- Wiem, wiem, pewne rzeczy się nie zmieniają. - Gawędził z nią, jakby nigdy nic. Minęło już trochę czasu, ale w tym momencie nie czuła jego upływu, a przecież powinna. Trochę tak już mieli, że często się od siebie oddalali, a później znowu na siebie trafiali i zachowywali się, jakby wcale nie byli sobie obcy. To nie było zdrowe, miała tego świadomość, ale nie umiała do końca ignorować jego obecności. Przyzwyczaiła się do tego, że pojawia się i znika, chociaż tym razem zajęło mu to trochę więcej czasu, że też musiał trafić na moment, kiedy nie była w najlepszej formie. Nie zamierzała go spławić, chyba jednak potrzebowała towarzystwa, może dobrze się stało, że Ronald po niego poszedł. W sumie to bawiło ją, że nadal byli ze sobą kojarzeni, chociaż nie była już jego problemem.
Tak naprawdę od kilku dni czuła niepokój, od kiedy przyśnił jej się ten realny sen. Od tego wszystko się zaczęło. Gdy zamykała oczy widziała przed sobą bestię, bezkształtną, która próbowała ją pożreć, do tego twarz jej brata bliźniaka - Thorana. Byli w jakiś sposób ze sobą związani. Cain powiedział jej, że musi zabić Thorana, tylko czy byłaby skłonna zabić swojego brata bliźniaka? Nie było to wcale takie proste, przecież od zawsze na zawsze mieli o sobie pamiętać, pomagać, był to jej ulubiony brat, z nikim nie łączyła ją tak silna więź.
Parsknęła śmiechem, kiedy po raz kolejny zażartował. Brakowało jej tego specyficznego poczucia humoru. - W sumie tak, bardziej czarnowidzka, chociaż to przecież nie jej wina, to moja przyszłość jest czarna. - Gdyby był to pierwszy, lepszy jasnowidz, czy wróżbita to zapewne nie przejęłaby się tym specjalnie, ale to była Florence Bulstrode, jej ufała jak nikomu innemu, nawet jeśli chodzi o te dziwne praktyki, których nie do końca rozumiała. Flo by jej nie okłamała, nie zmyślałaby, dlatego potraktowała to poważnie. Wolała jednak nie wspominać o tym mężczyźnie, przynajmniej jak na razie, lepiej, aby jasnowidz pozostał bezimienny.
Westchnęła ciężko, gdy usłyszała, co do niej mówił. Najwyraźniej nie do końca rozumiał w jakim gównie się teraz znalazła. Nie miała w zwyczaju bać się potworów, ale ten był wyjątkowo paskudny, jeszcze nigdy nie przyszło jej walczyć z podobną istotą. - Tylko, że te zęby to zęby mojego brata bliźniaka. - Tak właściwie, to był to moment, w którym w ogóle nie wiedziała, czy on kiedykolwiek istniał. Louvain kwestionował jej zdrowie psychiczne, w liście wspomniał o tym, że przecież nigdy nie miała brata bliźniaka. Tylko skąd wzięły się wspomnienia sięgające niemalże do dzieciństwa? Czuła, że wariuje, że nie wie, co jest prawdziwe, a co nie. To ją przerażało. Jeśli ta istota chciała przejąć jej życie, to wszyscy o niej zapomną, stanie się to, czego bała się najbardziej na świecie, zniknie i nikt tego nie zauważy.
- Jest, tym razem naprawdę się boję, nigdy nikt nie chciał mi odebrać mojego życia Roise, wiesz, zabić to tak, to nic takiego, ale przejąć to co moje? Kurwa, to trochę za dużo. - Chciała, aby zrozumiał, czego konkretnie się obawia, chociaż strasznie topornie szło jej tłumaczenie. Nieco gubiła się w swoich myślach i właściwie we wszystkim, co ostatnio się działo.
