14.09.2024, 20:56 ✶
Ambroise starał się zachowywać poważną i profesjonalną minę, ale jego ręka prawie wylądowała mu na czole.
- Zapomniałem o kafeterii na dachu. Oczywiście, tam króluje pomidorowa - nawet mu mięsień nie drgnął na twarzy, choć w głowie miał jedno wielkie co?, ale chyba nie chciał w to wnikać.
Ani w to, co O'Dwyer robił jedząc na dachu szpitala, bo tam wychodzono głównie na fajki. Nie wyobrażał sobie, że ktoś mógłby chcieć jeść w prowizorycznej palarni, gdzie nie było zbyt wiele miejsca do siedzenia. Aczkolwiek nie mógł zaprzeczyć, że stażyści potrafili go zaskoczyć niemal każdego dnia. Jedzenie zup na dachu było stosunkowo nieszkodliwe.
Znacznie gorsze było podprowadzanie niewłaściwych eliksirów ze składników. Nawet nie chciał myśleć, ile eliksirów grzybowej twarzy poszło w świat do ich pacjentów za sprawą Leonarda Leonidasa (tak, tak) O'Dwyera i jego brakującej piątej klepki. Tego dnia chłopak był nieszkodliwy i próbował być pomocny, ale kto wiedział, co było innego.
- Doskonały pomysł, Panie O'Dwyer - odrzekł po chwili zastanowienia - choć jeśli chce Pan udać się na obiad zamiast porządkować eliksiry to postaram się przymknąć oko - zapewnił.
Nie przeczyłby, że z pomocą poszłoby mu znacznie szybciej, ale coś wątpił w umiejętności młodzieńca odnośnie segregacji eliksirów. Zauważył, jak ten z niepokojem rozgląda się po pomieszczeniu i zinterpretował to na własny sposób.
Tymczasem w rzeczywistości szaleniec zarzucał szaleńcowi szaleństwo? Kto z nich był zatem szaleńcem?
- Pół metra w osiem godzin - odpowiedziedział poważnie. Tym razem nie żartował.
Pół metra w przeciągu nocy było powszechnym i osiągalnym wynikiem. Zazwyczaj wystarczyło pacjentom, żeby byli usatysfakcjonowani i nie chcieli kolejnych dawek. Oczywiście, mówił o przyjmowaniu eliksiru we właściwy sposób. Oni mówili o niestandaryzowanych eksperymentach na włosach w nosie poprzez wąchanie substancji. Greengrass chętnie zobaczyłby, co się stanie, ale nie spodziewał się spektakularnych efektów.
- To inny rodzaj włosa. Nie nada się na jak temu tam - przywołał to w pamięci, bo wiało absurdem - zbiórkę potrzebującym mugolom - zapewnił unosząc brwi, podczas gdy szukał odpowiedniej fiolki z antidotum. - Obawiam się, że zaczną się kręcić i cię uduszą, O'Dwyer, a kto by nam zastąpił taki naturalny talent - stwierdził z przekąsem, ale wyciągnął eliksir w kierunku stażysty. - Sztachnij się, ale przedtem usiądź.
Nie chciał martwego stażysty. W życiu naoglądał się zbyt wiele trupów. Poza tym to byłoby zbyt dużo papierkowej roboty. Tak samo jak to, gdyby Leo nie umarł, ale zemdlał pod wpływem oparów antidotum. Poniszczyłby wszystkie pobliskie fiolki eliksirów. Znając szczęście przyjąłby kilka przypadkowych przez skórę. Mieliby problem i chyba jeszcze więcej papierków niż po zgonie. Tego tym bardziej nie chciał. Poza tym nie ostrzegł O'Dwyera przed niczym więcej, nawet jeśli powinien mu powiedzieć, że antidotum wywoływało tymczasowe wypadnięcie wszystkich włosów. Greengrass liczył, że tylko wszystkich w nosie, skoro O'Dwyer wciągał opary obu substancji a nie przyjmował je na skórę albo doustnie. No cóż. W innym razie był w stanie dopuścić informację o łysym, ale żywym stażyście. Młodsi czarodzieje często golili się na zero dla mody.
- Lepiej nie próbuj przemycić jej tego eliksiru - ostrzegł niespecjalnie zaskoczony nagłą zmianą tematu na taki sprzed kilku minut.
Jakoś pamiętał, że tak to już było z tym O'Dwyerem. Spodziewał się, że będą skakać z myśli w myśl, bo już tego doświadczył. Nawet nie próbował analizować tego, co siedziało w głowie stażysty. Było tam tak wiele, co niewiele. Co gorsza, nie mógł tego skrytykować, bo może tam krył się jakiś społeczny geniusz. Rozmowy przychodziły Leo wyjątkowo naturalnie.
