Rzadszym widokiem była Victoria w stanie wesołym niż Victoria w stanie "agonalnym", gdzie do worka "agonia" wrzucane był stany włącznie z niewyspaniem (więc innymi słowy wcale nie były agonalne). To dziwne, ale człowiek się do tego przyzwyczajał. Przyjmował pewne rzeczy za stałą, a to, co powinno być stałą, stawało się wyjątkiem. Bo przecież domyślnym stanem fabrycznym Victorii nie było pokazywanie nóżek na ulicy i wychodzenie do drzwi w szlafroku... chociaż to też mogło być kwestią sporną, kiedy widział ją w takich nocnych wydaniach już nie jeden raz. Normy. Tak, normy. Normą było to, że schylił się ko Kwiatuszka, że powiedział
- No czeeść Piękny... - i pomiział kota za uchem, przysuwając go do swojej twarzy. Jego i jego puchate futro niebieskiej barwy. Normą było też to, żeby trochę podrażnić te koty, żeby im okazać swoją miłość poprzez dokuczanie im - choć nie też w taki sposób, żeby chciały zaraz uciekać. Co najwyżej czasem pacną łapą, żeby dalej nie przenosić tych zabaw. I normą było, że potrafił wchodzić jak do siebie - i nawet chciał. Zapukał w te drzwi, ale zastanowił się, czy po prostu nie wejść po oczekiwaniu, które wynosiło całą sekundę. Góra dwie. Powstrzymał się, och, taki był z niego grzeczny typ...
- Myślał indyk o niedzieli... - Mruknął i wszedł do środka, stawiając Kwatuszka na podłodze, żeby wyciągnąć ręce do młodszej radości - tej, która urodę odziedziczyła po tatusiu. - Cześć tobie też, Befsztyczku. - I choć odeszliśmy od normy przynoszenia czekoladek, to byliśmy blisko wejścia w erę zupełnie nowego przyzwyczajenia, jakim było przynoszenie łakoci kotom. Oto, jak łatwo stracić czyjąś sympatię! Zainteresowanie! Zajmujesz mu ręce kotem i już cała rzeczywistość nie ma znaczenia! Nie, tak nie było, rzecz jasna, ale rytuały, nawet te ważne, zawsze mogły zostać zmienione, przywrócone... albo zastąpione. Można też wykasować je całkowicie ze swojego życia - powroty bywały dziwne. Sauriel niemal nie odczuwał tego, że tego rytuału zabrakło, a jednocześnie były chwile, w których odczuwał to aż zbyt intensywnie. Myśl o tym, żeby jednak wrócić do tego, żeby czekoladki przynosić stawiała nagle pytanie: czy to nie będzie dziwne? Czy teraz nie będzie zbyt pompatyczne? Przy wszystkim, co ich łączyło i co ich pętało?
- Obudziłem cię? - Miał nadzieję, że nie - rzadko bywało, żeby sypiała o tej godzinie, ale się zdarzało - w końcu aurorskie obowiązki nie były wykonywane od 8 do 16, zmiany bywały różne, a i potrzeba nadgodzin robiła swoje. Tym nie mniej przyszło mu to do głowy z uwagi na to, jak wyglądała - a w pierwszej chwili skojarzyła mu się z osobą zwyczajnie zaspaną.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.