14.09.2024, 18:01 ✶
Z początku to sobie pomyślałem, że pan Greengrass to sobie żartuje z tą kafeterią, ale on najwyraźniej naprawdę wierzył, że co kilka dni zamienia się ona miejscami z pokojem na medykamenty. O matuchno! Ja tak to sobie wyobraziłem, co mogło się stać z czarodziejem, co tak sobie myślał. Zamiast gorącej zupy na obiad wypijał losową fiolkę, bo pachniała grzybkami, a potem wariował, zatapiał się w swoim szaleństwie, już nie odróżniając żartu o faktu, ani kafeterii od pomieszczeń dla personelu. Trzeba było komuś o tym powiedzieć! Szczególnie że ewidentnie zajmował się selekcją eliksirów. To było nad wyraz niebezpieczne!
Ale ja go dziś popilnuję, a jutro może pani Florence...? Może ona coś wymyśli bystrego na taką szaloną przypadłość...? To mimo wszystko mądra kobieta była.
- To musi być bardzo smakowita grzybowa... Skuszę się na nią następnym razem, bo z reguły jadam obiady na dachu, a tam grzybowej nie serwują - przyznałem panu Greengrassowi, kiwając głową, że ma racę, że to super sprawa, bo przecież wariatowi nie mówiło się, że jest wariatem, bo mógłby się obrazić. Poza tym to też człowiek, co ma emocje, swoje życie i może kwiatki na parapecie?
- Ale to dopiero będzie pojutrze! Może w takim razie ułożymy te eliksiry tak, jak one powinny być i zobaczymy, co dziś serwują na dole w kafeterii? - zaproponowałem nieco ostrożnie, ale wciąż z szerokim, przyjaznym nader uśmiechem na twarzy. Dotknąłem nawet swojego nosa, badając z ciekawością, czy te włosy mi już wyrosły, czy dopiero miały wyrosnąć, ale... w sumie jak bywałem kotem, to wszędzie miałem sierść i byłem niezwykle kuszącym kociakiem, więc jako człowiek z meszkiem pod noskiem może też będę pełen uroku? Zresztą, mawiali, że ładnemu we wszystkim będzie ładnie, więc ostatecznie nie było co się przejmować.
Odstawiłem fiolkę na trzecią półkę po prawej, przyglądając się reszcie jej towarzyszek, czy aby na pewno tam pasowała, czy może pan Greengrass właśnie sortował je pod przyprawy w kafeterii, ale... chyba jednak wszystko grało. Nie byłem specjalistą w dziedzinie, ale ja może nawet bym tak to ustawił. Oczywiście w drugiej kolejności, bo mój pierwszy traf był zgoła inny.
- Czy te włosy w nosie wyrosną mi bardzo długie? Może powinienem je oddać na zbiórkę potrzebującym mugolom? - zapytałem z ciekawością, bo mogłem pomóc kilku osobom za jednym zamachem. A mugole nie mieli eliksirów na porosty włosów. Nie mogli mieć, bo magię trzeba było trzymać przed nimi w tajemnicy. Takie było prawo. - A moja mama gotuje cudowną zupę z kury - dodałem tak przy okazji, z gruszki bardziej niż z pietruszki, bo mi się przypomniało. Tak. Tak, przy okazji wspomnienia o tej grzybowej... A kto wie? Może rozmowy o zupach uspokajały pana Greengrassa albo wprawiały w domowy nastrój?
Ale ja go dziś popilnuję, a jutro może pani Florence...? Może ona coś wymyśli bystrego na taką szaloną przypadłość...? To mimo wszystko mądra kobieta była.
- To musi być bardzo smakowita grzybowa... Skuszę się na nią następnym razem, bo z reguły jadam obiady na dachu, a tam grzybowej nie serwują - przyznałem panu Greengrassowi, kiwając głową, że ma racę, że to super sprawa, bo przecież wariatowi nie mówiło się, że jest wariatem, bo mógłby się obrazić. Poza tym to też człowiek, co ma emocje, swoje życie i może kwiatki na parapecie?
- Ale to dopiero będzie pojutrze! Może w takim razie ułożymy te eliksiry tak, jak one powinny być i zobaczymy, co dziś serwują na dole w kafeterii? - zaproponowałem nieco ostrożnie, ale wciąż z szerokim, przyjaznym nader uśmiechem na twarzy. Dotknąłem nawet swojego nosa, badając z ciekawością, czy te włosy mi już wyrosły, czy dopiero miały wyrosnąć, ale... w sumie jak bywałem kotem, to wszędzie miałem sierść i byłem niezwykle kuszącym kociakiem, więc jako człowiek z meszkiem pod noskiem może też będę pełen uroku? Zresztą, mawiali, że ładnemu we wszystkim będzie ładnie, więc ostatecznie nie było co się przejmować.
Odstawiłem fiolkę na trzecią półkę po prawej, przyglądając się reszcie jej towarzyszek, czy aby na pewno tam pasowała, czy może pan Greengrass właśnie sortował je pod przyprawy w kafeterii, ale... chyba jednak wszystko grało. Nie byłem specjalistą w dziedzinie, ale ja może nawet bym tak to ustawił. Oczywiście w drugiej kolejności, bo mój pierwszy traf był zgoła inny.
- Czy te włosy w nosie wyrosną mi bardzo długie? Może powinienem je oddać na zbiórkę potrzebującym mugolom? - zapytałem z ciekawością, bo mogłem pomóc kilku osobom za jednym zamachem. A mugole nie mieli eliksirów na porosty włosów. Nie mogli mieć, bo magię trzeba było trzymać przed nimi w tajemnicy. Takie było prawo. - A moja mama gotuje cudowną zupę z kury - dodałem tak przy okazji, z gruszki bardziej niż z pietruszki, bo mi się przypomniało. Tak. Tak, przy okazji wspomnienia o tej grzybowej... A kto wie? Może rozmowy o zupach uspokajały pana Greengrassa albo wprawiały w domowy nastrój?