- Zapomniałem o kafeterii na dachu. Oczywiście, tam króluje pomidorowa - nawet mu mięsień nie drgnął na twarzy, choć w głowie miał jedno wielkie co?, ale chyba nie chciał w to wnikać.
Ani w to, co O'Dwyer robił jedząc na dachu szpitala, bo tam wychodzono głównie na fajki. Nie wyobrażał sobie, że ktoś mógłby chcieć jeść w prowizorycznej palarni, gdzie nie było zbyt wiele miejsca do siedzenia. Aczkolwiek nie mógł zaprzeczyć, że stażyści potrafili go zaskoczyć niemal każdego dnia. Jedzenie zup na dachu było stosunkowo nieszkodliwe.
Znacznie gorsze było podprowadzanie niewłaściwych eliksirów ze składników. Nawet nie chciał myśleć, ile eliksirów grzybowej twarzy poszło w świat do ich pacjentów za sprawą Leonarda Leonidasa (tak, tak) O'Dwyera i jego brakującej piątej klepki. Tego dnia chłopak był nieszkodliwy i próbował być pomocny, ale kto wiedział, co było innego.
- Doskonały pomysł, Panie O'Dwyer - odrzekł po chwili zastanowienia - choć jeśli chce Pan udać się na obiad zamiast porządkować eliksiry to postaram się przymknąć oko - zapewnił.
Nie przeczyłby, że z pomocą poszłoby mu znacznie szybciej, ale coś wątpił w umiejętności młodzieńca odnośnie segregacji eliksirów. Zauważył, jak ten z niepokojem rozgląda się po pomieszczeniu i zinterpretował to na własny sposób.
Tymczasem w rzeczywistości szaleniec zarzucał szaleńcowi szaleństwo? Kto z nich był zatem szaleńcem?
- Pół metra w osiem godzin - odpowiedziedział poważnie. Tym razem nie żartował.
Pół metra w przeciągu nocy było powszechnym i osiągalnym wynikiem. Zazwyczaj wystarczyło pacjentom, żeby byli usatysfakcjonowani i nie chcieli kolejnych dawek. Oczywiście, mówił o przyjmowaniu eliksiru we właściwy sposób. Oni mówili o niestandaryzowanych eksperymentach na włosach w nosie poprzez wąchanie substancji. Greengrass chętnie zobaczyłby, co się stanie, ale nie spodziewał się spektakularnych efektów.
- To inny rodzaj włosa. Nie nada się na jak temu tam - przywołał to w pamięci, bo wiało absurdem - zbiórkę potrzebującym mugolom - zapewnił unosząc brwi, podczas gdy szukał odpowiedniej fiolki z antidotum. - Obawiam się, że zaczną się kręcić i cię uduszą, O'Dwyer, a kto by nam zastąpił taki naturalny talent - stwierdził z przekąsem, ale wyciągnął eliksir w kierunku stażysty. - Sztachnij się, ale przedtem usiądź.
Nie chciał martwego stażysty. W życiu naoglądał się zbyt wiele trupów. Poza tym to byłoby zbyt dużo papierkowej roboty. Tak samo jak to, gdyby Leo nie umarł, ale zemdlał pod wpływem oparów antidotum. Poniszczyłby wszystkie pobliskie fiolki eliksirów. Znając szczęście przyjąłby kilka przypadkowych przez skórę. Mieliby problem i chyba jeszcze więcej papierków niż po zgonie. Tego tym bardziej nie chciał. Poza tym nie ostrzegł O'Dwyera przed niczym więcej, nawet jeśli powinien mu powiedzieć, że antidotum wywoływało tymczasowe wypadnięcie wszystkich włosów. Greengrass liczył, że tylko wszystkich w nosie, skoro O'Dwyer wciągał opary obu substancji a nie przyjmował je na skórę albo doustnie. No cóż. W innym razie był w stanie dopuścić informację o łysym, ale żywym stażyście. Młodsi czarodzieje często golili się na zero dla mody.
- Lepiej nie próbuj przemycić jej tego eliksiru - ostrzegł niespecjalnie zaskoczony nagłą zmianą tematu na taki sprzed kilku minut.
Jakoś pamiętał, że tak to już było z tym O'Dwyerem. Spodziewał się, że będą skakać z myśli w myśl, bo już tego doświadczył. Nawet nie próbował analizować tego, co siedziało w głowie stażysty. Było tam tak wiele, co niewiele. Co gorsza, nie mógł tego skrytykować, bo może tam krył się jakiś społeczny geniusz. Rozmowy przychodziły Leo wyjątkowo naturalnie.