11.09.2024, 06:25 ✶
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to czego doświadczyli nie było prawdziwe; wylazłe z lustra dziwadło splecione było z ich strachów. Ba, nawet nie był to bogin, ale coś równie uciążliwego i grającego na odpowiednich rzeczach w ich głowie, do tego stopnia że on sam miał chyba jeszcze większe trudności, żeby potrząsnąć samym sobą. Bo wiedział, że powinien to zrobić, ale do tego momentu chyba nawet nie zdawał sobie w pełni sprawę z tego, jak bardzo mogły go pewne rzeczy faktycznie dotykać. Może sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby istota nie rzuciła się wprost na niego i gdyby nie czuł na sobie jej rąk. Ciężko było się do tego przyznać, ale zaciskające się na gardle ręce wydawały mu się jak najbardziej zasłużone. Laurentowi należało się zadośćuczynienie i jeśli taka jego postać była odpowiednia to, cholera, nie był w stanie z tym poprawnie walczyć.
Troszkę też chyba naiwnie wierzył w to, że wierszyk na lustrze był jasną wskazówką, że nie będzie tak strasznie. Ale zamiast tego miał teraz dwie Brenny; jedną uderzającą w punkty, których się bał, no i drugą, od której wciąż widział panikę, nawet jeśli teraz przykrytą jakimś rodzajem determinacji.
Zaklęcie posłane przez Longbottom zadziałało tak jak sobie życzyła, odpychając z impetem stworzenie na przeciwną ścianę. Wianek zadrżał lekko, ociekając krwią i zapach spalenizny wzmógł się, ale oprócz tego jakoś nie stało się z nim nic więcej. Brenna nie usłyszała też dzwonienie w uszach, co jednak nie dotyczyło już Atreusa, bo brzęczenie na moment znowu się pojawiło, kiedy ich przeciwnik zaczął zbierać się spod ściany, by znowu stanąć na nogach.
- Nie jesteś lepszy od niego, wiesz? To skończy się tak samo, jak miało skończyć się dawno temu - Brenna, odwrócona od całego obrazka, mogła usłyszeć dziecięcy głos, który nawet jeśli słyszany wcześniej całkiem krótko, zapadł jej w głowie bardzo dobrze. Jedno krótkie spojrzenie wystarczyło, a może nawet i bez tego doszła do tego, że słyszy Maddie. Zmarłą dziewczynkę, która towarzyszyła jej na Perle Morza.
Atreusowi zrobiło się niedobrze, bo przecież nie uderzy dzieciaka, nawet jeśli powoli łamał się, żeby przestać się ze sobą cackać i uderzyć potworka wszystkim co w sobie miał. Ale teraz ani nie był w stanie podnieść ręki, ani sięgnąć po różdżkę, zamiast tego robiąc krok w tył.
W poddaniu zwycięstwo, mignęło Brennie na ścianie opalizującym blaskiem. Ona mogła nie trzymać się kurczowo swoich lęków, ale nie trudno było jej zauważyć że Bulstrode'owi z jakiegoś powodu wychodziło to o wiele ciężej. Zafiksowany spojrzeniem na migających twarzach, wahał się wyraźnie, ale nie nad tym by pomóc jej w poszukiwaniach odpowiedzi na to jak się stąd wydostać, tylko nad tym co zrobić, żeby istota zmieniła znowu buźkę na taką, którą mógłby obić.
Napis wiszący nad lustrem tknął ją lekko. Dzielony na dwoje mógł znaczyć tak samo wymuszenie podzielenia się lękami, jeśli do pomieszczenia weszły dwie osoby, jak i potem wskazać im przynajmniej jedno z rozwiązań tej zagadki; bo Bulstrode zachowywał się tak, jakby był w tym pomieszczeniu sam, przez moment zapominając że jest z nim i całkowicie oddając się swoim obawom. Lavinia była szczodra, umieszczając nad drzwiami napis, nawet jeśli Longbottom na niewiele mógł się teraz przydać; nawet jeśli sama się bała, nie dała się temu strachowi w całości przejąć. Rozumiała go, kiedy Atreus wciąż ważył w sobie chęć całkowitego go zniszczenia.