- Chciałabym w to wierzyć, ale jakoś nie potrafię. - Najwyraźniej się poddała, nie było to dla niej typowe zachowanie, ale po tym, co usłyszała zaczęła tracić nadzieję. Thoran ją znał, potrafił przewidzieć jej działania, jak mogłaby sobie poradzić z takim przeciwnikiem? Ojciec wspominał, że nigdy nie miała brata bliźniaka, to dlaczego kurwa miała z nim związane tyle wspomnień? Nie potrafiła tego rozgryźć. Co jeśli zaczęła wariować jak Gerard, co jeśli była kolejną osobą, której zaczęło mieszać się w głowie, wszyscy wiedzieli, że ostatnio nie jest z nim najlepiej, może to geny?
- W tym problem, że tym razem nie, nie zależy tylko ode mnie, nasze życia są połączone, zawsze były. Jak mogłabym go zabić? Zresztą, jak mam wierzyć w cokolwiek skoro mój brat najprawdopodobniej nie jest moim bratem? - Naprawdę próbowała nastawić się pozytywnie do tego, co miało nadejść, ale nie potrafiła. Szczególnie, że Thoran, czy kim on właściwie był już wiedział, że zaczęła interesować się tematem. Widziała, co zrobił z Cainem, zabrał mu jego najlepsze wspomnienia, pożarł je, jakby to nie było nic takiego. Co jeśli spotka ją to samo? Co jeśli ona zapomni i ją zapomną? - To coś żywi się wspomnieniami wiesz, co jeśli pozbawi wszystkich, których znam wspomnień o mnie? Ty też możesz mnie zapomnieć. - Może kiedyś nawet w złości zdarzyło się jej wykrzyczeć Greengrassowi, aby o niej zapomniał, jednak teraz stało się to czymś, czego zaczęła się bać. Nie chciała, żeby to, co się kiedyś między nimi wydarzyło zniknęło, wspomnienia przecież były tym, co warunkowało ich życie, przeszłość miała znaczenie.
Ambroise wydawał się być bardzo pewien swoich słów. Spoglądała mu w oczy, a przynajmniej starała się to robić, gdy uniósł delikatnie jej podbródek. Czuła, że to, co mówi jest prawdziwe, on nigdy nie rzucał słów na wiatr, tylko dlaczego było jej tak trudno uwierzyć w to, że i tym razem sobie poradzi? Nigdy jeszcze nie czuła takiego lęku. - Mam nadzieję, że masz rację, że jakoś uda mi się z tym poradzić, bo wiesz, ja naprawdę nie chcę jeszcze umierać. - Głos jej się trochę załamał, kiedy to powiedziała, próbowała się nie rozpłakać, bo wylała dzisiaj dużo łez, a i zdecydowanie nie chciała, żeby siedzący przed nią mężczyzna widział jak płacze. Rozmyślała o śmierci, wiele razy stanęła z nią oko w oko, ale nigdy jeszcze nic na nią nie polowało. To była odmiana, która jej się nie podobała.
- Dlaczego mówisz to z taką pewnością? - Nie miała pojęcia skąd wzięła się w nim taka wiara w to, że uda jej się pokonać tę istotę. Jasne, była łowczynią, świetną w swoim fachu, ale i ona mogła zostać pokonana. - Każdego można pokonać Roise, nawet mnie. - Jeszcze parę miesięcy temu wydawało jej się, że nie, że jest niezniszczalna, jednak ten rok nie był dla niej zbyt łaskawy. Młodszy brat umarł jej na rękach, teraz okazywało się, że jej bliźniak był tylko wytworem wyobraźni, oszustem, czy nie wiadomo właściwie czym. Straciła grunt pod nogami.
- Jakby ktoś pytał, to nie chcę żadnej urny, nie chcę, żeby postawili mnie na szafce, mają mnie rozsypać nad oceanem, a przede wszystkim nigdy nie będę pomarszczona, co to w ogóle za wizja. - Całkiem skutecznie oddalił jej myśli od tego, co miało się wydarzyć niedługo, Ambroise zawsze był świetny w odwracaniu uwagi, to musiała mu przyznać.