Spotkania z innymi czystokrwistymi czarodziejami były częścią jej pracy. Nie było więc żadnych powodów, aby nie zgodziła się na to z Erikiem. Wiedziała, że występy muzyków często towarzyszą im podczas najważniejszych wydarzeń. To był największy procent jej pracy. Miała pojawić się na scenie, zagrać kilka utworów, umilić im zabawę i zniknąć. Całkiem dobrze czuła się w takiej roli, bo poza tym nigdy nie była szczególnie towarzyska. Od śmierci siostry raczej pojawiała się na salonach wyłącznie w celach zawodowych. Trochę się odsunęła od socjety, ale wydawało jej się to być słusznym rozwiązaniem. Ogarnęła ją melancholia i jakoś nie zamierzała z nią walczyć. Nie potrzebowała otaczać się wianuszkiem znajomych. Wystarczała jej wiolonczela, ewentualnie sztalugi i farby, to był jej świat.
Panna Avery zajadała ciasto czekoladowe, była to rzecz, której nie mogła sobie odmówić. Kochała czekoladę w każdej postaci, jedna z nielicznych przyjemności, na którą sobie mogła pozwolić.
- Nie musi się pan przejmować, zupełnie mi to nie przeszkadza. - Sama często się zamyślała. Potrafiła ignorować rozmówców przez długi czas i wyłącznie potakiwać. Trudno jej było czasem w pełni oddać się trwającej konwersacji, skupić się, zbyt wiele bodźców. Ostatnio zdecydowanie wolała spędzać czas w swoim mieszkaniu, gdzie nie musiała usilnie szukać tematów do konwersacji.
- Tak, przeszliśmy do moich oczekiwań. - Nie zdążyła się nawet specjalnie rozwinąć, bo jeszcze zastanawiała się nad tym, jak one właściwie wyglądają. Nie zamierzała spędzić tam wiele czasu, więc nie miała specjalnie wygórowanych wymagań. Mimo tego, że mogła sprawiać wrażenie osoby dosyć mocno snobistycznej, to wcale taka nie była. Stella Avery była zwyczajnym człowiekiem, a nie jakąś wielką gwiazdą.
- Jeśli o to chodzi, to chciałabym tylko, aby udostępniono mi pomieszczenie, w którym będę mogła się przygotować do koncertu, właściwie jak długo ma trwać występ? - Nie miała pojęcia, co wymyślił Erik, czy miała zagrać kilka numerów, czy miało to być coś dłuższego. Raczej zakładała pierwszą wersję, bo na imprezy urodzinowe ludzie nie przychodzili po to, aby słuchać muzyki. To powinien być raczej przerywnik. - Z mojego doświadczenia, wydaje mi się, że piętnaście minut to wystarczająca długość występu, jeśli chodzi o taką okazję. - Powinna się tym podzielić, bo przecież dla niego koncerty mogły być czymś zupełnie obcym. Z drugiej strony Longbottomowie organizowali wiele przyjęć, więc mogły to być błędne założenia.
- Tak właściwie to wiosna i lato są najbardziej oblegane, wie pan jak to jest, sezon ślubny, głównie podczas takich przyjęć jestem zatrudniana. - Jesienią było ich zdecydowanie mniej, bo nigdy nie można było być pewnym pogody. Panny młode zdecydowanie wybierały te bardziej słoneczne miesiące.