Zareagowała tak naprawdę instynktownie, niewiele myśląc, a już na pewno nie zaczęła w głowie układać żadnego planu. Ot, pierwsze zaklęcie, jakie przyszło jej do głowy, celując w przeciwnika, który na całe szczęście był tak wielki, że nie trzeba było się zbytnio martwić o to, czy się trafi czy nie. W jednej chwili cielsko pająka zmieniło się w ornamentowany kielich, a gdyby nie to, że stwór był wielki, a Ginny nieco panicznie rzucała to zaklęcie – to na pewno wyszłoby wtedy perfekcyjnie. A tak? Bogato zdobiony kielich na cienkich nóżkach.
Wypuściła głośno powietrze – bo na szczęście tyle wystarczyło, by kupić im chociaż trochę czasu. Cathal zaraz posłał naczynie z pełną mocą na ścianę, a na dźwięk uderzenia metalu o kamień, mimowolnie uniosła ramiona w górę, jakby się chciała przed tym obronić. Ale nie było przed czym, bo nóżki przestały się ruszać i ponownie zagościła cisza.
– Drasnął cię? – zapytała od razu, gdy uświadomiła sobie, że pająk jest martwy, ale i tak ciągle trzymała wyciągniętą przed siebie różdżkę, jakby coś się miało stać. Odwróciło się jednak do Cala, by na nim skupić swoje spojrzenie, upewnić się, że nic mu nie jest, że odskoczył w czas, że nic go nie złapało, nie poszarpało… Wyglądało jednak na to, że Cathal wyszedł z tego wszystkiego bez szwanku, jak na prawdziwego poszukiwacza przygód przystało. Znaczy… Archeologa. Wypuściła głośniej powietrze przez usta, zdmuchując też przy tym kosmyki włosów, które opadły jej na twarz i rozejrzała się teraz uważnie po jaskini, unosząc głowę na sklepienie.
– Zazwyczaj, tak. Albo jakieś paskudne klątwy i pułapki z czymś obrzydliwym – mruknęła, a nie znalazłszy nic ciekawego na suficie, spojrzała ponownie na ściany jaskini i na to wszystko, co się tutaj znajdowało. Z nadzieją, że to koniec niespodzianek. – Chyba dawno tu nikogo nie było – dodała w zamyśleniu. – Chyba, ze jadł tych, którzy tutaj wchodzili w pojedynkę… – bo co innego? Chyba, że ktoś go tu celowo dokarmiał? Wchodził, wrzucał zajaca, wychodził… Ta wizja sprawiła, że ciarki przeszły jej po plecach. – Ok, czyli szukać run – albo dziwacznych znaczków. Cicho westchnęła i zabrała się do pracy, uważając, b ynie znaleźć się zbyt blisko kielicha… jeszcze kielicha.