15.09.2024, 00:58 ✶
-Szkocja… -podjęła z widocznym zainteresowaniem -No nieźle…
Słuchając na temat różnic, pokiwała głową.
-Tylko nie mów tak przy rodakach - zaśmiała się cicho - Słyszałam, że są nieco pierdolnięci by podkreślać różnice…Coś w tym jest? czy jest to przesadzona plotka? - przechyliła szklankę, upijając sporego łyka. Ryży łeb. Jej ukochana kuzyneczka też miała ryży łeb. Może kto ją podmienił? W sumie nie raz zastanawiała się co tak dobra i ciepła dusza robiła w ich rodzinie.
-Jo, Norwegia - skinęła głową na jej nagły entuzjazm. Był dość niespodziewany, raczej nastawiła się na inną reakcję, daleką od tej którą otrzymała.
-Nooo… dopóki jesteś turystką to tak, mówią chętnie po angielsku - przyznała z nieco kpiącym uśmiechem - Norwegowie to dopiero mają kij w dupie. Raczej chłodni i zdystansowani, ale lubiłam to… - przyznała, odstawiając szklankę - Ja i moi bracia się tam urodziliśmy, ale rodzice są tutejsi… Ojciec strasznie dbał byśmy mówili po angielsku od malutkiego, ale jak widzisz - przechyliła głowę w jej kierunku - akcentu brytoli to ja nie mam. Może gdybym uczyła się w Hogwarcie, aleee… tatuś wybrał nam Durmstrang- spojrzała na nią
- tam poziom kija w dupie to nawet Norwegów przerasta - zaśmiała się. Oj zdecydowanie. Każdy absolwent powinien być z marszu przyjęty do mundurowych.
Temat zszedł na temat konfliktu. Czy miała na ów temat zdanie? Jakieś miała, aczkolwiek poglądy tak jak łączyły, tak i dzieliły ludzi.
-A później zima… - mruknęła, stukając opuszkami palców o szklankę - Krew pięknie by wyglądała na białym płótnie… - stwierdziła w zadumie, wizualizując sobie tego typu obraz.
Zdecydowanie powinni przenieść konflikt na okres zimowy.
Temat powrócił do żab,a Faye postanowiła go rozwinąć, uchylając rąbek tajemnicy.
-ojej.. - mruknęła, przyglądając się… nie, wróć, ona się gapiła na nią - ale zajebiście!
Łapanie magicznych żab olbrzymów brzmiało bardzo ekscytująco.
-Przecież takie bydle mogłoby cię połknąć - dodała
- Jak na nie polujesz to pewnie skacze trochę adrenalinka, co nie? - zapytała z uśmiechem. Uzależniona od adrenaliny to ona była od zawsze.
-Stara, musisz mnie kiedyś zabrać na takie polowanie - stwierdziła, w sumie to całkiem serio.
Przestało być to tak fajnie, gdy dorzuciła do tego papirologię z którą musi się mierzyć.
- Odechciałoby się im wymyślać, gdyby sami musieli zapierdalać po żabki - podsumowała, krzywiąc się nieznacznie. Czemu zawsze wszystko musiało kończyć się stertą papierów? Tego i tak nikt nie czytał.
-Widowisko randkowe? - ożywiła się na powrót - Odjebał kto co niestosownego? - umikła na krótką chwilę, ale tylko na chwilę bo podrzuciło jej to pomysł.
-A ty? masz męża czy narzeczonego? a jeśli nie to… odjebałaś coś niestosownego? -zaśmiała się cicho.
Jej wzrok zawisł na szklance. Cóż, jeśli planowały najebać się jak księżniczki i nie zostawiać fortuny
-Potrzebujemy flaszki i jakiejś miejscówki - podjęła zaraz - Liczą whisky jakby ze złota było, poza tym te stołki są całkiem beznadziejna… a noc młoda - uniosła szklankę, obserwując złoty płyn, który pod wpływem delikatnych ruchów, zaczął tworzyć w szklance swego rodzaju wir, a przynajmniej sztorm.
