio realistyczne, więc nie chciał zaciekle walczyć o coś, co mogło w ostatecznym rozrachunku skończyć się małą katastrofą. — A skoro te piętnaście-dwadzieścia minut to lepsze rozwiązanie, to nie będę się kłócił.
Spiął się mimowolnie na wzmiankę o pogrzebie. Bądź co bądź, sam pochował wuja Derwina ledwie kilka dni po katastrofie na obchodach. Na szczęście wówczas nikt nie wpadł na pomysł zatrudnienia zespołu, orkiestry czy solistki. Może to i lepiej, biorąc pod uwagę, jak osobista okazała się to uroczystość. Skinął ledwo zauważalnie głową, przyjmując do wiadomości wieści na temat dotychczasowych doświadczeń Stelli. Cóż, skoro jej dana tragedia nie dotykała, to czemu miałaby odmawiać rodzinom zmarłych? Każdy przechodził żałobę na swój własny sposób. Może niektórzy potrzebowali odpowiedniej nutki, aby ruszyć do przodu ze swoim życiem.
— Cóż, mam nadzieję, że do końca października nie spotkają nas większe tragedie niż dotychczas. — Uśmiechnął się krzywo. — Wolałbym też, żeby nie trafił się żaden pogrzeb w okolicy Święta Duchów. Może wtedy wszyscy wyjdziemy zadowoleni z mojego przyjęcia.
Erik i goście z uśmiechem na twarzy, a Stella usatysfakcjonowana wykonaniem zlecenia i sporą sumką na koncie w Banku Gringotta.
— Ekhm. Nie ma pani zespołu? Żadnych... współpracowników? — Wbił w nią skonfundowane spojrzenie. Równie dobrze mogła mu oświadczyć, że obecnie panująca Ministra Magii utrzymuje zdecydowanie zbyt intymne relacje z jednym ze swoich skrzatów domowych. — Czyli... Wszystko pani organizuje sama? Finanse, organizowanie występów, pani działalność... Żadnego woźnicy do zaklętej karocy? Żadnego... niczego?
Sądził, że za panną Avery stała jakaś machina... promocyjna. Jakieś znaczące nazwiska w świecie sztuki, które ją promowały i dbały o to, aby nie musiała przejmować się pomniejszymi sprawami związanymi ze swoimi występami. Nie oczekiwał zastępów ochroniarzy i stada asystentek, ale dwu- lub trzyosobowy zespół najbliższych współpracowników? To wydawało się niemalże w stu procentach pewne! Bardzo mocno go zaskoczyła.
— Pani najlepiej zna swoje ograniczenia i największe atuty — podjął temat, nie zamierzając sprzeczać się z czarownicą w tej kwestii. Faktycznie, jego oczekiwania mogły nie być zbytnio realistyczne, więc nie chciał zaciekle walczyć o coś, co mogło w ostatecznym rozrachunku skończyć się małą katastrofą. — A skoro te piętnaście-dwadzieścia minut to lepsze rozwiązanie, to nie będę się kłócił.
Spiął się mimowolnie na wzmiankę o pogrzebie. Bądź co bądź, sam pochował wuja Derwina ledwie kilka dni po katastrofie na obchodach. Na szczęście wówczas nikt nie wpadł na pomysł zatrudnienia zespołu, orkiestry czy solistki. Może to i lepiej, biorąc pod uwagę, jak osobista okazała się to uroczystość. Skinął ledwo zauważalnie głową, przyjmując do wiadomości wieści na temat dotychczasowych doświadczeń Stelli. Cóż, skoro jej dana tragedia nie dotykała, to czemu miałaby odmawiać rodzinom zmarłych? Każdy przechodził żałobę na swój własny sposób. Może niektórzy potrzebowali odpowiedniej nutki, aby ruszyć do przodu ze swoim życiem.
— Cóż, mam nadzieję, że do końca października nie spotkają nas większe tragedie niż dotychczas. — Uśmiechnął się krzywo. — Wolałbym też, żeby nie trafił się żaden pogrzeb w okolicy Święta Duchów. Może wtedy wszyscy wyjdziemy zadowoleni z mojego przyjęcia.
Erik i goście z uśmiechem na twarzy, a Stella usatysfakcjonowana wykonaniem zlecenia i sporą sumką na koncie w Banku Gringotta.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