08.09.2024, 00:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2024, 03:03 przez Atreus Bulstrode.)
Atreus również próbował sięgnąć po różdżkę, ale zatrzymał się jakoś w połowie gest, wyraźnie się wahając i rozważając coś w głowie. Walczył sam ze sobą, stojąc gdzieś na granicy wykonania kolejnego kroku w tył, a rzucenia się w przód z pięściami i błagania jakiś wyższy byt, żeby to dało cokolwiek.
Nigdy nie chciał stawać na przeciwko swoich własnych lęków, żali i wątpliwości. Nigdy też nie chciał, żeby to inni mogli dopatrzyć się wszystkiego, co tak bardzo go trapiło. Nauczył się przez lata aż za dobrze ukrywać w sobie wszystko, co tak strasznie go męczyło i czy nie wypadało się chwalić facetowi w czasach w których żyli. Rozwiązania wątpliwości szukał najczęściej na dnie butelki, w kasynie, albo na twarzy jakiegoś innego typa, kiedy ten spojrzał na niego krzywo i nadszedł czas żeby mu przemeblować oblicze. A Laurent... Laurent zmienił wszystko. Bo nagle Atreus panicznie zaczął się bać, że przestał dostrzegać granicę, którą sobie wcześniej sam wyznaczył. Duchy ze Stonehange tylko potwierdziły te obawy, grając na jego lękach, ale wtedy tylko on widział wzrok Prewetta, a potem Florence.
A jak na kogoś, kto tak bardzo chciał być dostrzegany, wręcz panicznie bał się tego by ludzie widzieli jaki był naprawdę.
Dlatego zamknął oczy.
Brenna rzuciła zaklęcie i wianek zadrżał. Nie był to bogin, a jakaś inna dziwna forma utrapienia, która może faktycznie była karą za źle rozwiązaną zagadkę. Dzwonienie znowu na moment przytkało Brennie uszy, a potem roślinność zaczęła się tlić, kiedy pojawiły się na niej żywe płomienie, a z listków, bardzo powoli, zaczęła się sączyć krew. Chwilę temu, pod wpływem pierwszego wrażenia, ciągnącego za zmysły strachu, koncentrowali się tylko na tym co najbardziej ich przerażało, ale kiedy Brenna rzuciła zaklęcie, częściowo wyrwała sama siebie z tego narzuconego skupienia i do niej też doszło, że wianek tkwi na głowie kogoś z twarzą Atreusa.
Istota wyrwała się z ramy i runęła do przodu, wpadając na swój oryginał i zaciskając mu ręce na szyi. Atreus cofnął się, a potem machinalnie złapał za atakujące go ręce, próbując z całej siły odepchnąć je od siebie.
af
Im mocniej próbował, tym mocniejszy chwyt miał jego przeciwnik, aż w końcu kiedy uderzył go z pięści, dostał w odwecie dokładnie to samo i obydwoje wylądowali na ziemi. I przez moment Longbottom widziała to samo; dwóch siłujących się ze sobą Atreusów, ale na jednym paliła się kwiecista korona, kapała na niego świeża krew, a potem podniósł na nią spojrzenie błękitnych, przekrwionych oczu, świdrując ją nimi przez moment.
- Zostawiłaś mnie. Zostawiłaś i prawie mnie przez ciebie zabili - wyszeptał gorzko, a przez moment kobieta miała wrażenie, że głos mu się załamał, uderzając w wyższe, znajome tony. Przez chwilę nie widziała Atreusa, ale poturbowaną Heather, którą wtedy trzymała w ramionach.
Nigdy nie chciał stawać na przeciwko swoich własnych lęków, żali i wątpliwości. Nigdy też nie chciał, żeby to inni mogli dopatrzyć się wszystkiego, co tak bardzo go trapiło. Nauczył się przez lata aż za dobrze ukrywać w sobie wszystko, co tak strasznie go męczyło i czy nie wypadało się chwalić facetowi w czasach w których żyli. Rozwiązania wątpliwości szukał najczęściej na dnie butelki, w kasynie, albo na twarzy jakiegoś innego typa, kiedy ten spojrzał na niego krzywo i nadszedł czas żeby mu przemeblować oblicze. A Laurent... Laurent zmienił wszystko. Bo nagle Atreus panicznie zaczął się bać, że przestał dostrzegać granicę, którą sobie wcześniej sam wyznaczył. Duchy ze Stonehange tylko potwierdziły te obawy, grając na jego lękach, ale wtedy tylko on widział wzrok Prewetta, a potem Florence.
A jak na kogoś, kto tak bardzo chciał być dostrzegany, wręcz panicznie bał się tego by ludzie widzieli jaki był naprawdę.
Dlatego zamknął oczy.
Brenna rzuciła zaklęcie i wianek zadrżał. Nie był to bogin, a jakaś inna dziwna forma utrapienia, która może faktycznie była karą za źle rozwiązaną zagadkę. Dzwonienie znowu na moment przytkało Brennie uszy, a potem roślinność zaczęła się tlić, kiedy pojawiły się na niej żywe płomienie, a z listków, bardzo powoli, zaczęła się sączyć krew. Chwilę temu, pod wpływem pierwszego wrażenia, ciągnącego za zmysły strachu, koncentrowali się tylko na tym co najbardziej ich przerażało, ale kiedy Brenna rzuciła zaklęcie, częściowo wyrwała sama siebie z tego narzuconego skupienia i do niej też doszło, że wianek tkwi na głowie kogoś z twarzą Atreusa.
Istota wyrwała się z ramy i runęła do przodu, wpadając na swój oryginał i zaciskając mu ręce na szyi. Atreus cofnął się, a potem machinalnie złapał za atakujące go ręce, próbując z całej siły odepchnąć je od siebie.
af
Rzut Z 1d100 - 20
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!
Im mocniej próbował, tym mocniejszy chwyt miał jego przeciwnik, aż w końcu kiedy uderzył go z pięści, dostał w odwecie dokładnie to samo i obydwoje wylądowali na ziemi. I przez moment Longbottom widziała to samo; dwóch siłujących się ze sobą Atreusów, ale na jednym paliła się kwiecista korona, kapała na niego świeża krew, a potem podniósł na nią spojrzenie błękitnych, przekrwionych oczu, świdrując ją nimi przez moment.
- Zostawiłaś mnie. Zostawiłaś i prawie mnie przez ciebie zabili - wyszeptał gorzko, a przez moment kobieta miała wrażenie, że głos mu się załamał, uderzając w wyższe, znajome tony. Przez chwilę nie widziała Atreusa, ale poturbowaną Heather, którą wtedy trzymała w ramionach.