Słuchając na temat różnic, pokiwała głową.
-Tylko nie mów tak przy rodakach - zaśmiała się cicho - Słyszałam, że są nieco pierdolnięci by podkreślać różnice…Coś w tym jest? czy jest to przesadzona plotka? - przechyliła szklankę, upijając sporego łyka. Ryży łeb. Jej ukochana kuzyneczka też miała ryży łeb. Może kto ją podmienił? W sumie nie raz zastanawiała się co tak dobra i ciepła dusza robiła w ich rodzinie.
-Jo, Norwegia - skinęła głową na jej nagły entuzjazm. Był dość niespodziewany, raczej nastawiła się na inną reakcję, daleką od tej którą otrzymała.
-Nooo… dopóki jesteś turystką to tak, mówią chętnie po angielsku - przyznała z nieco kpiącym uśmiechem - Norwegowie to dopiero mają kij w dupie. Raczej chłodni i zdystansowani, ale lubiłam to… - przyznała, odstawiając szklankę - Ja i moi bracia się tam urodziliśmy, ale rodzice są tutejsi… Ojciec strasznie dbał byśmy mówili po angielsku od malutkiego, ale jak widzisz - przechyliła głowę w jej kierunku - akcentu brytoli to ja nie mam. Może gdybym uczyła się w Hogwarcie, aleee… tatuś wybrał nam Durmstrang- spojrzała na nią
- tam poziom kija w dupie to nawet Norwegów przerasta - zaśmiała się. Oj zdecydowanie. Każdy absolwent powinien być z marszu przyjęty do mundurowych.
Temat zszedł na temat konfliktu. Czy miała na ów temat zdanie? Jakieś miała, aczkolwiek poglądy tak jak łączyły, tak i dzieliły ludzi.
-A później zima… - mruknęła, stukając opuszkami palców o szklankę - Krew pięknie by wyglądała na białym płótnie… - stwierdziła w zadumie, wizualizując sobie tego typu obraz.
Zdecydowanie powinni przenieść konflikt na okres zimowy.
Temat powrócił do żab,a Faye postanowiła go rozwinąć, uchylając rąbek tajemnicy.
-ojej.. - mruknęła, przyglądając się… nie, wróć, ona się gapiła na nią - ale zajebiście!
Łapanie magicznych żab olbrzymów brzmiało bardzo ekscytująco.
-Przecież takie bydle mogłoby cię połknąć - dodała
- Jak na nie polujesz to pewnie skacze trochę adrenalinka, co nie? - zapytała z uśmiechem. Uzależniona od adrenaliny to ona była od zawsze.
-Stara, musisz mnie kiedyś zabrać na takie polowanie - stwierdziła, w sumie to całkiem serio.
Przestało być to tak fajnie, gdy dorzuciła do tego papirologię z którą musi się mierzyć.
- Odechciałoby się im wymyślać, gdyby sami musieli zapierdalać po żabki - podsumowała, krzywiąc się nieznacznie. Czemu zawsze wszystko musiało kończyć się stertą papierów? Tego i tak nikt nie czytał.
-Widowisko randkowe? - ożywiła się na powrót - Odjebał kto co niestosownego? - umikła na krótką chwilę, ale tylko na chwilę bo podrzuciło jej to pomysł.
-A ty? masz męża czy narzeczonego? a jeśli nie to… odjebałaś coś niestosownego? -zaśmiała się cicho.
Jej wzrok zawisł na szklance. Cóż, jeśli planowały najebać się jak księżniczki i nie zostawiać fortuny
-Potrzebujemy flaszki i jakiejś miejscówki - podjęła zaraz - Liczą whisky jakby ze złota było, poza tym te stołki są całkiem beznadziejna… a noc młoda - uniosła szklankę, obserwując złoty płyn, który pod wpływem delikatnych ruchów, zaczął tworzyć w szklance swego rodzaju wir, a przynajmniej sztorm.