Prawda była taka, że żadna zagadka nie posiadała jednego rozwiązania. Bo jeśli ktoś nie chciał lub nie mógł rozwiązać gordyjskiego węzła, zawsze mógł go przeciąć.
Troszkę też chyba naiwnie wierzył w to, że wierszyk na lustrze był jasną wskazówką, że nie będzie tak strasznie. Ale zamiast tego miał teraz dwie Brenny; jedną uderzającą w punkty, których się bał, no i drugą, od której wciąż widział panikę, nawet jeśli teraz przykrytą jakimś rodzajem determinacji.
Zaklęcie posłane przez Longbottom zadziałało tak jak sobie życzyła, odpychając z impetem stworzenie na przeciwną ścianę. Wianek zadrżał lekko, ociekając krwią i zapach spalenizny wzmógł się, ale oprócz tego jakoś nie stało się z nim nic więcej. Brenna nie usłyszała też dzwonienie w uszach, co jednak nie dotyczyło już Atreusa, bo brzęczenie na moment znowu się pojawiło, kiedy ich przeciwnik zaczął zbierać się spod ściany, by znowu stanąć na nogach.
- Nie jesteś lepszy od niego, wiesz? To skończy się tak samo, jak miało skończyć się dawno temu - Brenna, odwrócona od całego obrazka, mogła usłyszeć dziecięcy głos, który nawet jeśli słyszany wcześniej całkiem krótko, zapadł jej w głowie bardzo dobrze. Jedno krótkie spojrzenie wystarczyło, a może nawet i bez tego doszła do tego, że słyszy Maddie. Zmarłą dziewczynkę, która towarzyszyła jej na Perle Morza.
Atreusowi zrobiło się niedobrze, bo przecież nie uderzy dzieciaka, nawet jeśli powoli łamał się, żeby przestać się ze sobą cackać i uderzyć potworka wszystkim co w sobie miał. Ale teraz ani nie był w stanie podnieść ręki, ani sięgnąć po różdżkę, zamiast tego robiąc krok w tył.
W poddaniu zwycięstwo, mignęło Brennie na ścianie opalizującym blaskiem. Ona mogła nie trzymać się kurczowo swoich lęków, ale nie trudno było jej zauważyć że Bulstrode'owi z jakiegoś powodu wychodziło to o wiele ciężej. Zafiksowany spojrzeniem na migających twarzach, wahał się wyraźnie, ale nie nad tym by pomóc jej w poszukiwaniach odpowiedzi na to jak się stąd wydostać, tylko nad tym co zrobić, żeby istota zmieniła znowu buźkę na taką, którą mógłby obić.
Napis wiszący nad lustrem tknął ją lekko. Dzielony na dwoje mógł znaczyć tak samo wymuszenie podzielenia się lękami, jeśli do pomieszczenia weszły dwie osoby, jak i potem wskazać im przynajmniej jedno z rozwiązań tej zagadki; bo Bulstrode zachowywał się tak, jakby był w tym pomieszczeniu sam, przez moment zapominając że jest z nim i całkowicie oddając się swoim obawom. Lavinia była szczodra, umieszczając nad drzwiami napis, nawet jeśli Longbottom na niewiele mógł się teraz przydać; nawet jeśli sama się bała, nie dała się temu strachowi w całości przejąć. Rozumiała go, kiedy Atreus wciąż ważył w sobie chęć całkowitego go zniszczenia.
Prawda była taka, że żadna zagadka nie posiadała jednego rozwiązania. Bo jeśli ktoś nie chciał lub nie mógł rozwiązać gordyjskiego węzła, zawsze mógł go przeciąć.