14.09.2024, 23:20 ✶
– Nie – odparł Cathal, wciąż obserwując pająka. Prezentowałby się pewnie, stojąc na tym kamieniu, o wiele bardziej majestatycznie, gdyby miał na głowie kapelusz, a przy boku bicz. Albo przynajmniej jakiś potężny młot. Niestety, nie wpadł na to, żeby zabierać na cmentarz takie akcesoria. – Pieczęcie na wejściu były nienaruszone – mruknął, przez chwilę jeszcze tkwiąc na skale, najwyraźniej roztrząsając ten problem. Wątpił, by ktoś tu wcześniej wszedł, a nawet jeśli, to raczej nie działo się to regularnie. Może gdzieś w górze było jakieś inne wyjście, niknące wśród pajęczyn i mógł przecisnąć się do innych jaskiń? Na pająka rzucono zaklęcia? Może jakiś letarg, z którego przebudziło go dopiero ich pojawienie? Czy to w ogóle było możliwe? W końcu Shafiq dość niechętnie postanowił odłożyć ten problem na później i zeskoczył ze skały, ruszając do ściany przeciwległej wobec tej, przy której poszukiwania zaczęła Guinevere.
– Oby to nie były więc klątwy ani pułapki, bo źle skończymy – stwierdził beznamiętnym tonem. Rozważał nawet wycofanie się, by wrócić tutaj z Letą i Pandorą… ale wchodząc do grobowca zupełnie nie spodziewali się, że natrafią na coś takiego, a w tej chwili Shafiq chciał przynajmniej się rozejrzeć. Niby nie lubił zbędnie ryzykować, ale też naprawdę ciężko było oprzeć się temu, aby chociaż spróbować ustalić, co takiego chcieli ukryć Winterowie.
Ginny, przesuwając się wzdłuż ściany, faktycznie w pewnej chwili natknęła się na znaki – pojawiły się dopiero, gdy oświetliła je różdżką, i błysnęły bielą. Nie wyglądały jednak na runy, a przynajmniej nie przypominały żadnych run, jakie kiedykolwiek mogła widzieć, czy na wykopaliskach, czy w księgach, czy zaglądając choćby do pracy Cathala. Na ścianie w jednym miejscu wyryto kilka… płatków śniegu, a gdyby McGonagall przyjrzała się uważnie i przesunęła dłonią po kamieniu, badając jego fakturę, odkryłaby, że ta w tym miejscu jest inna niż kawałek dalej. Prawdopodobnie w ścianie znajdowało się jakieś przejście, ale potrzeba było jakiegoś zaklęcia, aby zostało otwarte.
– Oby to nie były więc klątwy ani pułapki, bo źle skończymy – stwierdził beznamiętnym tonem. Rozważał nawet wycofanie się, by wrócić tutaj z Letą i Pandorą… ale wchodząc do grobowca zupełnie nie spodziewali się, że natrafią na coś takiego, a w tej chwili Shafiq chciał przynajmniej się rozejrzeć. Niby nie lubił zbędnie ryzykować, ale też naprawdę ciężko było oprzeć się temu, aby chociaż spróbować ustalić, co takiego chcieli ukryć Winterowie.
Ginny, przesuwając się wzdłuż ściany, faktycznie w pewnej chwili natknęła się na znaki – pojawiły się dopiero, gdy oświetliła je różdżką, i błysnęły bielą. Nie wyglądały jednak na runy, a przynajmniej nie przypominały żadnych run, jakie kiedykolwiek mogła widzieć, czy na wykopaliskach, czy w księgach, czy zaglądając choćby do pracy Cathala. Na ścianie w jednym miejscu wyryto kilka… płatków śniegu, a gdyby McGonagall przyjrzała się uważnie i przesunęła dłonią po kamieniu, badając jego fakturę, odkryłaby, że ta w tym miejscu jest inna niż kawałek dalej. Prawdopodobnie w ścianie znajdowało się jakieś przejście, ale potrzeba było jakiegoś zaklęcia, aby zostało otwarte.